gowacz lisGŁOWACZ Franciszek Ryszard (1910-1942) Hubalczyk, dowódca oddziału partyzanckiego ps. „Lis“ i „Rysiek“

Urodził się 24 III 1910 r. w Naramicach w powiecie wieluńskim, jako najmłodszy z 5 synów Jana (1867-1942) i Eleonory z d.Bartel.Jan Głowacz został stracony 23 III 1942 r. w obozie koncentracyjnym KL Auschwitz, jako więzień polityczny, nr obozowy 23030.

Linia rodziny Głowaczów wywodzi się od wojewody czerskiego-mazowieckiego Jana Głowacza (1355-1399) herbu Nałęcz, starosty łęczyckiego, poległego w bitwie z Mongołami 12 VIII 1399 r., nad rzeką Worsklą (ok. 100 km na wschód od Kijowa), który wyruszył wraz z rycerzami z Mazowsza, jako posiłkami dla Wielkiego Księcia Litewskiego Witolda od królowej Jadwigi. Była to największa wyprawa wojenna w Europie od czasów wypraw krzyżowych, mająca na celu uwolnienie Rusi okupowanej przez Mongołów.

Franciszek dzieciństwo spędził przy rodzicach w Praszce Wieluńskiej, mieszkając przy ul. Senatorskiej 8. W 1924 r. ukończył tamtejszą 7-klasową Szkołę Powszechną. Od września tr. rozpoczął dalszą naukę w Gimnazjum w Łomży. Wydatki związane z jego nauką i zakwaterowaniem (już po śmierci matki) pokrywał jego starszy brat Ludwik, będący strażnikiem Straży Granicznej na pobliskiej granicy Polski z Niemcami, w Czarni koło Chorzel. Naukę gimnazjalną przerwał po trzech latach nauki, zauroczony modną i chlubną wtedy kawalerią polską, w której wcześniej służyli jego trzej bracia, jak i ułańskim mundurem, koniem i szablą.

Jako 18-letni bardzo energiczny młodzieniec, jesienią 1928 r. ochotniczo wstąpił do 11. Pułku Ułanów Legionowych im. ppłk. Antoniego Jabłońskiego w Ciechanowie. W Ciechanowie został wytypowany do pułkowej szkoły podoficerskiej, którą ukończył jako prymus i został mianowany kapralem. Już w służbie zawodowej został zastępcą dowódcy 2. plutonu w 3. szwadronie 11. Pułku Ułanów Leg.

Po 5 latach służby w Ciechanowie, wiosną 1934 r. został służbowo przeniesiony do 1. Pułku Szwoleżerów Marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie. Był to dla niego duży zaszczyt i wielka nagroda. Tu jednak nie zagrzał miejsca zbyt długo i po kilku miesiącach, w wieku 24 lat odszedł ze służby wojskowej.

Wyjechał wówczas do Francji, gdzie w Sezanne pod Paryżem mieszkał jego starszy brat Stanisław. Wstąpił tam do francuskiej Legii Cudzoziemskiej. Po krótkim czasie został wysłany do służby w kolonii francuskiej do Algerii. W północnej Afryce przebywał około dwóch lat. Po tym okresie, jesienią 1935 r., wraz z kolegą, Niemcem o imieniu Manfred, uciekli z Legii. Po dotarciu do portu Oran, udało im się zaokrętować na niemieckim parowcu płynącym do Hamburga. U rodziny Manfreda, Franciszek Głowacz spędził kolejne 2 miesiące. W lutym 1936 r. przypłynął na statku do Gdyni.

W ojczyźnie, już w Warszawie zatrzymał się u swego znajomego Jana Kalety, przy ul. Polskiej na Siekierkach. Czynnie uczestniczył w organizacji Związku Rezerwistów, Placówki nr 29 Warszawa-Powiśle, m.in. wybrano go sekretarzem zarządu. Pamiątkową fotografię członków zarządu, Głowacz podpisał pięknym równym pismem:

„W swojej służbie dla Ojczyzny współpracowałem w zakładaniu Związku Rezerwistów w Warszawie, na Siekierkach“.

W 1937 r. w Warszawie poślubił Józefę Jasińską, pochodzącą ze wsi Radwanów w parafii Pilczyca pow. koneckiego. W następnym roku 7 VI urodził im się syn Mirosław, drugie imię Jan otrzymał po wielkim przodku.

Jako rezerwista został powołany 12 IX 1938 r. do wojska. W strukturze Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Śląsk“, pod dowództwem gen. dyw. Władysława Bortnowskiego uczestniczył w akcji odzyskania Zaolzia i przyłączenia go do Macierzy.

Niemal rok później, w sytuacji zagrożenia wojennego, 25 VIII 1939 r. kpr. rez. Głowacz znów został powołany do Wojska Polskiego. Żona jego wraz z rocznym synem Mirkiem, po napaści Niemiec na Polskę 1 IX 1939 r. zdecydowała się opuścić Warszawę i udać się do swego domu rodzinnego w Radwanowie. Zamieszkała przy rodzinie swej starszej siostry Marii Jasiak.

W toku pierwszych dni ciężkich walk kampanii wrześniowej 1939 r. w rejonie Częstochowy, kpr. Głowacz wraz z kilkoma tysiącami żołnierzy dostał się do niewoli niemieckiej. Już po 3 dniach udało mu sie zbiec z obozu przejściowego w rejonie Opola i powrócić do Praszki Wieluńskiej, do domu ojca, a następnie przedostać się do Radwanowa do żony i syna.

