ludwik tomczyski 3TOMCZYŃSKI Ludwik Wiktor (1890-1942), nauczyciel, kierownik Szkoły Powszechnej nr 1

Urodził się 12 II 1890 r. w Czarnocinie pow. Piotrków Trybunalski jako czwarte z kolei dziecko w rodzinie organisty (zob.) Władysława i Barbary z Janickich.

Rodzice przywiązywali dużą wagę do wykształcenia dzieci, a marzeniem matki Ludwika było, żeby jeden z jej synów został księdzem. Wybór padł właśnie na Ludwika. Został oddany do seminarium duchownego. Niestety niepokorna dusza zwyciężyła. Po krótkim czasie uciekł z tej szkoły. Za karę rodzice oddali go do terminu u krawca, później u szewca. Również i te zawody go nie zainteresowały. Wszędzie ratował się ucieczką. Szkołę średnią, chyba, zrobił w Radomiu – w zbiorach rodzinnych zachowała się fotografia uczniów z 23 V 1909 r. z notatką od Ludwika dla Stanisławy Borkowskiej z Przedborza. Wreszcie wstąpił do Seminarium Nauczycielskiego w Solcu n/Wisłą, które z przerwami na okres wojny, ukończył (1913-1920). Zachowało się także przepiękne tableau absolwentów z Ludwikiem i dyrektorem szkoły Zygmuntem Łoteckim. W młodości zdarzało mu się czasem zastępować ojca i grać na organach w przedborskim kościele do mszy.

Zaś księdzem został następny syn – Stanisław(1893-1951), pochowany w swojej parafii w Rusinowie koło Drzewicy.

Podczas I wojny światowej został powołany do armii rosyjskiej i wysłany na front w Karpatach Wschodnich. Po ukończeniu wojennego kursu oficerskiego został mianowany praporszczykiem i następnie młodszym lejtnantem.

Był w kwatermistrzostwie – wspominała jego córka Danuta Wicikowa – odpowiadał za kasę pułku. Znany był z tego, że kasa pułku musiała mu się zgadzać co do kopiejki. W Czerniowcach przyjaźnił się m. in. z chanem tatarskim, którego nazwiska już nie pamiętam oraz z bogatym właścicielem z Besarabii, który namawiał Tatę, że gdy wojna się skończy on go zatrudni w swoich majątkach jako rządcę, bo tak podobała mu się uczciwość Ludwika Tomczyńskiego. W Czerniowcach bardzo lubił cygański zespół muzyczny. Cyganie, gdy wchodził do kasyna oficerskiego, grali dla niego, jego ulubiony utwór, „Słowiki” (Saławi, saławi nie triewożtie sołdat, pust sałdaty niemnogo paspiat…). Widać nie skąpił im grosza. Opowiadał też, że w wigilię świąt Bożego Narodzenia we wszystkich okopach zaczęto śpiewać polskie kolędy. Wtedy zorientowano się, że po obu stronach frontu są Polacy i Polak musi strzelać do Polaka.

Niestety, trudy wojny wpłynęły na stan zdrowia. Nabawił się reumatyzmu. Pamiątką tego okresu została też nabyta wada serca. Z powodu choroby został przeniesiony w głąb Rosji do Omska, gdzie szkolił rekrutów. W Omsku wszawica była tak ogromna, iż żeby pozbyć się wszy co jakiś czas rzucano kożuchy na śnieg.

Za zasługi wojenne był odznaczony prawdopodobnie Krzyżem Św. Jerzego.

Podczas rewolucji październikowej i wojny domowej w Rosji Ludwik Tomczyński, jako oficer armii carskiej i Polak był uważany za „białego”, co oznaczało śmierć. Dzięki świetnej znajomości języka rosyjskiego, z licznymi przygodami ale przedostał się do Bobrujska i wstąpił do jednego z pułków 1. Korpusu Polskiego, którym dowodził gen. broni Józef Dowbor-Muśnicki. Po rozwiązaniu Korpusu, w 1918 r. powrócił w rodzinne strony.

