teda zbigniewTEDA Zbigniew Józef (1927-1944) strażak

Urodził się 19 III 1927 r. w Przedborzu w rodzinie rachmistrza Magistratu (zob.) Jana i Stanisławy Aleksandry z Dobskich. Chrzestnymi byli burmistrz (zob.) Jan Kierkuś i nauczycielka (zob. Widel Zdzisław) Helena Widel.

Ukończył Szkołę Powszechną nr 1. Dalszą naukę przerwał mu wybuch wojny.

Jego ojciec był nadal urzędnikiem Magistratu Miasta Przedborza i działaczem spółdzielczym. Podczas wojny ojciec został naczelnikiem Straży Pożarnej w Przedborzu, która została częściowo zmilitaryzowana przez okupanta. Zbigniew został wciągnięty na ewidencję strażaków, co chroniło go przed wywózką na przymusowe roboty do Niemiec.

Wieczorem, 18 kwietnia 1944 r., ok. godz. 20-tej straż została zaalarmowana przez żandarmerię niemiecką poleceniem wyjazdu do pożaru w Olendrach odległych o 8 km. Wóz strażacki prowadził (zob.) Leon Kaczkowski, obok zasiadł naczelnik Jan Teda (członek AK ps. „Urok”). Na odkrytym samochodzie jechali m.in. Gabriel Franczak, Wacław Jadczyk, Zdzisław Kierkuś, (zob.:) Marian Osicki, Piotr Sas i Zbigniew Teda. Strażacy sygnalizowali swój przejazd syreną ręczną oraz czerwonym reflektorem (ówcześnie stosowany znak rozpoznawczy straży pożarnej).

Tymczasem tego wieczora, o czym nie wiedzieli strażacy, partyzanci Armii Krajowej, plutony „Alma” i „Postracha”, zaskoczyli ufortyfikowany posterunek Niemców-reichsdeutschów w nieistniejącej obecnie wsi Olendry, obok kolonii Krery, gmina Mysłowice. Wieś liczyła ok. 30 gospodarstw, w tym tylko 3 polskie. Niemcy z Olendrów już we wrześniu 1939 r. uczestniczyli w rabunku najpierw płonącego Przedborza, a potem mienia żydowskiego. Mocno też dokuczali Polakom w okolicy. Akcję na Olendry wykonano z rozkazu komendanta dywersji (Kedywu) radomszczańskiego Obwodu AK, por. Zbigniewa Sojczyńskiego ps. „ Zbigniew”, „Warszyc”.

Posterunek spłonął niczym pochodnia. W ręce partyzantów wpadło sporo cennej broni. W czasie akcji zginął jeden z Niemców, a kilku otrzymało chłostę. Łatwe zwycięstwo, bez strat własnych. Partyzanci zdecydowali się jeszcze zapolować na żandarmerię z Przedborza, która zwykle natychmiast jeździła do miejsca akcji partyzanckich. Na skraju lasu dzielącego Krery od Masłowic, przegrodzili drogę zwalonym drzewem i czekali. Żandarmeria w Przedborzu dowiedziała się o akcji partyzantów natychmiast po podłożeniu ognia pod wartownię w Olendrach. Jednak sama nie zamierzała interweniować po nocy. Polecenie wyjazdu przekazano straży pożarnej.

Tuż za Masłowicami posypały się na wóz strażacki strzały z broni ręcznej i maszynowej. Kierowca, nim upadł na kierownicę, otrzymał postrzał, który wcześniej przebił strzałkę kierunkowskazu i trafił go w głowę nad lewym uchem. Kula znalazła wylot w tylnej części głowy. Kierowca zdołał jeszcze wyhamować samochód na tyle, że bezpiecznie zatrzymał się na zwalonym pniu drzewa. Ciężko ranni ponadto zostali strażacy: Marian Osicki, Zbigniew Teda i Gabriel Franczak. Jeszcze Zdzisław Kierkuś, który doznał niegroźnego zranienia. Gdy tragiczna pomyłka wyszła na jaw, okazało się, że partyzanci pomylili ich z żandarmerią. Jednak to oni udzielili rannym pierwszej pomocy medycznej. Poważny problem wyłonił się z powrotem rannych strażaków do Przedborza. Prowadzenia samochodu podjął się naczelnik Teda, który czynił to po raz pierwszy w życiu. W drodze powrotnej skonał Marian Osicki lat 31.

W Przedborzu rannymi strażakami zajął się dr Wittke, który jednak orzekł o konieczności niezwłocznego dostarczenia rannych do szpitala. Wówczas pojawiło się pytanie, dokąd? Do Radomska było bliżej, ale obawiano się kolejnej zasadzki partyzantów. Zdecydowano się na wyjazd do szpitala w Końskich, gdzie było o 10 km dalej, ale bezpieczniej. Autobusem ze spółdzielni, na słomie, przewieziono rannych w towarzystwie pielęgniarki Stanisławy Laszczyk (członkini NSZ), strażaków i rodzin rannych. Tylko Kierkuś został na miejscu. Już na stole operacyjnym w Końskich, 19 kwietnia godzinę po północy, zmarł Zbigniew Teda, 17-letni syn naczelnika straży. Skomplikowane operacje przebyli: Franczak, któremu odstrzelono ok. 10 cm kości piszczelowej tuż pod kolanem lewej nogi oraz Kaczkowski. Ten, po półrocznym leczeniu, uszedł z życiem, ale doznał całkowitej amnezji.

Z pogrzebem strażaków zwlekano przez kilka dni, czekając na śmierć mojego ojca Leona Kaczkowskiego – wspominał Henryk Kaczkowski. Na wszelki wypadek, wykopano od razu trzy dołki. Uroczystości zgromadziły kilkutysięczny tłum ludności z szerokiej okolicy. Nad grobami młodego Tedy i Osickiego pochyliły się chorągwie strażackie z Przedborza i Końskich.

Na nagrobku Zbigniewa Tedy rodzice umieścili jednak datę tragedii – 18 kwietnia 1944 r.

Z inicjatywy Wojciecha Zawadzkiego, przed budynkiem Ochotniczej Straży Pożarnej 15 VIII 2008 r. został odsłonięty kamień pamiątkowy poświęcony przedborskim „Strażakom Poległym w Służbie Ojczyzny”. Mosiężną tablicę pamiątkową z nazwiskiem m.in. Zbigniewa Tedy, ufundował Stefan Symonides. Prace budowlane wykonano na koszt Miasta.

USC w Przedborzu, akt urodzenia 159/1927 i akty zgonów wystawione z datami: 18 IV – Osicki i 19 IV – Teda; W. Zawadzki, Antoniów, Krery, Przedbórz – 1944, [w:] Gazeta Radomszczańska 15 V 2003 r., wersja popr. i uzup.: Niezależne Forum Przedborza, 11 VIII 2008 r.; tegoż: Przedborski wrzesień, Bydgoszcz 2004; tegoż: Eroica, Bydgoszcz 2008; relacje: Henryk Kaczkowski, Zdzisław Kierkuś; fotografia autora.

Wojciech Zawadzki