wadysaw_koskiKOSKI Władysław (1897-1957) masarz, właściciel sklepu wędliniarskiego

W dziejach miasta utrwalił się głównie jednak z innego powodu. Nie wiadomo już dziś dokładnie, czy było to 3 czy 5 albo 6 września 1939 r. Przebywał on wtedy w swoim mieszkaniu na piętrze kamienicy przy ul. Trytwa 20. W pewnej chwili zaintrygował go narastający warkot silników nieznanych mu pojazdów. Gdy wyjrzał przez okno, zobaczył czołgi niemieckie skręcające właśnie z ul. Częstochowskiej w Trytwę. Podjął błyskawiczną decyzję (był działaczem Związku Strzeleckiego):

wyjął pistolet Browning używany dla obrony własnej, gdy wyjeżdżał w teren po zakup żywca i… otworzył ogień do nieprzyjaciela. Nie ma pewności, czy Niemiec we włazie czołgu wpadł do środka dlatego, że został trafiony, czy też po prostu schronił się przed ogniem. W każdym razie czołg zatrzymał się, obrócił wieżę z armatą w kierunku skąd padły strzały i wymierzył działo w okno, z którego strzelał Koski. Pocisk armatni zniszczył część piętra budynku, a Koski został zraniony odłamkiem w prawą rękę.

Dalszy ciąg tej historii miał miejsce z całą pewnością 6 września. Wspomina Piotr Łukasiewicz:

[Niemcy] wyprowadzili nas na ul. Częstochowską, pod pomnik Marszałka Piłsudskiego. Było tam już parę osób. Polacy i Żydzi, może ich było nawet więcej. Wszyscy stłoczyli się pod pomnikiem, bo na wprost wycelowany był w nas karabin maszynowy. Strach i płacz. Któryś z żołnierzy zapowiedział, że jeżeli 1. Niemiec zginie, wszyscy zostaniemy rozstrzelani. Niemcy szukali jakiegoś „Kosickiego”, wrzeszczeli na nas strasznie. Nikt takiego nie znał. Ktoś z Żydów powiedział, że pewnie chodzi im o „Osickiego” i skierował Niemców do niego. Okazało się, że to nie ten. W końcu wyszło, że chodzi o „Koskiego”, gdyż to on strzelał do Niemców. Jakiś volksdeutsch musiał go wydać. Polecieli zaraz po Koskiego, ale go nie znaleźli. Zdążył się dobrze ukryć.

Przez cały okres okupacji musiał już zachowywać ostrożność. Wojnę przeżył, a rana zagoiła się sama, bez interwencji chirurga. Odłamek z czasem nawet mu przestał przeszkadzać w uprawianiu fachu.

Spoczywa na przedborskim cmentarzu.

W. Zawadzki, Przedborski wrzesień, Bydgoszcz 2004; relacje Eugenii Koskiej, Antoniego Koskiego i Piotra Łukasiewicza.

Wojciech Zawadzki