Z dniem 1 VI 1919 r. zweryfikowany jako porucznik piechoty. W szeregach 1. Pułku Strzelców Polskich z Armii gen. Józefa Hallera (po unifikacji z Wojskiem Polskim: 43. Pułk Strzelców Kaniowskich) z kuzynem (zob.) Kazimierzem Cudzińskim – naczelnym lekarzem tego pułku, uczestniczył jeszcze w  l. 1919-192o w wojnie polsko-sowieckiej o niepodległość i granice Państwa Polskiego. W odrodzonej Polsce został oficerem rezerwy Wojska Polskiego. Wg Rocznika Oficerów Rezerwy w 1934 r. na liście starszeństwa zajmował poz. 2389/3541 z przydziałem mobilizacyjnym do 4. Pułku Piechoty Legionów w Kielcach. Jako kombatant przynależał do Związku Hallerczyków.

W Przedborzu działał w komitecie usuwania pamiątek po caracie. Domagał się zburzenia pomnika-krzyża wybudowanego przy moście w 1889 r. przez proboszcza parafii Przedbórz ks. Ludwika Żmudowskiego, w podzięce za cudowne ocalenie cara Aleksandra III po nieudanym zamachu na jego życie. Podobno wówczas aktualny proboszcz, (zob.) ks. dr Antoni Ręczajski, który jak co tydzień w sobotę był w domu Ludwika na kartach, a w niedzielę grożąc ekskomuniką „zrzucił go z ambony”. I tak skończyła się ich przyjaźń. Prawdopodobnie ograniczono się wtedy do usunięcia wiernopoddańczych tekstów z pomnika.

Po śmierci kierownika 7-klasowej Szkoły Powszechnej w Przedborzu (zob.) Jana Kucharskiego, objął jej kierownictwo jesienią 1922 r. Wobec szybko zwiększającej się liczby uczniów, pilną koniecznością stało się powiększenie bazy szkolnej. Tymczasem w okresie głębokiego kryzysu ekonomicznego miasto nie posiadało możliwości inwestycyjnych. Ostatecznie przekonany przez niego burmistrz (zob.) Jan Kierkuś podjął w 1928 r. odważną decyzję o wyprowadzeniu Magistratu z ratusza i oddaniu go szkole. Decyzja ta pozwalała na sprowadzenie uczniów do jednego budynku z kilku dotąd używanych, rozrzuconych po mieście. Nb. szkoła mieściła się w ratuszu aż do 1964 r. Magistrat zajął jeden z opuszczonych obiektów szkolnych na Winnicy, pod adresem ul. Pocztowa 9 (32).

Ze sprawozdania Ludwika Tomczyńskiego wynika, że w roku szkolnym 1930/31 w jego szkole uczyło się 933 uczniów w 18 klasach. W 1931 r. naukę miało ukończyć zaledwie 29 uczniów, podczas gdy każdy nowy rocznik wkraczający w mury szkolne liczył około 200 dzieci. W użytkowanym budynku ratusza było tylko 12 sal klasowych, a do zorganizowania nauki w nowym roku szkolnym zabrakło 2 sal (dlatego miasto wynajęło 2 izby w domu przy ul. Koneckiej 24). Tomczyński zabiegał o podjęcie starań o wybudowanie nowego budynku szkolnego. Komitet Budowy Szkoły zawiązał się 25 VI 1931 r. z jego udziałem pod przewodnictwem komisarycznego burmistrza Hipolita Konstantego Ożarowskiego z udziałem radnych i kilku zacnych obywateli miasta. Budowę nowego gmachu na tzw. „starym targowisku” przy ul. Piotrkowskiej, podjęto dopiero w okresie ożywienia gospodarczego w 1935 r. za burmistrza (zob.) Konstantego Kozakiewicza. Projekt opracował inż. arch. M. Szupłat z Końskich, a jego realizację zlecono w 1936 r. firmie budowlanej A. Kwaśniewskiego też z Końskich. 1 IX 1937 r. w oddanej części nowego gmachu rozpoczęła działalność 7-klasowa Szkoła Powszechna nr 2 pod kierownictwem Władysława Sosny, tym samym szkoła kierowana przez Ludwika Tomczyńskiego została oznaczona nr 1.

