JANC Antoni (1893-1914) legionista

Urodził się w Przedborzu w rodzinie murarza Piotra i Józefy z Radzików. Rodzina Janców, być może pochodzenia niemieckiego (spotykana także pisownia Jantz), pojawiła się w Przedborzu ok. 1820 r., w okresie inicjatyw gospodarczych (zob.) Wojciecha Lange. Zamieszkiwała w domu oznaczonym nr 91. Nazwisko to występowało w mieście do I wojny światowej.

Antoni wykształcił się na stolarza. Jednak brak bliższych danych co do czasu i miejsca, gdzie ochotniczo wstąpił do Legionów Polskich. W ewidencji legionowej figuruje pod nazwiskiem JANCZ z przydziałem do 1 kompanii III batalionu 1 Pułku Piechoty I Brygady Legionów.

Pułkiem tym i jednocześnie Brygadą do 18 XII 1914 r. dowodził Józef Piłsudski. Po tym terminie pułk objął dotychczasowy dowódca III batalionu, mjr Edward „Śmigły”-Rydz, zaś dowodzenie Brygadą przejął szef sztabu, ppłk Kazimierz Sosnkowski.   

Na stronie internetowej „Bitwy pod Łowczowkiem” czytamy:

Nagle 20 grudnia [1914 r. – WZ] w południe nadszedł z dowództwa 4. armii telegram z rozkazem natychmiastowego przemieszczenia brygady pod Łowczówek, gdzie Rosjanie przerwali front i zagrozili Austriakom okrążeniem.
Podstawą istnienia i działania wojska jest rozkaz. Toteż szef sztabu ppłk Kazimierz Sosnkowski (…) rozkazał natychmiastowy wymarsz. Noc z 20 na 21 grudnia żołnierze spędzili w Zbyszycach, a następną w Zakliczynie, gdzie już było wyraźnie słychać odgłosy toczącej się bitwy. (…)ppłk. Sosnkowski otrzymał zadanie: odbić zajęte przez Rosjan wzgórza: 360 (Łowczówek) i 343 (Łowczów). Grudniowe dni są krótkie, szybko zapada zmierzch, zwłaszcza gdy jest pochmurno i co jakiś czas pada uporczywie deszcz ze śniegiem. Taki był 22 grudnia 1914 roku. Wojna jednak toczy się nieubłaganie w każdych warunkach. To prawda, że przy takiej pogodzie i szybko zapadającym zmroku prawdopodobieństwo ataku wydaje się mniejsze. Ale – z drugiej strony – szturm w takich warunkach może zaskoczyć nieprzyjaciela, a zaskoczenie i umiejętne wykorzystanie jego skutków decydowały wszak o losach niejednej bitwy. Z tego powodu, jak również dlatego, żeby nie pozwolić Rosjanom umocnić się na zdobytych wzgórzach (wśród wojsk austriackich panowało znaczne rozprzężenie, więc im w tym nie przeszkadzały), ppłk Sosnkowski zdecydował uderzyć niezwłocznie (ok. godz. 14). 1. pułk na wzgórze 360, a 5. pułk – 343.

(…)Żołnierze podeszli wąwozami, a po przejściu w szyk rozczłonkowany uderzyli z impetem, ale od czoła zostali zatrzymani potrójnymi zasiekami z drutu kolczastego i ogniem karabinów maszynowych. Natarcie jednak nie załamało się dzięki brawurowemu atakowi oskrzydlającemu lewoskrzydłowego 3. batalionu kpt. Burchardta-Bukackiego. Żołnierze przeszli przez zasieki i walcząc bagnetami, kolbami karabinów, łopatkami saperskimi, zepchnęli Rosjan ze wzgórza i opanowali je, przechodząc na jego północny stok.
Pułk kpt. Ścibora-Rylskiego, zdążając na pozycję wyjściową do ataku od strony Mesznej, dostał się w silny ogień rosyjskiej artylerii. Z powodu zapadającego zmroku nie nawiązano łączności z artylerią austriacką. Ponadto dowódca nie znał położenia. Próbował atakować, lecz zdołał uchwycić zaledwie skraj wzgórza. Atak po zmroku, w nieznanym terenie, bez artyleryjskiego wsparcia był bardzo ryzykowny i mógł pociągnąć za sobą niepotrzebnie znaczne straty. Wykonanie zadania dowódca odłożył do rana. Natarcie 5. pułku wspartego żołnierzami piechoty węgierskiej (honwedami) z grupy operacyjnej gen. Nottesa (działającej w rejonie Mesznej) i ogniem trzech baterii artyleryjskich ruszyło przed świtem 23 grudnia i osiągnęło powodzenie. Oba pułki zaczęły teraz spychać Rosjan w kierunku Łowczówka i Łowczowa nad Białą. Pas wzgórz został całkowicie opanowany przez Polaków. Ale powodzeniu legionistów nie towarzyszyło, niestety, działanie sąsiadów, którzy – wbrew zasadom sztuki operacyjnej – nawet nie próbowali ruszyć się z zajmowanych stanowisk. Atakujące pułki wysunęły się znacznie przed front, z powodu czego znalazły się w niebezpiecznej sytuacji. Ppłk Sosnkowski zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa i alarmował o pomoc. Otrzymał wsparcie dwóch batalionów 30. pułku piechoty landsturmu, ale nie zmieniło to już sytuacji. Rosjanie skoncentrowali ogień ciężkich karabinów maszynowych i artylerii na wzgórzach tak, że odcięli legionistom w znacznym stopniu komunikację ze sztabem i własnymi urządzeniami tyłowymi; nie dochodziła amunicja (wykorzystywano zdobyczną broń), nie było jedzenia, nie można było odesłać na tyły wszystkich rannych i poległych (tych grzebano na miejscu w byle jak wykopanych grobach).

Jednym z poległych legionistów był strzelec Antoni Janc. Łowczówek to wieś w województwie małopolskim, w powiecie tarnowskim, w gminie Pleśna. Po zaprzestaniu działań wojennych na tym obszarze, władze austriackie wybudowały cmentarz wojenny nr 171, na którym spoczęło 80 poległych żołnierzy z 1. i 5. pułków piechoty Legionów Polskich. Ponadto pochowano tu także 162 żołnierzy austriackich i 241 rosyjskich.

Antoni Janc jako „Antoni JANICZ” spoczywa po prawej stronie tegoż cmentarza, w drugim szeregu, grób 133.

Janusz Cisek, Ewa Kozłowska, Łukasz Wieczorek, Słownik Legionistów Polskich 1914-1918;  „Panteon polski” dwutygodnik ilustrowany poświęcony pamięci i czci poległych o niepodległość Polski wraz kroniką czynów żołnierza polskiego, Lwów nr 2, 15 listopada 1924, s. 5; Archiwum Państwowe w Piotrkowie Trybunalskim, Księga ludności stałej m. Przedborza; http://www.rodzinastrychalskich.pl/; http://www.bitwapodlowczowkiem.pl/

Wojciech Zawadzki