s.sopokoSOPOĆKO Stefan (1900 – 1953) kapitan WP, dowódca Oddziału Wydzielonego 76. Pułku Piechoty w Przedborzu

Urodził się 24 III 1900 r. w Sosnówce na Podolu. Ukończył 7 klas Gimnazjum Realnego.

Już 1 X 1918 r. wstąpił do tworzących się pododdziałów 1. Pułku Piechoty Legionów. Po przeszkoleniu unitarnym awansował na kaprala (1 XII 1918 r.) i został wcielony do kompanii szturmowej pułku. Od 17 VI 1919 r. służył jako wywiadowca przy 1. Dywizji Piechoty Legionów. W okresie 15 X 1919-1 IV 1920 r. szkolił się na kursie w Szkole Podchorążych Piechoty w Warszawie.

W stopniu kaprala podchorążego został skierowany do 55. Poznańskiego Pułku Piechoty w Krotoszynie, w którym objął stanowisko młodszego oficera 7. kompanii strzeleckiej. W pułku wziął udział w walkach o granice i w wojnie polsko-sowieckiej. Po wojnie awansował na podporucznika – 14 I 1921 r. Odbył wtedy też miesięczny Kurs Broni Specjalnej w Chełmnie.

Służył także w Korpusie Ochrony Pogranicza, a później został przeniesiony do 76. Lidzkiego Pułku Piechoty im. Ludwika Narbutta w Grodnie. W 1935 r. – oficer żywnościowy pułku, kapitan. W l. 1936-1939 służył w 72. Pułku Piechoty w Radomiu.

W wyniku mobilizacji przedwrześniowej, kpt. Sopocko objął dowodzenie 5. kompanią strzelecką w 76. Pułku Piechoty. Pułk wchodził w skład 29. Dywizji Piechoty dowodzonej przez płk. Ignacego Oziewicza, podległej Armii Odwodowej „Prusy” pod dowództwem gen. dyw. Stefana Dęba-Biernackiego.

3 IX 1939 r. dowódca Armii polecił 29. DP utworzyć Oddział Wydzielony (OW) i wysłać go do m. Przedbórz, z zadaniem utrzymania przyczółka mostowego na rzece Pilicy. Myślą przewodnią tego rozkazu był zamiar osłonięcia kierunku na Końskie, w wypadku wycofania się Armii „Prusy” w kierunku  rz. Wisły.

Zadaniem tym obarczono 5. kompanię kpt. Sopoćki. OW posiadał także dwa plutony działek przeciwpancernych i karabinów maszynowych na taczankach. Całość liczyła 317 żołnierzy. W większości byli to elewi pułkowej Szkoły Podoficerskiej. Należy dodać, że Przedbórz został napadnięty przez Niemców już 2 IX 1939 r. (zob.: Chudy Władysław) i w toku walk miasto było już częściowo zniszczone.

O godz. 5.15 [w dniu 4 IX – przyp. WZ] oddział osiągnął cel, tzn. przyczółek mostowy – relacjonował szef kompanii, Tadeusz Kołłątaj. Most jeszcze się tlił. Miasto Przedbórz było opustoszałe, ludność uciekła w lasy w kierunku na Końskie. Nieprzyjaciel zajął wzgórze po prawej stronie Pilicy [błąd: po lewej stronie rzeki – przyp. WZ] i przyczaił się z czołgami. Kpt. S. Sopoćko nie miał rozkazu prowadzenia walki a jedynie miał zabezpieczyć przyczółek mostowy. W tym celu na obronę przyczółka wyznaczył 1 pluton plus 1 działko ppanc. oraz 1 ckm na czatach. Reszta oddziału została skierowana do pobliskiego lasu, oddalonego o 500 m. Przez cały dzień mieliśmy spokój. Niemcy nie atakowali nas. Jedynie samoloty wroga dokonywały zrzutów [paliwa – przyp. WZ] na pobliskie wzgórza. Nasz oddział był dobrze zamaskowany w lesie”.

