KASPERKIEWICZE, Marceli (1909-1973) i Tadeusz (6 XI 1910-1981 lub 1985) „uczeni bracia”

W XVIII w., we wsi Policzko zamieszkiwało małżeństwo Marianna i Jakub Kasperkiewiczowie, którzy pobrali się 31 I 1769 r. w przedborskiej świątyni św. Aleksego. Wiadomo też, że mieli córkę Katarzynę, która zmarła 12 V 1787 r. w Przedborzu.

Trudno jednak ustalić związek tej rodziny z bohaterami biogramu. Bracia Marceli i Tadeusz Kasperkiewicze urodzili się w mieście Łodzi. Tak wspomniał swojego ojca, Tadeusz Kasperkiewicz dziennikarzowi Bronisławowi Zapale:

Ojciec mój [Michał – WZ] był synem bogatego chłopa ze Świśliny [wieś w pobliżu Starachowic – WZ], ambitnego chłopa, tak, dziadek był cholernie ambitny. Posłał ojca do szkół. Farmację skończył, jak ja. Najpierw pracował w wielkim składzie aptecznym w Łodzi, a później – zatrudnił go u siebie stary aptekarz z Piotrkowskiej, widać spodobał mu się ojciec, bo „to będzie twoja apteka” – powiedział mu. „Spłacisz ją z czasem”. Tak się też stało. Ojciec był pracowity, szybko dorobił się sporych pieniędzy. Ożenił się później.  

Rzeczywiście, Michał Kasperkiewicz (3 IX 1867 Świślina – 1922) właściciel składu aptecznego na Bałutach w Łodzi, 29 IX 1905 r. kupił aptekę wraz z zapleczem analitycznym, przy ul. Zgierskiej 54. Przy aptece znajdowało się laboratorium analityczne wykonujące podstawowe analizy, np. jakości wody lub środków spożywczych, które to należały do czynności urzędniczych aptekarza.

A tak wspominała swoją młodość matka Marcelego i Tadeusza, Józefa z Lipińskich (1890- ?), cytat za Bronisławem Zapałą:

Jako dziecko byłam bardzo zdolna. Od dziecka rodzice posyłali mnie do szkoły muzycznej. Uczyłam się gry na fortepianie. Świetnie grałam. Na koncercie dyplomowym, najpiękniejszym koncercie mojego życia, zjawił się właśnie on, mój mąż. Osiemnaście lat wtedy miałam. On był ode mnie starszy o dwadzieścia dwa lata. Przychodził, zawracał głowę, kusił obietnicami. Obiecywał konserwatorium, kusił Zakopanem, Riwierą, szerokim Lazurowym Wybrzeżem. Naprzykrzał się matce, nachodził ojca. Owszem był miły, układny. Dopiero później, po ślubie, okazało się, że jest piekielnie zazdrosny. Zamiast konserwatorium – w ciągu sześciu lat urodziłam sześcioro dzieci. Zamiast Zakopanego, Riwiery, szerokiego Lazurowego Wybrzeża – Taras mi kupił. Mająteczek w bezdrożnej wsi, ciągnącej się kilometrami od Diablej Góry aż po Przedbórz. Kupił mi ten mająteczek, jak kota w worku, nie oglądał nawet, wiedział tylko, że cholerne odludzie, że nikt tu nie przyjeżdża, nikt nie zagląda, że stąd nie można uciec. O Boże święty…

Najemni robotnicy uprawiali 50 ha ziemi. Józefa z dziećmi rokrocznie całe długie lato od wczesnej wiosny spędzała na Tarasie, korzystając z uroków Pilicy i rozległych lasów. Późną jesienią zjeżdżali do Łodzi. Zimą pomagała mężowi w aptece.

Zdaniem syna Tadeusza:

[Ojciec] z całą pewnością mógł zafundować matce to konserwatorium, mógł, ale się bał. Bał się, bo matka była piękną dziewczyną. W dodatku miała talent. Pójdzie taka do artystycznej szkoły, odkryją co jest warta – i tyle ją będzie widział. Wydaje mi się, że tak właśnie rozumował.

Michał zmarł w 1922 r. i jego spadkobiercy prowadzili aptekę w tym samym miejscu do 1940 r. Czworo ich dzieci zostało farmaceutami, synowie: Tadeusz i Jan oraz córki: Lucyna i Zofia. Córka Krystyna została stomatologiem, zaś pierworodny syn Marceli odbył studia metalurgiczne na Sorbonie w Paryżu. Ukończył je wyróżniony medalem. Do 1939 r. Marceli pracował w instytucie w Warszawie, zaś Tadeusz po studniach w Poznaniu, prowadził rodzinną aptekę. Po wybuchu wojny, matka Józefa sprowadziła się do Tarasu i wraz z nią zamieszkał Marceli. Kilka miesięcy później, gdy Niemcy zabrali im aptekę w 1940 r., w Tarasie osiadł też Tadeusz. Bracia zajęli się gospodarowaniem. Odtąd okoliczni mieszkańcy nazywali ich „dziedzicami”. Podczas okupacji nie zabrakło dramatycznych wydarzeń z próbą rozstrzelania Marcelego włącznie. Na ogół jednak okres tych lat przeminął spokojnie.

