BOCZKOWSKI Zygmunt (1925-1995) żołnierz Armii Krajowej

Urodził się 1 V 1925 r. w Przedborzu w rodzinie Karola (1890-1941) i Stanisławy ze Śliwowskich, zamieszkałych przy ul. Korycińskiej.

W 1939 r. ukończył 7-klasową Szkołę Powszechną w Przedborzu. Po wybuchu wojny pozostawał pod opieką rodziców. Jako 15-latek wraz z jeszcze młodszym o 2 lata bratem Jerzym Józefem już 26 II 1941 r., został wywieziony na roboty przymusowe do Niemiec.

Rodzinne dramaty powiększyła przedwczesna śmierć 13 III 1941 r. ojca Karola, a nadto 3 VII 1941 r. zmarł starszy, 18-letni brat Wincenty.

Zygmunt pracował wraz z bratem w gospodarstwie rolnym we wsi Erlen koło m. Metz w Lotaryngii. Praca nie odpowiadała mu i 12 XII 1941 r. uciekł z zamiarem powrotu do rodziny. Został ujęty na dworcu kolejowym w Berlinie, gdzie oczekiwał na pociąg do Opola. Przetrzymywano go w kilku kolejnych więzieniach aż do 21 II 1942 r., gdy z więzienia  Strasburgu nad Renem odebrał go jego „właściciel” bauer (bogaty chłop, gospodarz). Niemiec oświadczył Boczkowskiemu, że jeśli jeszcze raz ucieknie „to mu głowę zetną”.

Gdy zachorował, 4 III 1942 r. został skierowany do szpitala w Metzu. Przebywał tam 2 tygodnie. Poznał wielu Polaków, takich jak on, robotników przymusowych w Niemczech. Jeden z nich nazywał się Jan Płusa i pochodził ze wsi Cukrówka gm. Chlewiska, pow. Szydłowiec. Płusa chorował na gruźlicę kości w nodze i jako niezdolny do pracy był zakwalifikowany do transportu do Polski. Boczkowski kupił za 50 marek od Płusy jego zaświadczenie, które bez fotografii i danych szczególnych służyło jako dowód tożsamości. W chwili odjazdu pociągu z Metzu stawili się tam obaj: Boczkowski jako Jan Płusa i Płusa, który po odjeździe pociągu wrócił do szpitala z wyjaśnieniem, iż nie wie w jakich okolicznościach zginęły jego dokumenty. Dwa lata później Boczkowski spotkał się z Płusą i usłyszał, że ten po 2 tygodniach oczekiwania na nowe dokumenty powrócił bez przeszkód do Polski.

Tymczasem Boczkowski z transportem trafił do Arbeitsamtu (Urząd pracy) w Warszawie. Tam na przybyłych oczekiwała komisja lekarska, która weryfikowała ich stan zdrowia. Urząd otoczony był przez policję, która uniemożliwiała ucieczki. Boczkowski dłuższy czas zwlekał z poddaniem się badaniom i w tym czasie obserwował policjantów, szukając dogodnej okazji do ucieczki. Po jakimś czasie, wykorzystując nieuwagę policjanta Boczkowski odrzucił swój bagaż i pomyślnie przeskoczył płot. Mając legalne dokumenty podróży, z dworca kolejowego na Pradze pojechał do Radomia, stamtąd do Końskich. Była już noc i godzina policyjna, więc postanowił udać się na posterunek policji i poprosić o nocleg. Policjanci byli zdziwieni, że pyta o połączenia do Przedborza a nie do Cukrówki, ale wytłumaczył, że tam przenieśli się jego rodzice. Dokumenty chorobowe były w porządku, więc i wersja o rodzicach nie obudziła zastrzeżeń.

Przebywał w domu rodzinnym, trochę się ukrywał, aż 12 X 1942 r. podczas łapanki na roboty został schwytany w stodole p. Żurawskiego (przy ul. Korycińskiej). Wywieziony, zdołał ponownie zbiec w Częstochowie.

