wadysaw_chudyCHUDY Władysław (1904-1981) nauczyciel, porucznik rezerwy WP, organizator i dowódca przedborskiej konspiracji SZP-ZWZ-AK ps. „Cichy”, „Kamień”

Urodził się 8 V 1904 r. w Skotnikach, pow. Końskie. Także tam ukończył szkołę podstawową. Miał 14 lat, gdy zmarł mu ojciec Jan, a rok później matka. Jego wychowaniem zajął się starszy brat Franciszek. W celu dalszego kształcenia, brat wysłał go do chrzestnego Jana Chudego, zamieszkałego we wsi Pohulanka. Przebywał tu również kuzyn Józef Chudy, który uczył się w 7-klasowej Szkole Powszechnej w Przedborzu i on udzielał mu przez rok prywatnych lekcji. W 1919 r. zdał egzamin do Preparandy w Opocznie. Ukończył ją w 1920 r. Wstąpił wówczas do Seminarium Nauczycielskiego w Tomaszowie Mazowieckim. W 1921 r. ukończył I-szy kurs, lecz naukę musiał przerwać z braku funduszy na opłaty szkolne. Podjął wtedy praktykę w zawodzie leśnika. Gdy po kilku latach zgromadził trochę oszczędności, pozwoliły mu one na kontynuację nauki w Seminarium Nauczycielskim tym razem w Tucholi. Ukończył je 31 V 1927 r.

Wkrótce, jako posiadający cenzus naukowy, jak wówczas mawiano o osobach legitymujących się średnim wykształceniem, został powołany do odbycia służby wojskowej w Szkole Podchorążych Rezerwy Piechoty w Ostrowie-Komorowie. Dopiero odbycie służby wojskowej, tak na dobrą sprawę, czyniło go w pełni przygotowanym do zawodu nauczycielskiego. SPRP ukończył 20 IX 1928 r. w stopniu plutonowego podchorążego. Bez większych trudności otrzymał od 1 XI 1928 r., posadę nauczyciela w 7-klasowej Szkole Powszechnej w Przedborzu. Po odbyciu ćwiczeń wojskowych, został mianowany 1 XI 1930 r. podporucznikiem rezerwy WP z przydziałem do 2. Pułku Piechoty Legionów. Kolejna ważna data, która znacząco zmieniła jego życie, to 1 II 1931 r., czyli ślub ze Stefanią Bugno, nauczycielką z Turowic. W latach szkolnych 1933-37 pracował w szkole w Policzku. W 1934 r. złożył egzamin praktyczny na nauczyciela szkół powszechnych, co owocowało dalszą stabilizacją zawodową. Rok szkolny 1937 r. rozpoczął powrotem do szkoły w Przedborzu.

Sprawował też funkcję komendanta koła Związku Strzeleckiego zwanego popularnie „Strzelcem” i był członkiem Związku Rezerwistów. Jednak, tak naprawdę to 1 IX 1939 r., a dokładnie 2 IX był jednym z najważniejszych dni jego życia. Cytuję fragment „Przedborskiego września”:

Ok. godz. 18-ej na ulicy Częstochowskiej pojawiły się 3 samochody pancerne, które dość szybko przejechały i skręciły w ul. Trytwę. Nie zważając na furmanki uciekinierów, przekroczyły mostek na kanale i dalej prosto, wśród wrzasków przerażonych ludzi, wjechały na most na Pilicy. W nieprzerwanym łomocie stalowych obręczy kół furmanek ciągnących po bruku, jedna za drugą, w tylu rzędach, ile to tylko było możliwe, nieprzyjacielskie pojazdy były świetnie ukryte. Dopiero tam, dyżurujący policjant dostrzegł nieprzyjaciela i wystrzałem z karabinu zaalarmował załogę posterunku. Zaskoczeni Niemcy odpowiedzieli serią z broni pokładowej i zatrzymali się. Ta pierwsza seria miała najpewniej spore przewyższenie i raziła przypadkowych przechodniów znajdujących się kilkadziesiąt metrów powyżej mostu, w okolicy skrzyżowania pnącej się pod górę ul. Mostowej z prostopadłą ul. Pocztową, odległego od mostu o ok. 300 m. Z posterunku policji odległego ok. 50 m od mostu, wylegli policjanci i żołnierze z rezerwy. Zaskoczenie obu stron było całkowite. Rozpoczęła się wzajemna wymiana ognia. Dwa pojazdy wroga zdołały jednak przekroczyć rzekę, zaś trzeci z nich pozostał na moście. Niemcy ukryci za skorupą pancerza używali działek i broni maszynowej z amunicją smugową, zapalającą i przeciwpancerną. Takie pociski czyniły dodatkowe efekty wizualne, ale co ważne, również psychologiczne. Załoga posterunku miała tylko zwykłe karabiny i rewolwery. Policjanci otoczyli nieprzyjacielskie samochody na tyle skutecznie, że te nawet nie były w stanie zawrócić ani też wycofać, ale też nie mogli ich zdobyć. Impas trwał. Na wezwania do poddania się, Niemcy odpowiadali ogniem. Po stronie polskiej przybywało zabitych i rannych mieszkańców (…) Po pewnym czasie, gdy obie strony przekonały się o wzajemnej niemocy, strzelanina przycichła. Niemcy jednak, jakby dla dodania sobie odwagi, siali krótkie serie z karabinu maszynowego. Zapewne wzywali także pomocy, strzelając co jakiś czas, zielone rakiety, będące najpewniej właśnie umówionym sygnałem. W ocenie wojskowej tej sytuacji trzeba przyznać, że Niemcy osiągnęli zdecydowane zaskoczenie strony polskiej. W zaledwie 37-ej godzinie tej wojny, podjęli śmiałą próbę opanowania przeprawy przez przeszkodę wodną, odległej o ok. 100 od własnego terytorium.

