BORCIUCH, Michał i Ignacy, rolnicy, muzykanci

Synowie Ignacego i Józefy zamieszkali w Gaju-Policzku: Michał, ur. 22 IX 1907 r. i Ignacy (fot. poniżej) ur. 30 VII 1910 r. Utworzyli bardzo popularną kapelę, której losy wojenne zapisały się wyjątkowo tragicznie.

Bracia ukończyli po kilka klas szkoły powszechnej w Gaju. Byli bardzo muzykalni, a wesołe usposobienie przydawało im popularności.

W kapeli zwanej „Michałkami” albo od nazwiska „Borciuchami”, filarem zespołu byli obaj bracia, Michał grał na skrzypcach a Ignacy na harmonii. Nauki gry na instrumentach oraz zapisu nutowego pobierali gdzieś w okolicy płacąc w naturze każdorazowo „ćwierć żyta” albo i „pół ćwierci pszenicy”. W skład kapeli wchodzili jeszcze przeważnie: Bakalarz (trąbka), Bombka (klarnet i śpiew) i Wilk (bęben – perkusja). Kierownikiem kapeli był Ignacy Borciuch. On też posiadał 3-rzędową harmonię o 96 basach, wykonaną na zamówienie.

Grywali w szerokiej okolicy na weselach, pograjkach (zabawach) i dożynkach. Preferowali głównie muzykę ludową, siarczyste oberki i polki, ale grali także walce i tanga. Popularność i poziom muzyczny „Borciuchów” sprawiły, że kapela nabrała nowoczesnego wizerunku.

Cała kapela Borciuchów – w 4-osobowym składzie – została nagle aresztowana podczas wesela Ignacego Lizińczyka z Genowefą Jaworską w Poniedziałek Wielkanocny, 10 IV 1944 r. w Pohulance.

Gdy żandarmeria niemiecka zatrzymała tylko Michała i Ignacego Borciuchów, szybko okazało się, iż przyczyną ich aresztowania był donos. Otóż żandarmi wiedzieli, że oni obaj grali 19 III 1944 r. na uroczystych obchodach imienin Marszałka Józefa Piłsudskiego u partyzantów, gdzieś w lasach koło Żeleźnicy.

Było to tradycyjne święto wojskowe ukształtowane w latach 20-tych. Zrodziło się w środowisku legionowym, dla podkreślenia zasług Józefa Piłsudskiego w dziele przywrócenia niepodległości Polski i odbudowy Wojska Polskiego. Później, gdy na trwałe weszło do kalendarza Wojska Polskiego, zwyczajowo tego dnia wręczano awanse wojskowe i liczono starszeństwo oficerów w służbie.

Córka Ignacego, wówczas 5-letnia Zuzanna wspomina: Wstałam raniutko i zobaczyłam, że ojciec jeszcze nie wrócił z grania. W sieni spotkałam stryja Michała i zapytałam go o ojca: – Niemcy go zabrali – powiedział. Nie wiedziałam, że to żart. Po chwili dopiero ujrzałam ojca wychodzącego ze stajni. Ojciec miał tam pięknego konia, kasztana, którego bardzo cenił. To było 20 marca, gdy wrócili z tej partyzanckiej imprezy.

Nie udało się ustalić, kto był organizatorem owych uroczystości z udziałem kapeli Borciuchów. Możliwe, że był nim kpt. „Marcin” – Mieczysław Tarchalski, dowódca oddziału partyzanckiego AK we włoszczowskiem. Otóż zorganizował on na właśnie w piątek, 19 III 1944 r. – czyli w dniu o wadze symbolu – akcję przeciwko niemieckiemu garnizonowi we Włoszczowie. Jedna z jego grup partyzanckich wcześniej kwaterowała w Krogulcu koło Żeleźnicy. Być może więc – choć informacja ta nie znalazła potwierdzenia – dla podniesienia morale partyzantów, kpt. ”Marcin” z braku orkiestry wojskowej, zaprosił kapelę Borciuchów. Być może też zagrali oni do mszy polowej dla partyzantów.

Oddział „Marcina” na tę akcję został wzmocniony 20-osobowym plutonem z radomszczańskiej kompanii AK por. „Andrzeja” Floriana Budniaka, pod dowództwem sierż. „Upartego” Teofila Baryły. Partyzanci zablokowali żandarmów niemieckich broniących się w budynku starostwa oraz skonfiskowali z magazynów wroga cenne dla nich materiały, jak: tekstylia, skóry, obuwie i inne. Zniszczono urządzenia telefoniczne, dokumenty gminne i powiatowe, wykonano wyroki na 2 konfidentach. Partyzanci opuścili Włoszczowę 20 III o godz. 2-ej. Borciuchowie, o ile wzięli też udział w akcji, do domu mogli powrócić o świcie.

