leon kaczkowskiKACZKOWSKI Leon Julian  (1893-1967) ślusarz-mechanik, szofer, żołnierz AK, rusznikarz ps. „Młynarz”

Urodził się 11 IV 1893 r. w miejscowości Ładoga (obecnie teren wsi Miejskie Pola), w rodzinie Antoniego i Stefanii z Trybulskich (1865 Skrzynno – 11 V 1947 Przedbórz). Jego matka była córką Adama i Zofii z Wardzichowskich. Po śmierci męża mieszkała w córki Marii Jaroszek przy ul. Kieleckiej.

Wywodził się ze zubożałej rodziny szlacheckiej, utrzymującej się z prowadzenia gospodarstwa rolnego. M. in. na terenie obecnej wsi Jabłonna w 1916 r. uprawiał ziemię o powierzchni 5 ha 29 arów. W akcie urodzenia Leona Juliana zapisano, że jego ojciec jest „chozjain” w odróżnieniu od “kriestianin”, co było podówczas zapisem powszechnym w tej parafii.

Leon miał siostrę Marię, która wyszła za mąż za Bolesława Jaroszka ze Strzelec Małych i po przejęciu ziemi od rodziców, zamieszkała w Przedborzu, przy ul. Kieleckiej.

Leon wykształcił się w obróbce metalu i mechanice. W 1911 r. zdobył też prawo jazdy. Swój pierwszy warsztat urządził w Miejskich Polach. Na jednym z tamtejszych wzgórz zbudował wiatrak napędzający mu tokarnię typu Norton. Fachowością i rzetelnością zdobył sobie sporo klientów i uznanie w okolicy. Wykonywał np. na zlecenie Magistratu naprawy urządzeń mechanicznych w mieście. Angażowano go także do bardziej skomplikowanych prac w fabryce noży Czesława Brzechowskiego.

Należał do katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej. Podczas spotkań i wycieczek poznał przyszłą żonę, 21- letnią Annę Duńską (10 II 1902 – 15 III 1982), córkę (zob.) Juliana i Marianny z Zielińskich. Pobrali się 28 IV 1923 r. w przedborskim kościele. Rodzina zamieszkała w Przedborzu, przy ul. Kieleckiej.

Ok. 1928 r. ze wspólnikiem zawiązali spółkę „Kaczkowski co. Zajdler” i nabyli samochód ciężarowy. Świadczył nim usługi transportowe najczęściej Żydom. Woził ich też na grób cadyka do Radoszyc. Niestety z egzekwowaniem płatności bywało przeważnie źle, spółka w 1931 r. splajtowała, samochód trzeba było sprzedać, a Kaczkowskiemu komornik zajął jeszcze tokarnię, fuzję, rogi myśliwskie oraz szafę i krzesła.

Przy pomocy rodziny do licytacji nie doszło, ale trudno było zarobić na utrzymanie. Imał się wszelkich prac w zawodzie. Warsztat przeniósł w miejsce bardziej dogodne dla klientów – róg ul. Pocztowej i Kieleckiej. Tam (Kielecka 5) wkrótce też przeprowadził rodzinę. Częstokroć bywał również kierowcą proboszcza, (zob.) ks. Antoniego Ręczajskiego.

Podczas okupacji niemieckiej, Straż Pożarna w Przedborzu została zmilitaryzowana, a w 1940 r. została wyposażona w półciężarówkę marki Studebaker. Kaczkowski został w niej zatrudniony w charakterze szofera. Prócz symbolicznego wynagrodzenia, chroniło to jego i rodzinę od wywózki na roboty do Niemiec.

Równolegle, ok. 1940 r. przystąpił do konspiracji Związku Walki Zbrojnej/Armii Krajowej. Używał pseudonimu „Młynarz”. Jego pseudonim wziął się stąd, iż na zapotrzebowanie ludności podjął produkcję młynków do zboża. Rolnicy mogli pewną część zboża, jedynie po odstawieniu obowiązkowych kontyngentów, spożytkować na własne potrzeby na podstawie karty przemiałowej. Mielenie zboża było obłożone przez okupanta surowymi konsekwencjami z zesłaniem całej rodziny do obozu koncentracyjnego włącznie. Nielegalnym przemiałem zbóż polskie społeczeństwo broniło się przed głodem. Młynki Kaczkowskiego były więc także nielegalne. Wyprodukował ich ok. 100 i rozprowadzono wśród zaufanych osób.

Na zamówienie partyzantów w warsztacie „Młynarza” wykonywane były gwoździe, tzw. kolczatki albo kolce, o 4 zaostrzonych końcach, które rzucone na drogę obojętnie jak, ustawiały się w ten sposób, ze zawsze 1 kolec stał pionowo. Służyły do dziurawienia opon samochodów wroga. Wykonano ich przynajmniej kilka tysięcy sztuk. Produkcja odbywała się przeważnie nocą, przy zaciemnionych oknach. Ubezpieczali ją żołnierze ruchu oporu ukryci w krzakach pod murem okalającym cmentarz przykościelny. Kaczkowskiemu w pracy pomagali  synowie Maciej i Henryk oraz Ignacy Bobras, (zob.) Stefan Paruzel i inni członkowie konspiracji przedborskiej.