W tej sytuacji, ppor. Chudy czekający ciągle na wezwanie do wojska, zgłosił się do burmistrza Konstantego Kozakiewicza i zaproponował zaatakowanie pancerek przez ochotników przy użyciu karabinów ręcznych. Burmistrz uznał jednak, że: nasze jednostki wojskowe niechybnie szykują należną odprawę intruzom i lepiej im to zostawić. W tym czasie żadnych oddziałów Wojska Polskiego w okolicy Przedborza nie było i burmistrz zapewne doskonale sobie z tego zdawał sprawę, choć jego obawy należy uznać za słuszne.

Akcja ppor. Chudego choć inna, jednak miała miejsce w Szreniawie. Jej pełne uwiarygodnienie, gdy on i pozostali bohaterowie dawno już odeszli na wieczną wartę, nastąpiło w maju 2004 r., gdy przypadkowo odnaleziony został szczególny opis tej akcji. Podczas prac porządkowych na strychu domu przy ul. Kieleckiej 11, Weronika Michalec znalazła złożoną i zwiniętą w rulon kartkę, ukrytą w rurce karnisza. Na kartce zapisano ręcznie 2 utwory poetyckie nieznanego autorstwa: „Drugi września 1939 r.” i „Gdzie mogiły nieznanych?”. Ten pierwszy z nich, ma szczególną wartość niemal dokumentu:

