bartosiak tadeuszBARTOSIAK Tadeusz (1919-1947) sierżant Armii Krajowej/podporucznik Konspiracyjnego Wojska Polskiego ps. „Nino”, „Tadeusz”, „Wilk”

Urodził się 23 X 1919 r. w rodzinie robotniczej Józefa i Franciszki z d. Cholewińska. Dzieciństwo i młodość spędził w Tomaszowie Mazowieckim. W 1939 r. walczył z najeźdźcą w szeregach Wojska Polskiego. Potem w konspiracji Organizacji Bojowej Polskiej Partii Socjalistycznej, następnie po połączeniu w Związku Walki Zbrojnej/Armii Krajowej, kapral.

Po przeszkoleniu dywersyjnym został zastępcą dowódcy w oddziałach partyzanckich: „Wicher” i „Burza”, a czasowo dowódcą oddziału „Grom”. Dowodził także oddziałem „Błyskawica”. Wszystkie podlegały Inspektoratowi Piotrkowskiemu AK i działały głównie na obszarze powiatów: piotrkowskiego i opoczyńskiego, a także koneckiego i tomaszowskiego.

Latem 1944 r. oddziały te w ramach odtwarzania Sił Zbrojnych weszły w skład 25. Pułku Piechoty AK, zaś sierżant „Tadeusz” objął dowodzenie pocztem dowódcy pułku. Uczestniczył we wszystkich bojach pułku, m.in. pod Diablą Górą.

Po wojnie ścigany i uwięziony przez Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, po udanej ucieczce wrócił do podziemia poakowskiego. Najpierw w Ruchu Samoobrony AK i Narodu podlegał kpt./gen. bryg. „Burzy” – Stanisławowi Karlińskiemu, a po jego rozwiązaniu, jako podporucznik „Wilk” dowodził oddziałem Konspiracyjnego Wojska Polskiego podległego kpt./gen. bryg. „Warszycowi” – Zbigniewowi Sojczyńskiemu.

Walczyli z bezprawiem i czekali na wolne demokratyczne wybory. Oddział partyzancki ppor. „Wilka” działał  głownie na terenie powiatów: opoczyńskiego, koneckiego, piotrkowskiego i radomszczańskiego, m. in. dwukrotnie zaatakował Posterunek Milicji Obywatelskiej w Przedborzu, w tym raz z powodzeniem. Rozbił także kasę na poczcie i w Magistracie m. Przedborza, gdzie ponadto zniszczył dokumenty.

Historyk milicyjny P.A. Kukuła napisał o nim: „Wilk” dawny podkomendny „Burzy” był chytry, przebiegły i podejrzliwy. Działał podstępnie, tam gdzie czuł większą siłę unikał bezpośredniej walki. Był niezwykle ruchliwy, poruszał się przy pomocy zdobycznych samochodów lub wozami konnymi. Na upatrzony posterunek, czy spółdzielnie spadał znienacka. Raz grupa jego występowała w pełnym umundurowaniu, innym razem z opaskami milicyjnymi lub ormowskimi. Spośród przywódców grup podziemia wyróżniał się bezwzględnością w postępowaniu. Jeżeli udało mu się rozbroić jakiś posterunek, niszczył w nim doszczętnie wszystko, a milicjantom zabierał broń. Ponad dwudziestoosobowa grupa uzbrojona w karabiny maszynowe oraz granaty, mająca do dyspozycji meliny oraz usłużnych informatorów, nie była łatwa do rozpoznania, a tym bardziej ujęcia.

Ścigali go funkcjonariusze UBP, MO i ORMO, a także żołnierze 5. Pułku Piechoty z Piotrkowa Trybunalskiego.