W warsztacie produkowano także łódki do nabojów do karabinów Mausera oraz magazynki 5-strzałowe. Wykonano również kilkanaście bębnów na przewody telefoniczne dla potrzeb partyzantki. Wykorzystywano je najczęściej do elektrycznego odpalania ładunków minerskich podczas akcji na pociągi, wiadukty itp. Wręcz pozornie niewinną produkcją były też guzy do zapinania pasów oficerskich. Najczęściej jednak naprawiano broń strzelecką krótką i długą; produkowano nowe albo naprawiano uszkodzone części.

Syn Henryk wspominał, że dorabiali także nóżki do karabinów maszynowych zdemontowanych z zestrzelonych samolotów. Wykrycie tej produkcji przez wroga niosło za sobą zagrożenie karą śmierci nie tylko dla Leona, ale i całej jego rodziny.

Tymczasem 17 IV 1944 r. plutony AK „Alma” – Józefa Kaszy i „Postracha” – Jana Kalety zaatakowały niemiecką wieś Olendry (dziś: Krery) k. Masłowic. Ufortyfikowany posterunek volksdeutschów spłonął, a w ręce partyzantów wpadło sporo cennej broni. W czasie akcji zginął jeden z Niemców, a kilku otrzymało chłostę. Partyzanci postanowili jeszcze nadprogramowo zapolować na żandarmerię niemiecką z odległego o 8 km Przedborza. Na skraju lasu dzielącego Krery od Masłowic, przegrodzili drogę zwalonym drzewem i czekali. Rzeczywiście żandarmeria w Przedborzu dowiedziała się o akcji partyzantów, jednak sama nie zamierzała interweniować po nocy. Polecenie wyjazdu przekazano przedborskiej straży pożarnej.

Ok. godz. 20-tej straż została zaalarmowana poleceniem wyjazdu do pożaru w Olendrach. Wóz strażacki poprowadził Leon Kaczkowski, obok zasiadł naczelnik straży Jan Teda (członek AK). Na odkrytym samochodzie jechali m.in. Gabriel Franczak, Wacław Jadczyk, Zdzisław Kierkuś, (zob.) Marian Osicki, Piotr Sas i (zob.) Zbigniew Teda. Strażacy sygnalizowali swój przejazd syreną ręczną oraz czerwonym reflektorem (ówcześnie stosowany znak rozpoznawczy straży pożarnej). Tuż za Masłowicami posypały się na nich strzały z broni ręcznej i maszynowej. Kaczkowski, nim upadł na kierownicę, otrzymał postrzał, który wcześniej przebił strzałkę kierunkowskazu i trafił go w głowę nad lewym uchem. Kula znalazła wylot w tylnej części głowy. Kierowca zdołał jeszcze wyhamować samochód na tyle, że bezpiecznie zatrzymał się na zwalonym pniu drzewa. Ciężko ranni ponadto zostali strażacy: Marian Osicki, Zbigniew Teda i Gabriel Franczak. Niegroźny postrzał trafił Zdzisława Kierkusia. Gdy tragiczna pomyłka wyszła na jaw, partyzanci udzielili rannym pierwszej pomocy medycznej. Poważny problem wyłonił się z powrotem strażaków do Przedborza. Prowadzenia samochodu podjął się naczelnik Teda, który czynił to po raz pierwszy w życiu. W drodze powrotnej skonał Marian Osicki lat 31.

W Przedborzu rannymi strażakami zajął się dr Witke, który jednak orzekł o konieczności niezwłocznego dostarczenia rannych do szpitala. Już na stole operacyjnym w Końskich zmarł Zbigniew Teda, 17-letni syn naczelnika straży. Skomplikowane operacje przebyli: Franczak, któremu odstrzelono ok. 10 cm kości piszczelowej tuż pod kolanem lewej nogi oraz Kaczkowski. Z pogrzebem strażaków zwlekano przez kilka dni, czekając na śmierć Kaczkowskiego. Na wszelki wypadek, wykopano od razu trzy dołki. Uroczystości zgromadziły kilkutysięczny tłum ludności z szerokiej okolicy.

Leon Kaczkowski po półrocznym leczeniu uszedł z życiem, ale doznał całkowitej amnezji. Do samodzielnej pracy już nie nadawał się. Rodzina zaś nie otrzymała żadnej pomocy ani ze strony AK podczas wojny, ani po wojnie. Ciężar utrzymania jej spadł na synów, głównie Macieja.

Po wojnie był zatrudniony jako tokarz-frezer w fabryce „Staldrzew” (zob.: Lucjan Wójcicki) do 1958 r., kiedy to odszedł na emeryturę.

Zmarł 15 I 1967 r. i spoczął na przedborskim cmentarzu.

Z żoną Anną miał synów: Henryka (16 IX 1925 – 5 VII 2010), Macieja (1928), Andrzeja Zdzisława (1930-1991) i Stefana Włodzimierza (22 V 1944).

Archiwum Państwowe w Kielcach, Akta gminy Przedbórz, zespół 531, teczka 80; Archiwum Państwowe w Piotrkowie Tryb., zespół 687; akt urodzenia 60/1893; Relacje Henryka  i Stefana Kaczkowskich; Wspomnienia Jadwigi Zielińskiej; W. Zawadzki, Antoniów, Krery, Przedbórz 1944 [w:] „Gazeta Radomszczańska” z 15 V 2003 r.; W. Zawadzki, Przedborski wrzesień, Obrona i zniszczenie miasta przez Niemców w 1939 r., Bydgoszcz 2004; „Głos Przedborza” 1931 nr 5 ze strony: http://historia.przedborz.net/page32.php

Wojciech Zawadzki