duski julianDUŃSKI Julian Ludwik (1868-1940) cechmistrz szewców

Urodził się 4 VIII 1868 r. w Przedborzu w rodzinie Józefa (1830-1894) i Pauliny (1849-?) z Kucharskich.

Julian wykształcił się na szewca. Być może że ze zdobywaniem tego fachu wiązała się jego znakomita znajomość języka niemieckiego. W okresie międzywojennym był wzywany do Magistratu m. Przedborza w miarę potrzeb, jako tłumacz tego języka.

We wspomnieniach rodzinnych związanych z osobą dziadka Juliana odnotowano takie zdarzenie:

Najpewniej było to tuż po odzyskaniu Niepodległości po 1918 r. Trzeba powiedzieć koniecznie, że Przedbórz liczył wtedy ponad 8 tys. mieszkańców, a z oboma, samodzielnymi wtedy gminami wiejskimi Przedbórz i Góry Mokre, ponad 15 tys. osób. Był liczącym się w okolicy ośrodkiem handlowym i komunikacyjnym.

Promieniował też pod wieloma innymi względami na okolicę chyba dość rozległą, bo np. 13 XII 1918 r. proboszcz przedborski (zob.) ks. Antoni Aksamitowski przywiódł przed oblicze Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego delegację 12 włościan z powiatów koneckiego i radomszczańskiego. Oni to, niczym 12 apostołów agitowali za stworzeniem rządu ogólno-narodowego i uznania religii rzymsko-katolickiej za wyznanie panujące itp. Piłsudski jako mąż stanu opowiedział się za wolą większości narodu, która dopiero w wyborach się wyjawi. Tak więc ówczesny Przedbórz zaistniał na mapie politycznej i pewnie wielu polityków musiało ów dojrzeć.

Tak było i z wizytą Wincentego Witosa w Przedborzu. Był znanym przywódcą ludowym, byłym posłem do parlamentu austriackiego, głośnym politykiem. Przybył tu najpewniej w 1919 r. przed wyborami do Sejmu. W dzień targowy w Rynku miał przeprowadzić wiec wyborczy. Tłum ludzi, jakaś beczka odwrócona dnem do góry i trybuna gotowa. Witos mówił o potrzebie budowy Niepodległej Ojczyzny, o Polsce sprawiedliwej dla wszystkich synów, o reformie rolnej, o praworządności…

– Ale on “awstryjec” nam tu, którzy “moskala” poznali będzie o reformach mówił?

– Może jeszcze rewolucji mu się zachce, a może komunę tu jaką ta reforma rolna przyniesie? Tu naród pobożny, pracowity i żadnych reform nie potrzebuje…

I tak się przepychali na słowa.

Dziś już nie wiadomo, czy to Witos zachował się mało elegancko, stając tyłem do tłumu, czy przedborzakom puściły nerwy… Najbliżej beczki-trybuny stał mój dziadek Julian Duński, a może nie tak blisko, jak z racji wysokiego wzrostu miał dłuższe ręce… Chwycił mówcę za nogi i mocno pociągnął ku sobie. Witos przechylił się, ale też chłop przecież nie ułomek, równowagę utrzymał. Beczka rozchybotała się na boki, ale podparli ją poplecznicy Witosa. Duński też nie został sam. Z pomocą ruszyło kilku bliżej stojących chłopów, moment i mówca zniknął. Ściągnęli go na ziemię i ponoć nie obyło się bez kilku szturchańców. No i tyle było wiecu. Dzień zakończył się jednak dość późno, bowiem dziadek, wszak rajca miejski, był bohaterem dnia i wielu zechciało z nim halbkę gorzałki opróżnić.

Chyba w l. 20-tych został cechmistrzem przedborskich szewców. W jego domu przechowywano skrzynię z pieczęciami i dokumentami cechowymi. Sam już  zajmował się tylko handlem obuwia na targowiskach. Posiadał też kilka hektarów ziemi uprawnej, łąki i las.

Ze wspomnień córki, Heleny Zawadzkiej o ojcu we wrześniu 1939 r.:

We wtorek po południu jakaś strzelanina na Rynku. Potem ucichło i zobaczyłam na Kościelnej tanki  z białymi krzyżami.  „To polskie, polskie” mówiłam. Stałam w bramie, jak pojechali w Stodolnianą. Dopiero z bliska domyśliłam się, że to wróg.  Zaraz też zapłonęły stodoły.  Tam było ich dużo, kilkanaście. Wszystkie pełne zboża, jak to po żniwach; nasza, Gajkiewicza, Kucharskiego i innych.