Tadeusz dalej opowiadał dziennikarzowi:

Po wojnie za ostatnie grosze zmontowałem aptekę w Łodzi. Pracowałem jak wół, całymi dniami i nocami. Nie wiedziałem co to rozrywka. Uczyłem jedną siostrę, drugą, brata. Przyszło upaństwowienie aptek [1951 r. – WZ]. Upaństwowili i moją. Nie umiałem się rozpychać łokciami. Poddałem się. Byłem sam. Nie miałem żony, bo nie ożeniłem się. U matki i brata szukałem rady. Rada był prosta. Masz po ojcu Świślinę – wracaj. Przez jakiś czas usiłowałem się bronić. Nie mogłem prowadzić apteki – będę mógł leczyć ludzi. Zapisałem się na medycynę. Byłem już na drugim roku. Zachorowałem. Wróciłem do Tarasu. Później objąłem gospodarstwo w Świślinie. I tak się skończyło. Zdziadziałem. Mówiłem raz Marcelowi, żeby sprzedać ten cholerny Taras i zacząć nowe, ludzkie życie. A on swoje: „A co zrobimy z matką, wiesz przecież, że jej tylko ten Taras został”. Bo widzi pan, tak prawdę mówiąc, to Marcel zmarnował się przez matkę. Nie to, że od niego żądała ofiar, nie. Powiedziałbym nawet, że wprost przeciwnie, że ona marzyła o tym, żeby jej ukochany syn był sławnym inżynierem, żeby wrócił zaraz po wojnie do swojego instytutu. A on: „Przecież nie mogę zostawić cię samej”. Zlekceważył wszystkie propozycje miejscowych władz. „Mam czas – mówił – mam czas”. Obawiam się, że obleciał go strach, iż po tylu latach zdążył już wszystko zapomnieć, że pozostał mu tylko tytuł.

Po wojnie Kasperkiewicze, wg Tadeusza Michalskiego:

Na jakiś czas stracili również 50-hektarowe gospodarstwo w Tarasie. Po odzyskaniu, bracia Marceli i Tadeusz podjęli w nim pracę. Nie ożenili się nigdy, do końca opiekując się matką. Bracia nie mogli pogodzić się z ustrojem peerelowskim. Byli swoistymi mocarzami, ciągle zmagającymi się z ówczesnymi władzami, szczególnie powiatu koneckiego. Przeżyli kilka prób odebrania im ziemi pod byle pretekstem (walący się dach, nie zaorana ziemia, za mała produkcja). A przecież gospodarstwo prowadzono nienagannie, sprzedając państwu więcej żywego inwentarza i produktów rolnych, niż cała wioska razem wzięta. Byli pionierami w zakresie melioracji gruntów, pierwsi w Tarasie wprowadzili nawozy mineralne. Inżynier Marceli zastosował mechanizację, reperował maszyny. Farmaceuta Tadeusz leczył za darmo mieszkańców okolicy, jego porady zasięgali sami lekarze. Niestety słabe gleby, często zalewane wodą nie przynosiły dużych dochodów. Z czasem braciom zaczęła doskwierać samotność i starość. Majątek podupadał. Przez jakiś czas próbowała im pomagać siostrzenica (…) ale i to nie pomogło – władze przejęły gospodarstwo. Rozebrano wszystkie budynki, łącznie z kominem, którego do ostatka bronił Tadeusz.                      

Ich brat Jan w l. 70-tych prowadził aptekę w pobliskim Fałkowie. Ok. 1982 r. przeniósł się do Staszowa.

Marceli zmarł w 1973 r., zaś Tadeusz, wg T. Michalskiego: w 1981 lub 1985. Pochowano ich w Łodzi.

Zapamiętani, jako „uczeni bracia” – dziwacy, odwiedzający Przedbórz w niemodnych już, skórzanych pilotkach na niemieckich motocyklach marki „Zundapp”: “Pan Inżynier Marsel”, jako bezinteresowny fachowiec od napraw wszelakich typów motocykli, radioodbiorników i maszyn oraz “Pan Tadeusz” jako również bezinteresowny uzdrowiciel.

Barański Euzebiusz, Fałków, czasy i ludzie, Końskie 2008, s. 113; Księga adresowa miasta Łodzi i województwa łódzkiego, rocznik 1937-1939, Łódź, brw.; Michalski Tadeusz, Przedborscy herosi i mocarze, [Przedbórz] 2002/2003, s. 59-60 tu rok śmierci Tadeusza: 1981; tenże: Oblicze zdrowotności, Przedbórz 2007, s. 70-72, tam fot. Tadeusza Kasperkiewicza i rok śmierci Tadeusza: 1985; tenże: Klimaty dawnego Przedborza i okolic, Przedbórz 2012/2013, s. 147, 264; Urzędowy spis: lekarzy, lekarzy-dentystów, farmaceutów, felczerów, pielęgniarek, położnych, uprawnionych i samodzielnych techników dentystycznych oraz wykazy: aptek, szpitali, ubezpieczalni społecznych, ośrodków zdrowia, przychodni samodzielnych oraz centrali i filii Państwowej Szkoły Higieny, Cz. VIII Apteki, Warszawa 1939, s. 33; Zapała Bronisław, Piegowate życie, Łódź 1974, s. 38-45; http://www.rodzinastrychalskich.pl/; http://www.centrumdialogu.com/; http://geneteka.genealodzy.pl/

 Wojciech Zawadzki