Działon 37 mm armaty ppanc. wz. 1935 Bofors rzeczywiście zajął stanowisko ogniowe na wzg. Winnica. Stamtąd była doskonała obserwacja przedpola przyczółka mostowego i możliwość rażenia celów pancernych, skutecznym ogniem bezpośrednim w rejonie ulic Częstochowskiej, Radomszczańskiej i jeszcze ewentualnie Piotrkowskiej. 7,92 mm ckm ustawiono na czacie w parku przy ul. Trytwa, na lewym brzegu Pilicy. Pluton piechoty zajął stanowiska obronne po prawej stronie rzeki w rejonie ulic Mostowej, Koneckiej i Krakowskiej. Całość tworzyła więc spójny system ognia OW.

Wspominał burmistrz Konstanty Kozakiewicz:

(…) ujrzeliśmy grupę wojskowych polskich składającą się z kapitana, podoficera i kilku żołnierzy. Byli w pełnym rynsztunku bojowym, w hełmach i prezentowali się okazale, choć na twarzach ich malował się smutek. Zrozumiałem, że dręczy ich upokarzający odwrót i świadomość, że pozostawiają kraj na łup okrutnego wroga niszczącego wszystko po drodze i mordującego bez pardonu obywateli. Kapitan, któremu przedstawiłem się, poinformował mnie, że przebiegające w nocy patrole napotykają na próby rabunku opuszczonych sklepów, następnie wskazując za rzeką dwa stojące na wylocie ulicy Trytwy (most spalony) auta Czerwonego Krzyża dodał, że nocą kolumna samochodów nieprzyjacielskich na czele, których były te dwa, podjechała do przyczółka spalonego mostu. Niemcy, mimo posiadania olbrzymiej przewagi w siłach na lądzie i w powietrzu, uciekli się do nędznego podstępu, a wiedząc, że Polacy szanują konwencje międzynarodowe, spodziewali się ich oszukać. Zawiedli się tym razem sromotnie: wynikła strzelanina, w której poległ oficer i żołnierz niemiecki, dwa samochody unieruchomiono, a reszta uciekła [zawróciła]. Wszystkie wiozły konstrukcje do budowy prowizorycznego mostu.”

5 IX sytuacja przyjęła niespodziewany obrót, relacjonuje Tadeusz Kołłątaj:

(…) w godzinach popołudniowych na rynek wjechały nieprzyjacielskie motocykle z przyczepami, a ich załogi opanowały wieżę kościelną. Była to niespodzianka, gdyż z tej strony kpt. Sopoćko nie spodziewał się wroga. Nieprzyjaciel znalazł się na tyłach obrony przyczółka.

Na szczęście przybycie wroga z tej strony zostało zauważone przez żołnierzy poszukujących żywności w miasteczku. O fakcie tym natychmiast zostali powiadomieni d-ca czaty i d-ca oddziału. Wtedy oddział zaatakował wroga w miasteczku. Okazało się, że była to szpica dużego oddziału pancernego, który na odgłos walki rozwinął do ataku wozy pancerne z piechotą. Kpt. Sopoćko natychmiast wycofał tyralierę do lasu. W miasteczku walczył pluton z czaty, który przez zaskoczenie [atak] z boku zniszczył wszystkie motocykle i położył wielu żołnierzy niemieckich. Po udanym wypadzie pluton wycofał się również do lasu.

Po krótkiej, ale skutecznej akcji polskiego plutonu w momencie, gdy Niemcy wprowadzili do walki sprzęt pancerny, nie było już żadnych racji za kontynuacją tej walki. Dysproporcja sił była po prostu zbyt wielka. Polacy wycofali się w kierunku macierzystego pułku.Następnego dnia 6 IX 1939 r., 76. Pułk Piechoty bohatersko stając w obronie Piotrkowa Trybunalskiego, praktycznie przestał istnieć. W walce z niemiecką 1. Dywizją Pancerną poległo ponad 500 żołnierzy na czele z dowódcą pułku. Spoczywają na cmentarzu wojennym w Milejowie. To jedna z większych tragedii tej wojny. OW kpt. Sopoćki nie zdołał jednak dołączyć do pułku przed tą bitwą i ocalał. Uległ rozproszeniu dopiero kilka dni później w toku bitwy pod Iłżą.