Potem zaczęli palić Kościelną. Dom  za domem, po kolei. Nawet Dom Parafialny. To samo Krakowską. Na Krakowskiej ocalał tylko jeden dom Florczaka, może dlatego, że był nowy ?

Słomę podkładali. Wrzucali granaty do tych piwnic, w których widzieli że są tam ludzie. Wyłamywali drzwi, rozbijali  bogate sklepy, nie brali byle czego. Ludzi, co bronili swego, całe rodziny polskie i żydowskie, dużo ich było, wyganiali z domów. Na ulicy ustawili ich w pary  i popędzili w kierunku cmentarza. Lżyli i pokrzykiwali „Heej!” – jak na bydło.  Tatuś tak był  w parze z Piątkowskim. Za nimi Żydówka Blinka Orbuch i Jurek Bykowicz. Mnie już tam wtedy nie było, uciekłam na Miejskie Pola. W lesie na Włoszczowskiej mieli ich rozstrzelać, ale przyjechał jakiś generał i kazał ludziom rozejść się. Ratować już nie było czego. Ogień to rozwija się błyskawicznie. Dorobek całego życia w jednej chwili.

Później jeszcze raz zaprowadzili tych biedaków na ul. Krakowską. Tam na placu przy Sądzie Grodzkim trzymali ich kilka dni bez dachu, jedzenia, pod strażą. Jak przyszłam tam do Tatusia, to siedział osowiały pod drzewem. Płakałam wtedy strasznie. Podszedł do mnie jakiś żołnierz niemiecki i spytał po polsku, dlaczego płaczę. Odpowiedziałam, że dlatego, bo spaliliście mi mój dom. Nic nie odpowiedział, ale po chwili przyniósł mi bochenek chleba. Ten chleb mi później ukradli (…)

Jak go puścili z tego obozu, zupełnie nie mieliśmy się gdzie podziać, gdzie iść ? Nie mieliśmy niczego. Tatuś szedł tylko na ruiny domu i tam siedział bez słowa. To go zupełnie złamało. Jeszcze rok żył.

Ożenił się 28 VI 1898 r. w kościele parafialnym pw. św. Wawrzyńca w Lipie (pow. Końskie) z mieszkanką Rudy Malenieckiej, 20-letnią Marianną Zielińską (1878 – 17 XI 1933 Przedbórz) córką Wojciecha i Marianny z Baranów, siostrą (zob.) Ksawerego Zielińskiego. Świadkami uroczystości byli Jan Milcarz i Antonina Rać. Mieli dzieci, syna Kazimierza (26 VIII 1899 Przedbórz –13 XII 1968 Ciechanów) i córki: Annę (zamężna Kaczkowska, zob. Leon Kaczkowski) (10 II 1902 Przedbórz – 15 III 1982 Przedbórz), Reginę Jadwigę (zob. zamężna Zielińska) (7 IX 1904 Przedbórz – 6 XII 2001 Przedbórz), Julię (10 V 1906 – 18 V 1909), Janinę (zamężna Teodorowicz) (10 IV 1910 Przedbórz – 26 IX 1995 Bydgoszcz) i Zofię Helenę (zamężna Zawadzka, zob. Stefan Zawadzki) (20 II 1913 Przedbórz – 8 XI 2004 Przedbórz). Po śmierci jego ojca Józefa, opiekował się matką Pauliną Apolonią, która jeszcze pod I wojną światową zamieszkała w jego domu.

Zmarł 19 XII 1940 r. i spoczął obok żony na przedborskim cmentarzu.

Archiwum parafii św. Wawrzyńca w Lipie, pow. Końskie; Wspomnienia Jadwigi Zielińskiej i Heleny Zawadzkiej; W. Zawadzki, Przedborski wrzesień, Obrona i zniszczenie miasta przez Niemców w 1939 r., Bydgoszcz 2004; tenże: Imienna Lista Ofiar m. Przedborza w II wojnie światowej, Przedbórz – Bydgoszcz 2010; materiały autora; fot.: Marianna i Julian Duńscy z dziećmi (od lewej): Jadwigą, Kazimierzem i Anną, wykonał J. Cieśliński ok. 1905 r., w posiadaniu autora.

Wojciech Zawadzki