Po powrocie w domu dowiedział się, że jest poszukiwany i jeśli nie zgłosi się dobrowolnie, wywiozą na roboty jego matkę. Zgłosił się więc i wywieziono go do ówczesnego Breslau (Wrocławia), do pracy w fabryce zbrojeniowej. Od Polaków tam zatrudnionych dowiedział się szerzej o funkcjonowaniu ruchu oporu w kraju. Postanowił przystąpić do walki z okupantem. Podjął ponowną ucieczkę z robót, było to 7 lub 8 III 1943 r.

Do Przedborza przybył 13 III 1943 r. Od razu skontaktował się z (zob.) „Murem”-Mieczysławem Morawcem, który odebrał od niego przysięgę żołnierzy Armii Krajowej w domu p. Kłobuckiej. Boczkowski przyjął pseudonim „Mściwy”. W grupie szkoleniowej poznawał regulaminy i instrukcje wojskowe oraz uczył się obchodzenia z bronią.

Pierwszą jego akcją była rekwizycja benzyny ze stacji benzynowej na ul. Leśnej. Następnie przenosił meldunki i informacje niezbędne w pracy konspiracyjnej oraz zajmował się kolportażem prasy podziemnej. Gdy przyszła wiadomość o jego ucieczce z Wrocławia, znów musiał się ukrywać, żeby nie narażać rodziny na represje okupanta.

Pod komendą „Robotnika”-Bronisława Skury-Skoczyńskiego uczestniczył w akcji rozbicia więzienia w Radomsku. Po niej utworzono oddział partyzancki, w którym „Mściwy”-Zygmunt Boczkowski czynnie uczestniczył we wszystkich działaniach bojowych aż do wyzwolenia.

W swojej relacji pisał:

(…) chciałbym również podkreślić wyjątkową postawę „Robotnika” jako dowódcy. On chyba jeden ze wszystkich dowódców przed każdorazowym rozpoczęciem akcji zapoznawał oddział z oczekującym go zadaniem tak, że każdy żołnierz wiedział w czym leży sprawa. Przy tym na takiej odprawie chętnie korzystał z doświadczeń swych podwładnych co do terenu, zwyczajów okolicy itp. i dzięki temu z większości akcji wychodził zwycięsko lub z minimalnymi stratami, choć bywały także różne przykre niespodzianki. Nic też dziwnego, że jego sukcesów zazdrościli inni dowódcy, którzy raczej w ostatniej chwili bez konsultacji wydawali rozkazy do działania. Było nawet wśród nas takie powiedzenie, że „Robotnikowi” zawsze każe się tam działać, gdzie jest najniebezpieczniej, no ale na szczęście jego podejście do ludzi i spraw było jak najbardziej demokratyczne i ludzkie, dzięki czemu wielu z nas mogło się odliczyć.     

Do domu rodzinnego powrócił 21 I 1945 r. W kwietniu podjął pracę w Magistracie, a od 13 XI 1945 r. do 31 XII 1982 r. nieprzerwanie był tkaczem na ręcznym krośnie w Spółdzielni Rękodzieła Ludowego „Wrzeciono” w Przedborzu.

Udzielał się w pracy kombatanckiej, był członkiem zarządu koła ZBoWiD/ ZKRPiBWP w Przedborzu. Legitymacja kombatancka nr 277960. Jego nazwisko widnieje na liście fundatorów pomnika partyzanckiego w Przedborzu.

Zmarł 16 VIII 1995 r. i spoczął na miejscowym cmentarzu.

USC w Przedborzu, akty zgonów Karola i Wincentego Boczkowskich, wypisy w zbiorach autora; Stanikowski E., Wspomnienia i życiorysy członków Koła ZBoWiD w Przedborzu, Przedbórz 1982, mnps, kopia; Arkusz ewidencyjny Bronisława Skoczyńskiego „Robotnika”, Radomsko 1992, Zeszyt 13, nakładem Karola Walaszczyka mnps pow.; Materiały Koła ZBoWiD w Przedborzu, kopia.

Wojciech Zawadzki