Drugi września 1939 r.
Żołnierze! Strzelać wolno, strzelać trafnie! – słychać komunikat radiowy
A w Przedborzu na ulicach już gra nieprzyjacielski karabin maszynowy.
Trzy tylko samochody, niewiadomo skąd i czyje ?
A już słyszy się głosy: – koń zabity, ten i ów nie żyje.
Urzędy alarmują władze powiatowe, lecz Starosta nie wierzy,
Że w Przedborzu są ofiary, ludność ucieka i popłoch się szerzy
Gdzie Obrona Narodowa? Policja! – gdzie macie broń? – słychać głosy szpiega,
Który znając bezbronną ludność, po całym mieście biega
I do zatrwożonej ludności krzyczy: – czemu nie strzelacie?
Trzy czołgi [w rzeczywistości samochody pancerne] tylko, więc się boicie? Czy broni nie macie?
Tak szpieg potrafił bezbronnego przedborzaka druzgotać i łamać,
Bezczelnie udając Polaka, patriotę nie umiejącego kłamać.
Któż mu udowodni kłamstwo? Kto zbada, ustali?
Kiedy ogień karabinu maszynowego niebezpiecznie pali.
Cóż ludność bezbronna? Kryje się i czeka żołnierza polskiego,
Żołnierza w pełnej zbroi, żołnierza grunwaldzkiego, chlubą okrytego.
Nie wszyscy jednak mogą czekać, krew żołnierska w żyłach się burzy.
„Dajcie granaty – ja pójdę!” – mówi Władek [Władysław Chudy] i Maniek [zob.: Marian Margas] nie stchórzy.
Brak granatów i broni pancernej plany te krzyżuje
W tym nadbiega Kazik [Kazimierz Trepczyński] i swój plan cicho proponuje:
„Chłopcy, karabiny ucichły, czołgi nadeszły polną drogą i stoją na moście,
Więc może tak okrężną drogą zajrzymy do nich w goście.
Bez obawy, front dotychczas nieprzerwany, a to dywersanci,
Francja z Anglią już przystąpiły do wojny, górą Alianci.”
-To wspaniale ! – mówi Władek – do czynu nie zwlekać!
Bo Niemcy w obawie zasadzki, mogą jeszcze tej nocy uciekać.
Chodźmy więc z drągami, kilofami, wszystkie mostki pozrywamy,
Trzeba im zamknąć drogę, gdyż innej broni nie mamy.
W noc pogodną i ciepłą, przy blasku księżyca
Szła garstka chłopców z drągami, wyglądających jak szpica.
Przekroczyli w bród Pilicę, później Krzywdę i tak doszli do Szreniawy,
Wysuwając w prawo i lewo czujki, w razie patrolu, obławy.
Na miejscu spostrzeżony został osobnik podejrzany,
Który uznany został za szpiega i zaaresztowany.
Następnie wszystkiemi siły, zabrali się wszyscy do zaszczytnej pracy
Łamiąc belki, odrywając deski kilofami, drągami, nawet przy pomocy gracy.
Runął mostek pierwszy, w tym czujka, co sił biegnie i melduje,
Że ciągnie nieprzyjacielski patrol i prosto na nich maszeruje.
Z braku jakiejkolwiek broni, skoczyli wszyscy w krzaki,
A Niemcy obok nich z bronią przeszli, jak wrony na pędraki.
Wszyscy na karabinach mieli nasadzone bagnety,
Ani strzału, lecz o zniszczonym mostku dali dwie rakiety.
Na skutek tych znaków wszyscy rzucili się do ucieczki,
Przez pola, wody, bagna i maleńkie rzeczki.
Wreszcie za pagórkiem, w blasku pięknego księżyca,
Ukazała się przeźroczysta, spokojna i czysta Pilica,
Przez którą przedarli się na Łąki Miejskie i znów do Przedborza,
Zanim na horyzoncie pojawiła się poranna zorza.

W następnych dniach ppor. Chudy już z karabinem w ręku, wspólnie z przybyłymi żołnierzami WP i innymi ochotnikami, bronił Przedborza przed Niemcami. Po opanowaniu Przedborza przez Niemców, ppor. Chudy zamierzał dołączyć do oddziałów WP i czynnie jeszcze uczestniczyć w obronie Ojczyzny. Dotarł do Gowarczowa, gdzie dowiedział się, że wojska niemieckie poszły już na Radom i Warszawę, wtedy zawrócił. Gdy nastała okupacja niemiecka, początkowo ukrywał się, lecz później rozpoczął pracę w szkole. Początkowo w Przedborzu, a później w szkole w Tarasie aż do 13 II 1941 r. Wtedy żandarmeria niemiecka podjęła pierwszą próbę aresztowania Chudego. Tymczasem już od jesieni 1939 r. był on zaangażowany w konspiracji wojskowej przez nauczyciela z Radoszyc, por. Jana Stoińskiego ps. „Górski”, „Brzoza”, późniejszego komendanta Obwodu Koneckiego Służby Zwycięstwu Polski / Związku Walki Zbrojnej / Armii Krajowej i został przez niego zaprzysiężony.

Jako nauczyciel i oficer, prowadził głównie konspiracyjną pracę organizacyjną, ale też posiadał dostateczny autorytet, by sprawować kierownictwo struktur ZWZ w Przedborzu. Skupiły się one jednak przeważnie w prawobrzeżnej części miasta i gminy. Jednak Niemcy ciągle nie mogli zapomnieć swojej porażki z pierwszych dni września 1939 r. w Przedborzu i poprzez volksdeutschów i konfidentów ścigali obrońców miasta. Tak wspominał ppor. Chudy tę pierwszą próbę aresztowania go:

