DZIANOTT Juliusz Wilhelm Maria (1842 – po 1865) rotmistrz, dowódca oddziału jazdy powstańczej

Urodził się 6 IV 1842 r. w Warszawie. Jego ojcem był Teobald, dziedzic dóbr Zychorzyn w pow. opoczyńskim. Ród wywodził się z włoskiej rodziny kupieckiej, nobilitowanej w Niemczech w XVI w. i osiadłej na Śląsku. W 1622 r. Piotr Dzianott, towarzysz roty husarskiej hetmana Jerzego Lubomirskiego, za osobiste męstwo otrzymał indygenat polski (prawne uznanie szlachectwa).

Juliusz Wilhelm na początku powstania styczniowego dowodził 30-osobowym oddziałem jazdy. Na jego czele zabrał na rzecz powstania skład soli w Szczekocinach. Przyłączył się następnie do oddziału płk. „Bończy” – Kazimierza Błaszczyńskiego i uczestniczył w bitwie pod Górami 18 VI 1863 r., w której poległ dowódca. Po śmierci płk. „Bończy”, rtm. Dzianott objął dowództwo oddziału i uroczyście pochował dowódcę. Jego biograf odnotował, że po bitwie zdołał także oddział uporządkować :

(…)ale  jako człowiek  niewojskowy nie umiał długo pozostać samodzielnym i po kilku dniach bezcelowej włóczęgi złączył się z oddziałami Oxińskiego i Litticha.

Gdy 27 VI 1863 r. do zebranych w Maluszynie oddziałów powstańczych dotarły wieści, iż nadciąga kolumna wojsk rosyjskich, rtm. Dzianott zadecydował się na samodzielny wymarsz swego oddziału w kierunku Starej Wsi. Tymczasem oddziały powstańcze mjr. Oksińskiego i (zob. Antoni Pacyna) mjr. „Zaborowskiego” wspólnie pomaszerowały w kierunku obranego miejsca walnej bitwy. Tym miejscem wg mjr. Oksińskiego miały być okolice Przedborza. Powzięty zamiar mjr Oksiński określił następująco:

w okolicach Przedborza [należy – WZ] szukać dogodniejszej pozycji, mając oparcie a w razie danym i osłonę leśnych okolicach, które się poza Przedborzem rozciągały.

Obraz bitwy powstańców w Przedborzu w wojskiem rosyjskim, wg ułana Władysława Modrzewskiego z oddziału rtm. Dzianotta przedstawiał się następująco:

O zmroku przybyliśmy do Przedborza, gdzie już zastaliśmy Oksińskiego fortyfikującego się w mieście. Głównem zadaniem było obsadzenie mostu na Pilicy jako jedynego punktu, przez który Moskwa ciągnąca z Piotrkowa [pomyłka, wojska rosyjskie z Kielc szły za powstańcami od Maluszyna – WZ]  mogła dostać się do miasta.  Ledwieśmy stanęli na rynku, gdy przednia straż Czengierego złożona z kozaków i dragonów, już była pod miastem – a niebawem nadciągająca piechota moskiewska rozpoczęła silny ogień, rotowy [prowadzony na komendę: „O-gnia!” Z posiadanej broni żołnierze rosyjscy mogli oddać 2-3 strzały na minutę – WZ]. Ulokowani za zabudowaniami, byliśmy najzupełniej zabezpieczeni i tylko świst przelatujących nad nami kul więznących w dachach i kominach przypominał nam, że się toczy walka. Noc nastała zupełna i była tak ciemna, żeśmy na dwa kroki przed sobą nic dojrzeć nie mogli, tylko błyskawice i wystrzały karabinowe rozwidniały nasze położenie. Naraz usłyszeliśmy huk armatni jeden, drugi i trzeci – był to sygnał jenerała Redena nadciągającego z Piotrkowa [pomyłka, oddział gen. Redena pojawił się dopiero następnego dnia pod Trzepnicą; to był ostrzał z armat gen. Czengierego – WZ], uwiadamiającego Czengierego o swojem przybyciu. Na hasło to piechota Oksińskiego broniąca mostu, odpowiedziała gęstemi wystrzałami, na oślep gdyż nic wskutek ciemności nie mogła widzieć. Z drugiej strony usłyszeliśmy przeciągłe: hura! żołnierzy Czengierego, gotujących się iść do szturmu.

W rzeczywistości powstańczą obroną w mieście dowodził mjr „Zaborowski”, zaś oddział mjr. Oksińskiego skoncentrował się na Widomie.

