KAMIŃSKI Walenty (1845-?) powstaniec 1863 r.

Urodził się 10 II 1845 r. w Przedborzu w rodzinie kołodzieja Jana i Marianny z Wyciszkiewiczów.

W okresie od 6 VII do 20 IX 1863 r. zwycięski rajd z Krakowskiego aż po wieś Skotniki i Diablą Górę odbyła partia (oddział) powstańców pod dowództwem podpułkownika Zygmunta Chmieleńskiego (1 XII 1831 – 23 XII 1863). Partia licząca “400 piechoty i 100 szabel”, czyli batalion piechoty i szwadron jazdy nazywana też była Pierwszym Oddziałem Krakowskim.

W pierwszych dniach września powstańcy przebywali w okolicy i mieście Przedborzu, m.in. 3 IX – skutkiem zdrady – stoczyli utarczki z Moskalami pod Rudką i Rączkami. Kilku Przedborzan  przystąpiło wówczas do oddziału ppłka Chmieleńskiego. Z tej grupy utrwaliło się jedynie nazwisko powstańca Walentego Kamińskiego.

Po kilkudniowym odpoczynku oddział udał się we włoszczowskie, gdzie 20 X 1863 r. doszło do bitwy we wsi Oksa. Przebieg bitwy zrelacjonował powstaniec Leonard Gaszyński:

         Chmieleński dowiedział się teraz, że major rosyjski Bentkowski z batalionem piechoty i szwadronem dragonów idzie od Włoszczowy przez Oksę do Jędrzejowa. Chciał więc tu zrobić na niego zasadzkę, lecz nie zdążył wyprzedzić go, jak planował, i pozostał w pozycji obserwacyjnej w lasach pod Oksą. Bentkowski zaś zatrzymał się tu wraz z wojskiem we dworze i zabudowaniach dworskich, osłonięty ze wszystkich stron budynkami i parkami. Wprost zabudowań dworskich był tu mały lasek modrzewiowy, w rodzaju parku, gdzie ulokowali się jego dragoni, a w zabudowaniach samych pozostała piechota.

         Chmieleński zamierzył zaatakować ich w tej pozycji nocną porą. W tym celu po północy wyszedł ze swym oddziałem z lasu i uszykował swój front tak, aby przy ataku mógł otoczyć zabudowania, a będąc pewien zwycięstwa i chcąc przeciąć odwrót Moskalom w stronę Jędrzejowa posłał w tym kierunku całą swą kawalerię, zaleciwszy jej czekać w pewnej odległości i być przygotowaną atakować nieprzyjaciela w stosownej chwili. Kiedy piechota nasza rozwiniętym frontem ruszyła spod lasu przez łąki, spostrzegła ją placówka kozacka i wystrzałami zaalarmowała swoich. Nasi jednak zaatakowali folwark, który się pierwszy nastręczał, i po krótkim oporze wyparowali stąd rotę rosyjską, która teraz szukała schronienia we dworze i w gorzelni i tu się gotowała do obrony.

         Dragoni też z gaju modrzewiowego wpakowali się teraz w dziedziniec dworski, nasi zaś otoczyli wszystkich tu skoncentrowanych, przepuścili atak ze wszystkich stron naraz. Chmieleński energicznie zachęcał do boju, lecz naszych działających tu na odkrytym polu zaczęło dużo padać, Moskalom zaś na razie nic zrobić nie mogli. Pozostawał jedyny sposób: podpalić budynki, a tego się też najbardziej obawiali i oblężeni, jak mi to później opowiadał właściciel folwarku Wąsowicz, wspólnie z nimi oblegany.

         Po parogodzinnym więc bezskutecznym ataku i strzelaninie, Chmieleński rozkazał kapitanowi Nowickiemu pójść ze swoją kompanią do szturmu, a podszedłszy pod budynki podpalić je sposobem, jaki uzna za właściwy. Nie udało się to jednak dlatego, że budynki były murowane i niełatwo zapalnym materiałem kryte, śpiesznie więc podpalonymi być nie mogły, a żołnierz nasz długo pod ogniem nieprzyjacielskim wytrzymać nie mógł. Nowicki wprawdzie podstąpił ze swymi pod bramę i chciał ją rąbać, lecz przywitany gęstymi strzałami pierwszy padł trupem, kompania zaś jego cofnęła się.

         Wtedy Chmieleński posłał drugą kompanię z drugiej strony, gdzie był tylko parkan drewniany, aby tamtędy się wdarła do środka, trafiła tam jednak na sztachety, zza których powitaną została silnym rotowym ogniem [salwami poszczególnych szeregów kompanii –WZ] i ona też cofać się musiała do sadu. Bentkowski zaś widząc, iż z tej strony ma tylko przed sobą jedną kompanię, sam rozkazał teraz wyłamać sztachety i poszedł ze swymi do ataku na nią. Kompania też nasza pierzchła i pierwsza dała przykład popłochu dla reszty oblegających folwark z różnych stron. Toteż atak ten się nie udał i Chmieleński z oddziałem cofnął się do lasów, utraciwszy kilkudziesięciu w zabitych, a co najmniej ze trzy razy więcej w rannych.

         Z kawalerią zaś swoją, pogonioną przez dragonów, złączył się dopiero dnia następnego. Spod Oksy poszedł on do wsi Kosowa i dalej do folwarku Kwilina, gdzie rozłożył się na noc.

Wśród nie groźnie rannych powstańców znalazł się Walenty Kamiński. Wiadomo o nim, iż leczył się w powstańczym lazarecie w pobliskich Żarczycach koło Małogoszcza.

Stanisław Zieliński, Bitwy i potyczki 1863-1864; na podstawie materiałów drukowanych i rękopiśmiennych Muzeum Narodowego w Rapperswilu, Rapperswil 1913; Podziękowanie dla p. Grzegorza z Krasocina; http://genealogia.okiem.pl/powstanies/index.php?nazwisko=Chmiele%C5%84ski

 

                                                                       Wojciech Zawadzki