Na początku stycznia 1947 r. wojsko otrzymało wiadomość o pojawieniu się „Wilka” na pograniczu powiatów piotrkowskiego i radomszczańskiego. 6 stycznia doszło do walki, w której „Wilk” wykorzystał znajomość warunków terenowych i umknął z grupą 10 ludzi. Jednak wyśledzono go ponownie 9 I we wsi Górale opodal Dobrenic. Ściągnięta niezwłocznie z koszar w Piotrkowie 40-osobowa grupa wypadowa pod osobistym dowództwem dowódcy pułku płk. Kazimierza Sikorskiego, pojawiła się od strony Łęków Szlacheckich. Jednak „Wilk” przewidział taką ewentualność. Licząc na zmylenie przeciwnika, ukrył się w niewielkiej wiosce położonej w odkrytej śnieżnej przestrzeni. Jednak ostrzeżony w porę, zdołał schronić się na saniach w lasy bąkowskie. Stamtąd, licząc na wprowadzenie przeciwnika w błąd, „Wilk” znowu wybrał odkryte przestrzenie pól korycińskich. Po kilku godzinach kluczenia w lesie i wśród pól, pojawiła się szansa na zatarcie śladów sań na uczęszczanej drodze z Przedborza do Korytna. Tu „Wilk” skierował się ku miastu, co także było chytrym posunięciem. Niestety, ślady płóz sań nie pozostawiły tropiącym go, wątpliwości. Dopadli go na przedmieściu Przedborza, w zabudowaniach Józefa i Anieli Stawińskich na Majowej Górze.

Wspomina Józefa Chojnacka z d. Stawińska; miała wtedy 16 lat:

Zima była wówczas bardzo ostra, śnieżna i mroźna. Porucznik ”Wilk” przywiózł późnym wieczorem do naszego domu swoich 3 rannych partyzantów. Gdy wniesiono ich do domu, woźnica – chyba z Dobrenic – szybko odjechał. „Wilka” znaliśmy. Był u nas już dwukrotnie. Wysoki, rosły i bardzo przystojny mężczyzna. Ojciec nie raz mówił mu, by rzucił tę partyzantkę, że z „ruskimi” nie wygra się. Porucznik odpowiadał, że złożył przysięgę Polsce i gdy tylu porządnych ludzi gnije w więzieniach, on musi walczyć z przemocą. Wypocznie po wojnie. „Przyjadę wtedy do was w odwiedziny, bo tyle, panie Stawiński, ma pan ładnych córek. Może nawet razem z bratem, który za chlebem wyjechał do Ameryki”.

Mama przygotowała im posiłek, a ja z siostrami opatrzyłyśmy rannych. Jeden był ranny w klatkę piersiową, a drugi w biodro. Tych położyłyśmy na łóżku. Trzeci, mówiono do niego „Żak”, młody chłopak, chyba z Żarnowa, był ranny w rękę. Chodził normalnie i żartował. „Wilk” był zdrowy, ale jakiś taki przybity, niespokojny.

Gdzieś, po godzinie rozległo się pukanie w okno. Wszyscy, cała rodzina i partyzanci byliśmy w kuchni. Okno było zasłonięte, paliła się lampa naftowa. Ojciec powiedział do mamy, że lepiej będzie, jeśli ona podejdzie do okna i spyta: kto tam? Nikt nie odpowiedział. Rozległo się silniejsze pukanie i zaraz strzał w okno. Rozpadła się szyba; jakiś kawałek zranił mamę. Nagle zerwała się jakby burza. Wokół domu szalała strzelanina wymierzona w nas. Rozżarzone do czerwoności pociski przenikały drewniane ściany domu, okno i pruły po mieszkaniu na oślep. „Wilk” jak stał, chwycił za broń i spytał ojca o tylne wyjście. Obaj z „Żakiem” wyskoczyli przez okno i schronili się w oborze. Myśmy zalegli podłogę. Nagle płomień ognia buchnął z poduszki, na której leżał ranny partyzant, poderwałam się po wodę i zalałam go. Ojciec krzyknął – kładź się, bo cię zabiją! Ta strzelanina trwała z pół godziny i też nagle zgasła. Myśmy przerażeni leżeli na podłodze, a ranni nadal na łóżku.