(…)gdy siedzieliśmy na ławce pod drzewem z rodziną Żurawskich (mieszkaliśmy wówczas w ich domu w Przedborzu), przybiegł do nas przez ogród aptekarz Kułakowski. Odwołał (zob.:) Antoniego Żurawskiego na bok i powiedział, że słyszał, jak żandarmi wymawiają nazwisko „Żurawski”. Żurawski pobladł i stał. Ja widząc jego przestrach opuściłem towarzystwo i poszedłem do ogrodu, kryjąc się za szopą. Po chwili wyjrzałem i zobaczyłem, że żandarmi rozmawiają z p. Żurawskim i po chwili odeszli. Wróciłem do grona towarzyskiego i dowiedziałem się, że byli po mnie, a nie zastawszy, powiedzieli abym zgłosił się na żandarmerię. Postanowiłem jednak uniknąć spotkania z nimi i z kol. Marianem Margasem ps. „Mars” opuściłem dom i powędrowałem na Pohulankę. Ukrywałem się u gospodarzy: Antoniego Chudego i Stanisława Lizińczyka. Innym razem [1 X 1941 r.], gdy [już jako inspektor „Żytomierza”] wróciłem do domu (…) graliśmy w brydża: ja, sędzia Dzierżbicki, ks. Pietrasik i Antoni Żurawski. Przybył Kazimierz Trepczyński i powiedział, że coś pewnie się wydarzy, bo Żyd Lewin służący Niemcom, był w Radomiu na gestapo. Po tej rozmowie rozeszliśmy się. Ja poszedłem do swego mieszkania i tym razem nie wychodziłem nigdzie na nocleg. W nocy przyszli żandarmi, obstawili dom, a dwóch z nich podeszło do drzwi i zapukali. Żona wstała i otwierając drzwi powiedziała, że męża nie ma w domu. Uwierzyli, gdyż już kilka razy wcześniej mnie nie zastali. Nie dowierzając, że się na tym skończy, postanowiłem uciec przez werandę. Gdy wszedłem tam usłyszałem kaszel i zorientowałem się, że stoi tam polski policjant. Zmieniłem więc plan ucieczki i chciałem wyjść na ogród, ale zauważyłem pod oknem żandarma. Czekałem dalej w domu, ale już nie przyszli. Aresztowali Antoniego Żurawskiego ps. „Zotoch” i poprowadzili go na żandarmerię. Od tego czasu odwiedzając rodzinę, nigdy nie sypiałem w domu. Najczęściej korzystałem z pobliskiej stodoły Jana Symonidesa.

Tymczasem w lewobrzeżnej części Przedborza powstały nowe struktury ZWZ-AK, przynależne organizacyjnie Komendzie Obwodu w Radomsku. Plutonem kadrowym dowodził sierż. Roch Baran ps. „Kula”. Działalność tego plutonu, jak też lepsza łączność z Radomskiem, niż z Końskimi sprawiły, że dobrze układająca się współpraca między plutonami, poczęła bardziej skłaniać się ku współpracy z Radomskiem. Komendy obwodowe porozumiały się w sprawie połączenia przedborskich struktur AK i włączenia ich do sił obwodu radomszczańskiego. Ponieważ było to tylko przesunięcie sił w ramach tego samego, Radomsko-Kieleckiego Okręgu AK „Jodła”, Komenda Okręgu wyraziła zgodę. Formalne przekazanie nastąpiło w Przedborzu 10 XI 1942 r. podczas spotkania przedstawicieli obu komend. Scementowanie przedborskich akowców doprowadziło – zdaniem por. Bronisława Skoczyńskiego ps. „Robotnik” – do utworzenia: terenowej kompanii „Żubr”, w składzie 3 plutonów: 61, 64 i 68, oddziałów dywersyjnych nr 1 i 2, oddziałów bojowych „Nina” oraz „Izabela”, 2 drużyn ckm-ów, oddziałów sanitarnych i obsługi szpitala polowego, oddziału Służby Ochrony Powstania (SOP), oddziałów specjalnych: szoferów, broni pancernej i lotników. Siły te, dowodzone nadal przez ppor. „Kamienia” wchodziły w skład podobwodu III „Żytomierz” z siedzibą w Rzejowicach. Jednak, gdy Niemcy nasilili poszukiwania, a nawet wyznaczyli nagrodę za jego wydanie, jego działalność została znacznie ograniczona. W tej sytuacji, ppor. „Kamień” został służbowo przeniesiony do podobwodu dywersyjnego „Berlin” – Brzeźnica, na stanowisko komendanta. Obejmował on gminy: Brzeźnica, Pajęczno, Rząśnia, Sulmierzyce i Zamoście leżące już poza kordonem w Warthegau, oraz gminy: Brudzice i Ładzice na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Praca jego polegała na utrzymywaniu organizacji, wyszukiwaniu broni, prowadzeniu wywiadu o ruchach i działaniach okupanta, rozbijaniu mleczarni, niszczeniu dowodów kontyngentowych w gminach oraz zrywaniu linii telefonicznych, likwidacji konfidentów, udzielaniu kary chłosty za gadulstwo oraz czynne wspomaganie oddziałów leśnych. W tym czasie mieszkał u gospodarzy we wsiach Wola Jedlińska, Jedlno oraz Ładzice albo: Radziechowice (pomyłka relatora?), kolejno u: Romana Śliwińskiego, Soji i Kostrzewy.