Był nauczycielem bardzo lubianym przez swoich uczniów. Nie był zwolennikiem wieszania krzyży w salach lekcyjnych, w których razem z Polakami uczyły się też dzieci żydowskie. Wspierał „Strzelca” i orkiestrę straży pożarnej, w której grał na wiolonczeli. Przyczynił się także do powołania w 1930 r. Biblioteki Powszechnej Miejskiej w Przedborzu z księgozbiorem rozwiązanego Koła Miłośników Sceny.

Jego choroba serca systematycznie nasilała się. O jego zdrowie modlili się m.in. przedborscy Żydzi w swojej synagodze.

Wspominał burmistrz Konstanty Kozakiewicz:

Kierownik Siedmioklasowej Szkoły Powszechnej nr 1 Ludwik Tomczyński, człowiek cichy i taktowny, zapadający do tego coraz bardziej na zdrowiu, skarżył się któregoś dnia przede mną na prefekta szkolnego ks. Petryszaka. Prefekt ów – mówił – od czasu istnienia organizacji pn. Krucjata Eucharystyczna, do której wciąga się dzieci nawet wbrew woli ich rodziców, wprowadza w szkole stan zamętu. Nie uzgadnia z nikim terminów zebrań, wycieczek, różnych prac. Cierpi na tym nauka.

Uspokoiłem go… widmem nadchodzącej wojny. Sztuką będzie przeżyć – dodałem. A nowe życie jakie się później ukształtuje, będzie zupełnie odmienne.

Po wybuchu wojny we wrześniu 1939 r., podczas walk o Przedbórz, rodzina ratowała się ucieczką z miasta do siostry Ludwika – Anny, żony Adama Lesiaka, leśniczego w Wierzchlesie. Ludwik Tomczyński zabezpieczył akta szkolne, bo jak mówił:

wojna się skończy, a młodzież wróci po świadectwa ukończenia klas, które gdzieś się zawieruszyły. To nie może zginąć. We wrześniu 1939 r. została skradziona jego szabla oficerska.

Nauka szkolna została przerwana. Okupant zezwolił na jej podjęcie rok później. Burmistrz Kozakiewicz zapisał:

Szkoła powszechna została uruchomiona. Na czele postawiono poprzedniego kierownika Tomczyńskiego. Program nauki jest zdumiewająco ubogi.

Gdy Niemcy aresztowali nauczycieli – oficerów rezerwy WP, przyszli też po Ludwika Tomczyńskiego. Zobaczyli, że jest już poważnie chory z powodu niewydolności serca i pozwolili mu umrzeć w domu. Do końca jego dni opiekował się nim dr Stefan Wittke, Kaszub wysiedlony do Przedborza.

Ludwik Tomczyński był ceniony w społeczeństwie przedborskim za swą prawość i uczciwość. Uważał, że nie ważne są pochodzenie i narodowość człowieka – ważne to co sobą reprezentuje: dobroć, mądrość i uczciwość. Stąd miał wielu przyjaciół w różnych środowiskach.

Ludwik Tomczyński 8 VII 1914 r. ożenił się z Kazimierą Sokalską, córką Antoniego Dominika i Franciszki z d. Cudzińskiej, do której to swego czasu, „smalił cholewki” jego ojciec Władysław Tomczyński. Miał dzieci: córkę Danutę Antoninę Annę (1924-1998) zamężna Wicik (zob. Marian Wicik), nauczycielkę i syna Wiesława Stanisława Franciszka (1926-1995) inżyniera konstruktora budownictwa.

Zmarł 30 IX 1942 r. i spoczął na przedborskim cmentarzu parafialnym.

Relacja Danuty Wicikowej; K. Kozakiewicz, Wspomnienia burmistrza miasta Przedborza 1939-1942, brm., mnps pow.; Wspomnienia Jadwigi Zielińskiej mnps.; S. Prymus, Oświata w Przedborzu w okresie międzywojennym [w:] „Zeszyty Radomszczańskie” t. IV, Radomsko 2010; materiały i fot. w zbiorach autorki.

Barbara Wicik

Wojciech Zawadzki