Po jakimś czasie rozległ się głos naszego sąsiada Jana Barskiego, którego wojsko wysłało do pertraktacji. Wołał on ojca, żeby się nie bał, że nic mu się nie stanie, żeby poddał się i wyszedł przed dom. Ojciec wyszedł i już go wojsko zabrało. Wtedy ktoś krzyknął, żeby mama wyniosła broń. I tak zrobiliśmy: mama – broń, a my z siostrami – amunicję. Zaraz w domu zrobiło się pełno ludzi. Nas też postawili pod ścianą i dawaj szukać „Wilka”. Przeszukali cały dom – bezskutecznie. Ktoś dostrzegł wieko do piwnicy i krzyknął, że na pewno tam się ukrył. Zobaczyli, że w piwnicy jest pełno świeżych, z kopca ziemniaków: to na pewno „Wilk” jest pod ziemniakami. Kazali żołnierzom wyrzucać te ziemniaki. Grozili, że jak „Wilka” nie złapią to nas wszystkich wystrzelają. Zabili psa w podwórku, bo ujadał na obcych. Gienia dostrzegła jak UB-owiec chyłkiem wsadził pistolet do łóżka i zaraz narobiła krzyku: „prowokacja!”. Wtedy zjawił się jakiś wyższy wojskowy i kazał przerwać wyrzucanie ziemniaków z piwnicy. Nakrzyczał też na tego UB-owca.

Jeden milicjant z Przedborza powiedział, że ktoś się ukrywa na strychu obory. Rzeczywiście jak „Wilk” tam wszedł, to „Żak” schował drabinę i uciekł gdzieś indziej. No i wtedy bali się wejść, to rzucili na strych granaty. Dopiero gdy rozległy się jęki rannego, to go znieśli na dół. Wtedy już nie było wątpliwości. Ranny „Wilk” w mundurze oficerskim z dystynkcjami podporucznika miał urwaną rękę – próbował odrzucić granat i wtedy nastąpiła eksplozja – i rany na głowie. Strasznie jęczał. Lali mu wodę po głowie: może jeszcze coś powie? Wkrótce jednak zmarł.

Było to 10 I 1947 r. Zwłoki ppor. Bartosiaka zabrali funkcjonariusze PUBP z Piotrkowa Tryb. Miejsce jego pochówku pozostaje nieznane.

Jedyną pamiątką po „Tadeuszu” – „Wilku” jest tablica pamiątkowa w kościele NMP Królowej Polski w Tomaszowie Maz. W tamtejszej Kaplicy Pamięci Narodowej im. św. Maksymiliana Kolbe przechowywany jest także sztandar kombatancki KWP Baonu „Źródło” (Tomaszów Maz.), Oddziałów Partyzanckich „Żbik”, „Wilk”, „Upiór” i „Pirat”. Jego nazwisko umieszczono w 2010 r. na tablicach memoratywnych pomnika Poległych i Pomordowanych Żołnierzy Konspiracyjnego Wojska Polskiego w Radomsku.

Jego narzeczoną była (zob.) Stefania Firkowska, ps. „Felek” (r. 1925) – żołnierz oddziału Narodowych Sił Zbrojnych kpt. „Starego” – Józefa Wyrwy. Poznał ją po wcieleniu oddziału „Starego” do 25. pp AK. Ślubu nie zdążyli zawrzeć. Stefania została zamordowana przez funkcjonariuszy UBP w 1946 r. Poświęcony jej pamięci obelisk został odsłonięty w 2009 r. w Skotnikach.

W. Zawadzki, Imienna Lista Ofiar m. Przedborza w II wojnie światowej, Przedbórz-Bydgoszcz 2010; tegoż: Partyzant z „Wichra”, „Burzy”, „Gromu” i Błyskawicy” [w:] „Gazeta Radomszczańska” z 10 I 2008 r., oraz: Od Tomaszowa do Przedborza [w:] „ Kurier-Kultura i Rzeczywistość” R. 2008, nr 5; fotografia z archiwum autora.

Wojciech Zawadzki