Latem 1943 r. znacznie wzmogła się aktywność bojowa struktur AK. Gdy 3 VIII Niemcy dokonali pacyfikacji Rzejowic, z pomocą aresztowanym żołnierzom AK i mieszkańcom wioski na zew „Robotnika” – Bronisława Skoczyńskiego ruszyli z Przedborza, bojownicy – kto tylko mógł. Niestety odsiecz była spóźniona. Kilka dni później 7 VIII, pochodzący z Rzejowic por. „Zbigniew” zorganizował akcję na więzienie w Radomsku w celu odbicia uwięzionych rodaków. Uczestniczył w niej także kolega „Zbigniewa” – ppor. „Kamień”, który pod radomszczańskim ratuszem rozpoznał wśród uczestników akcji swoich podwładnych i kolegów z przedborskiego oddziału dywersyjnego „Izabela”. Po zdemaskowaniu ppor. „Kamienia” na terenie podobwodu „Berlin” i utracie meliny, został kolejny raz zmuszony do zatarcia śladów i opuszczenia terenu. Przeniesiono go do Dąbrowy Zielonej, gdzie nadal pracował w konspiracji pod przykrywką gajowego w majątku Gayera. Po pewnym czasie, po por. „Kruku”- Karolu Kutnickim, który przeszedł do oddziału odbioru zrzutów, objął funkcję dowódcy kompanii AK podobwodu Gidle z mp. w Żytnie. Pracował tam do 25 I 1945 r.

Po wyzwoleniu Władysław Chudy powrócił do Przedborza i zgłosił się do pracy w zawodzie nauczyciela. Aresztowany przed Urząd Bezpieczeństwa był przetrzymywany w więzieniu w Końskich. Zwolniony po pewnym czasie bez procesu sądowego. Pracę w szkole pomógł mu uzyskać dyrektor Liceum Ogólnokształcącego Stefan Nieracki, który jako kapitan AK ps. ”Leszczyna” był nieznany z działalności konspiracyjnej na terenie Przedborza. W części swojego sadu przy ul. Kieleckiej, najwyżej położonym punkcie miasta, przez długie lata prowadził punkt pomiarów meteorologicznych oraz hydrologicznych na rzece Pilicy. Zajmował się także pszczelarstwem.

Władysław Chudy do Związku Bojowników o Wolność i Demokrację wstąpił dopiero pod koniec lat 60-tych, właściwie tuż przed odejściem na emeryturę w 1969 r. Jednak w przedborskim kole ZBOWiD przez kombatantów był honorowany z należytym szacunkiem. Wyrazem tego było powierzenie mu funkcji chorążego nowo ufundowanego sztandaru koła. Obok por. Chudego do pocztu sztandarowego delegowano: sierż. Józefa Grabalskiego ps. „Konar” i kpr. Edwarda Jończyka ps. „Kruk”. Sztandar przyjmował por. Chudy podczas podniosłej uroczystości 25 IV 1971 r., od przewodniczącego Miejskiej Rady Narodowej w Przedborzu Józefa Słoniewskiego. Aktywny, na ile pozwalał mu stan zdrowia w innych przedsięwzięciach kombatanckich, jak budowa Grobu Partyzantów na miejscowym cmentarzu oraz pomnika Partyzantów. Zmarł 7 IX 1981 r. w Przedborzu i spoczął w grobie rodzinnym.

Był odznaczony Krzyżem Armii Krajowej (nr 12592), Medalem Zwycięstwa i Wolności (nr 145-73-105), Złotą Odznaką Związku Nauczycielstwa Polskiego (nr 15259), Odznaką „Zasłużony Działacz Ruchu Spółdzielczego” (nr 27/c).

Relacje: Władysław Chudy, Stanisław Chudy, Stefan Symonides; ROR 1934; Kronika Koła ZBoWiD w Przedborzu; K. Kozakiewicz, Wspomnienia burmistrza miasta Przedborza 1939-1942, mnps; B. Kacperski, J. Z. Wroniszewski, Końskie i powiat konecki 1939-1945, Cz. I, III, V, VI, Końskie 2004-2008; W. Zawadzki, Przedborski wrzesień, Obrona i zniszczenie miasta przez Niemców w 1939 r., Bydgoszcz 2004; materiały AK w Przedborzu, w zbiorach autora; fot. w zbiorach autora.

Wojciech Zawadzki