Jednak udana akcja AK we Włoszczowe musiała bardzo zaboleć Niemców. Logiczną konsekwencją więc były poszukiwania sprawców. Konfidenci donieśli o „partyzanckiej” kapeli – więc dobrzy byli i muzykanci. Donos wyszedł prawdopodobnie z ich rodzinnej wsi. Wiele osób wiedziało, że to partyzanci przyjechali po muzykantów. Nawet podwodę dla nich wzięto z Gaju.

Borciuchowie po przesłuchaniach w przedborskiej żandarmerii, zostali uwięzieni w Końskich, następnie w Radomiu. Żonom Michała i Ignacego pozwolono tylko odebrać instrumenty muzyczne z posterunku.

Ich nazwiska ukazały się już 22 IV 1944 r. na Obwieszczeniu Dowódcy SS i Policji w dystrykcie radomskim, jako „uwzględnionych do ewentualnego ułaskawienia za należenie do niedozwolonej organizacji”:

Jednak w razie dokonania w przeciągu 3 miesięcy na terenie miasta względnie powiatu koneckiego, w szczególności napadu na Niemców, na osoby narodowości państw sprzymierzonych z Wielką Rzeszą, lub na osoby nie będące Niemcami, a współpracujących w interesie dzieła odbudowy Generalnego Gubernatorstwa, zostanie – w wypadku gdyby nie zdołano natychmiast pochwycić sprawcy – wyrok także i na tych zasądzonych, którzy uwzględnieni byli do ewentualnego ułaskawienia.

I dalej:

Przeto leży w rękach ludności nie-niemieckiej, aby przez: natychmiastowe aresztowanie, lub spowodowanie zaaresztowania sprawcy wzgl. sprawców, lub przez wpłynięcie na im znane elementy zbałamucone, lub przez wskazanie podejrzanych osób dbać o to, aby wyrok na osobach zasądzonych, a które mogą być ułaskawione, nie został wykonany.

Okupant posługiwał się wszelkimi metodami by zapanować nad narodem. W rzeczywistości obu Borciuchów wysłano do obozu koncentracyjnego Gross Rosen. Przybyli tam 21 V 1944 r. i otrzymali numery obozowe: 36089, 36090.

Ignacy zdołał napisać tylko jeden list do żony. Informował w nim wg ocenzurowanego szablonu, że jest zdrowy, dobrze mu się powodzi i ma dobry apetyt, często o niej myśli. Żona może mu przysłać wszystko, za wyjątkiem alkoholu. Prosi o informacje o rodzinie…

Jednak w tym czasie w powiecie koneckim miał miejsce szczególny napad na Niemców. Decyzję o likwidacji winnego licznych zbrodni na narodzie polskim kreislandwirta (starosty) koneckiego, mjr. Fittinga podjęto AK na początku 1944 r. Kilka prób zamachów jednak nie powiodło się. Ostatecznie jednak wyrok został wykonany 29 V 1944 r. O panice, która wówczas ogarnęła Końskie i okolicę najlepiej świadczy fakt, iż władze okupacyjne zaapelowały do mieszkańców o powrót do domów i pracy. Jako ciekawostkę należy odnotować też fakt, iż komendant pod-obwodu AK „Narew” w Czermnie, ppor. „Grot” – Kazimierz Nowicki, zgłosił gotowość urządzenia w lesie pod Przedborzem zasadzki na konwój ze zwłokami i dobytkiem Fittinga.

Niemcy w powiecie koneckim faktycznie nie podjęli nowych represji po likwidacji starosty, ale w rzeczywistości zarządzili rozstrzelanie ujętych już zakładników. W kolejnym Obwieszczeniu znalazło się uzasadnienie: (…) został wyrok wykonany na 10 osobach, które były pozostawione do ułaskawienia, ponieważ w oznaczonym terminie zostały dokonane nowe cyny gwałtu w powiecie. I tu wymieniono m.in. obu Borciuchów z Gaju. Zostali rozstrzelani w obozie Gross Rosen 28 VI 1944 r.

Każdy z nich zostawił żonę z czwórką dzieci. Syn Ignacego, Bronisław kontynuował rodzinną tradycję. Był artystą muzykiem i kierownikiem artystycznym Dziewczęcej Orkiestry Dętej w Rzeszowie. Zmarł 10 XI 2012 r.

Kacperski B., Wroniszewski J. Z., Końskie i powiat konecki 1939-1945, Część IV – Konspiracja konecka 43-45, Końskie 2006; Wilczur J. E., Sosny były świadkami, Ziemia konecka w latach okupacji 1939-1945, Warszawa 1982; Zawadzki W., Imienna Lista Ofiar m. Przedborza w II wojnie światowej, Przedbórz-Bydgoszcz 2010; Zieliński Z., Skąd twój ród Komendancie „Marcinie”, Ząbki 2008; Obwieszczenia niemieckie w zbiorach rodziny; relacja Zuzanny Borciuch i Bronisława Borciucha; informacje Józefa Wyciszkiewicza, Kazimierza Stoleckiego i autora; fotografie z archiwum rodzinnego Bronisława Borciucha.

Wojciech Zawadzki