Kpt. Sopoćko w dalszym przebiegu kampanii 1939 r. walczył jeszcze jako zastępca dowódcy, a później dowódca batalionu piechoty „Wilk” w Dywizji Kawalerii „Zaza” (Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie”) pod Kockiem do 5 X 1939 r. Uniknął dostania się do niewoli i przedostał się do Warszawy. Tam nawiązał kontakty ze swoim byłym dowódcą 29. DP, płk. Oziewiczem (później: komendant Narodowych Sił Zbrojnych).

Wstąpił do Związku Jaszczurczego – konspiracyjnej organizacji wojskowej obozu narodowego. Od 1940 r. był komendantem powiatu Warszawskiego-Prawobrzeżnego ZJ. Posługiwał się pseudonimami: “Sęp”, “Czacki” i “Włodzimierz Lacki”. W 1942 r. po zjednoczeniu ZJ z Narodową Organizacją Wojskową i utworzeniu Narodowych Sił Zbrojnych, kpt. Sopoćko awansował na majora NSZ. Został członkiem komendy Okręgu Warszawskiego NSZ, a następnie zastępcą komendanta Okręgu VI (Warszawa – powiaty) NSZ (1 VI – 1 VIII 1944 r.) Po wybuchu powstania warszawskiego czynnie uczestniczył w walkach w Śródmieściu. W tym czasie usiłował utworzyć dywizję NSZ. Po upadku powstania od 4 X 1944 – 2 V 1945 r. przebywał w niewoli niemieckiej. Został uwolniony w Lubece.

Dołączył wtedy do Brygady Świętokrzyskiej NSZ, która przebywała już na terenie Niemiec. Od 21 VII 1945 r. był dowódcą II batalionu, w Coburgu komendantem III bloku, a po reorganizacji z 17 VIII 1945 r. dowódcą samodzielnej kompanii nr 5. Od 1 X 1945 r. objął obowiązki szefa sztabu Brygady i I Zgrupowania Kompanii Wartowniczych. Od 18 III 1946 r. do 1949 r. pełnił obowiązki dowódcy Ośrodka Erlangen, kompanii wartowniczych i oficera łącznikowego. Używał nazwiska Sęp Stefan. Zainicjował stałą pomoc chorym na gruźlicę b. wartownikom przebywającym w sanatorium w Ambergu (1948).

Zmarł 16 VIII 1953 r. w Upper-Darby, Pennsylvania, USA.

Był odznaczony Srebrnym Krzyżem Orderu Wojennego Virtuti Militari za wojnę 1939 r., a ponadto: Krzyżem Walecznych 4-krotnie, Medalem Dziesięciolecia Odzyskanej Niepodległości, Medalem Pamiątkowym Za Wojnę 1918-1921 i  Medalem Interalliée.

RO-1924, 1928, 1932; Piechota 1939-1945, Z. 11, Londyn 1973; relacja Tadeusza Kołłątaja; K. Kozakiewicz, Wspomnienia burmistrza miasta Przedborza 1939-1942, mnps; J. Wróblewski, Armia „Prusy” 1939, Warszawa 1986; A. Zawilski, Bitwy polskiego września, t. 1-2, Warszawa 1972; M. Bielski, Grupa Operacyjna „Piotrków” 1939, Warszawa 1989; M. Kledzik, Zgrupowanie AK mjr Bartkiewicza, Warszawa 2002; Narodowe Siły Zbrojne Dokumenty, struktury, personalia, zebrał L. Żebrowski, T. 1, Warszawa 1994; W. Zawadzki, Przedborski wrzesień, Obrona i zniszczenie miasta przez Niemców w 1939 r., Bydgoszcz 2004; K. Stępień, Historia trzech fotografii, KurieR – Kultura i Rzeczywistość, R. 2008.

Wojciech Zawadzki