Drugą linię obrony mjr „Zaborowski” roztropnie ustalił w okolicy wzgórza z kościołem św. Aleksego. Obsadził ją półkompanią strzelecką i kosynierami oraz oddziałem jazdy rtm. Dzianotta. Charakter tej linii obronnej wykazuje zdolności zaczepne, ale raczej na niewiele by się one zdały, gdyby Rosjanie zdołali przełamać podstawową linię obrony. Do walnej bitwy jednak nie doszło. Mjr Oksiński odstąpił w kierunku wsi Korytno pozostawiając, jak się wydaje, oddziały powstańcze w mieście swojemu losowi. W swoich wspomnieniach pozwolił sobie jednak na niesprawiedliwe złośliwości:

kawaleria po „Bończy”, obecnie pod komendą Dzianeta [rtm. Dzianott – WZ], w sile paruset koni przed pół godziną przeszła przez Przedbórz, ulatniając się w zmrokach nocnych w kierunku północnym.

A oto jak wspomnianą sytuację oceniał ułan Modrzewski z oddziału jazdy:

Otrzymaliśmy rozkaz do marszu i wśród sięgających nas kul, straszliwej ciemności, wyruszyliśmy jedyną drogą, jaka była wolna, do Czermna. Uszedłszy ze dwie wiorsty, weszliśmy w las, nie będąc wcale niepokojeni przez nieprzyjaciela, który ze swej strony nie znając ani pozycji, ani sił naszych nie bardzo nacierał i jak się to później okazało, poprzestał ognia i dopiero nad ranem wszedł do miasta.

Oddziały majorów Oksińskiego i „Zaborowskiego” następnego dnia stoczyły kolejną przegraną potyczkę pod Trzepnicą. W odwrocie przeszły na prawy brzeg rz. Pilicy przez most w Szarbsku. W okolicy Skotnik, wg wspomnień mjr. Oksińskiego:

(…)spoczywaliśmy ze cztery godziny, gdy tupot kawalerii nadchodzącej oznajmił mi coś nowego. Była to kawaleria po Bończy, oficerowie jej pod komendą Dzianota przyszli do mnie za chwilę, oddając się pod me dowództwo i prosząc o wprowadzenie ładu i karności w ich kawalerii, gdyż takowych zupełnie brakuje – i żołnierze ich są kupą niekarnych hultai. Kiedym zamyślał o paręset kroków stojącą kawalerię otoczyć mą piechotą i przeprowadzić choćby nawet krwawą reorganizację, strzały od tylnej straży dały mi znać o nadciągnięciu nieprzyjaciela. Z chwilowego zamieszania, jakie wywołały strzały, i zarządzeń mych co do dalszego cofania się w kierunku na Przedbórz – skorzystała ta hałastra kawaleryjska i bez komendy ulotniła się pospiesznie(…).

Po klęsce pod Skotnikami (29 VI 1863) oddział rtm. Dzianotta został rozproszony a on schronił się za granicą. W 1865 r. powrócił dobrowolnie do Królestwa Polskiego i oddał się w ręce władz rosyjskich. Otrzymał początkowo wyrok 10 lat ciężkich robót na Syberii, złagodzony ze względu na dobrowolne stawiennictwo na osiedlenie się na Syberii. Dalsze losy Dzianotta są nieznane.

Przed powstaniem był zaręczony z Anną z Dunin-Wąsowiczów. Małżeństwo nie doszło do skutku wobec dalszych losów narzeczonego, a Anna wyszła za mąż za Augustyna Nałęcz-Komorowskiego. Krystyna Kolińska w książce „Parnas w Oborach” zapisała:

(…)małżeństwo wbrew sercu…nie zatarło w pamięci wspomnienia pierwszego narzeczonego, młodego Dzianotty styczniowego powstańca, zesłanego na Sybir.

Justyn Sokulski, Juliusz Dzianott, w: Polski Słownik Biograficzny tom VI, 1948; Stanisław Zieliński, Bitwy i potyczki 1863-1864, Rapperswil 1913; Józef Oxiński, Wspomnienia z powstania polskiego 1863/64 roku, Łódź 1939; Stanisław Strumph-Wojtkiewicz, Powstanie styczniowe, Warszawa 1962; Wojciech Zawadzki, Przedborska klęska mjr. Oxińskiego, artykuł niepublikowany;  https://pl.wikipedia.org/wiki/Juliusz_Wilhelm_Dzianott

 Wojciech Zawadzki