Wkrótce dowiedział się o pobycie w pobliskich lasach polskiego oddziału konnego. Odnalazł go w pobliskich Zychach. Był to Oddział Wydzielony WP pod dowództwem mjr. Henryka Dobrzańskiego ps. „Hubal“, liczący wówczas 11 kawalerzystów. Kpr. Franciszek Głowacz zameldował swoją gotowość i został przyjęty do oddziału. Przyjął pseudonim „Lis“. Odtąd, przez pół roku plut. „Lis“ aktywnie uczestniczył we wszystkich potyczkach i bitwach oddziału mjra „Hubala“ z Niemcami. Mjr „Hubal“ bardzo często zlecał „Lisowi“ i kpr. Romualdowi Rodziewiczowi ps. „Roman“ jako jednym z najlepszych żołnierzy, realizację zadań specjalnych. Największym aktem odwagi i przyjaźni żołnierskiej „Lisa“ wg. „Romana“, była jego akcja w czasie szarży oddziału w lesie przez obstawioną szosę na trasie Samsonów-Odrowąż. „Roman“ tak to później opisał:

(…)Kiedy to już większość naszych koni pod ostrzałem niemieckim z broni maszynowej przeskoczyła szosę, koń mój wpadł do rowu, przewrócił się, lecz powstał i pobiegł za innymi. Ja zostałem sam na ziemi i wołam: stój, poczekajcie! Chciałem dosiąść do któregoś z jeźdźców, lecz nikt nie zatrzymał się, bo tak wszystkim było śpieszno by uciec przed śmiercią. Zaraz też wyjmuję pistolet i kieruję do swej skroni, by szwaby nie wzięli mnie żywym. Nagle jeden z naszych jeźdźców zawraca. Niemcy padają do rowów, nie strzelają. Patrzę, a to „Lis“ podjeżdża do mnie, odstawia mi stopę buta, szybko wskakuję po niej na jego konia, „Lis“ rzuca granatem w prawo, krzyczy: rzuć w lewo… i po kilku sekundach już nas kryją przyjazne gałęzie sosen.

Po latach, na spotkaniu z Mirosławem synem „Lisa“ w jego mieszkaniu w Warszawie, „Roman“ dopowiedział:

Mirku, czy ty rozumiesz, jaką to było dla mnie miłą niespodzianką? To co zrobił Twój ojciec, to było bohaterstwo połączone z szaleństwem, albo jeszcze coś więcej, to była odwaga, na jaką było stać tylko „Lisa“. Z takim przypadkiem poświęcenia życia dla żołnierza już więcej się nie spotkałem. Będę mu to pamiętał do końca życia. Jego odwaga i męstwo oraz pogarda dla swego życia, to jakby osobista zawziętość i chęć pomsty za krzywdy i okrucieństwa na jego rodzinie i bliskich. (We wrześniu 1939 roku w Parzymiechach pow. wieluńskiego hitlerowcy spalili żywcem w stodole rodzinę jego brata Stanisława, będącego wtedy we Francji – MJG).

Po śmierci mjra „Hubala“, na ostatniej zbiórce nielicznych już „Hubalczyków“, 25 V 1940 r. we wsi Dąbrowy w pow. Włoszczowskim, „Lis“ jako jedyny oznajmił, że nie złoży broni i nie zaprzestanie walki.

Zorganizował swój samodzielny i nikomu niepodporządkowany oddział partyzancki. Przez 2 lata walczył z okupantem w okolicach Przedborza, na terenie powiatów koneckiego i włoszczowskiego, aż do ostatniej chwili swego życia. Z tym oddziałem było związanych kilku przedborzan, m.in. Edmund Majchrowski ps. „Maks“.

“Lis” wspólnie z partyzantem Antonim Cyranem ps. “Chojna” ze wsi Rogi gm. Wielgomłyny, latem 1941 r. uratowali od śmierci 12 Żydów radomszczańskich (albo piotrkowskich), którzy przed Niemcami ukrywali się w ziemiance w lesie w okolicy Rogów.

Poległ 30 III 1942 r. w walce z przeważającymi siłami wroga, zdradzony przez konfidenta, na Kresach, kolonii wsi Bobrowniki nad Pilicą, dotrzymując słów, które wcześniej wypowiadał za życia: żywym mnie nie wezmą.

Mogiła jego – szaniec z lancami ułańskimi i Krzyżem Walecznych – znajduje się na cmentarzu w Stanowiskach koło Przedborza.

Już po śmierci mjra „Hubala“ oraz śmierci swej żony Józefy, zamęczonej w strasznych torturach (w tym szczuciu psami) w styczniu 1942 r. przez Gestapo w Końskich (miejsce mogiły nie znane, spoczywa symbolicznie u boku męża),Głowacz osobiście zlikwidował 118 hitlerowskich okupantów, nie licząc ich szpicli i agentów, w zasadzie nie pozostawiając śladów lub postronnych świadków tych działań.

W uznaniu zasług i zdolności dowódczych majora „Hubala“ oraz podkreślenia wzajemnego zrozumienia i przyjaźni, już prawie w rok po śmierci Majora, Franciszek Głowacz swojemu nowo narodzonemu synowi (ur. 7 II 1941 r.) nadał imiona: Jan Henryk Hubala Głowacz. Syn ten, po śmierci rodziców, zmarł zimą 1943 lub 1944 r. w szpitalu w Kielcach. Takich, czy podobnych gestów wobec swego dowódcy nie uczynił żaden inny z „Hubalczyków“. To świadczy o bardzo wysokim stopniu zażyłości i poszanowania pomiędzy „Hubalem“ a „Lisem“ i wzajemnie.

Były żołnierz i partyzant Romuald Jędrych z Włoszczowy, tak w skrócie określił działalność Franciszka Ryszarda Głowacza:

„Lis“ był bohaterem naszych czasów, a dla mnie wzorem Polaka i nieustraszonego dowódcy oddziału partyzanckiego. Cześć Jego Pamięci!

 ppłk Mirosław Jan Głowacz