wjcicki jerzyWÓJCICKI Jerzy Rafał (1921-1944) student medycyny, kapral podchorąży ps. „Kruk”, „Bernard”

Urodził się 13 I 1921 r. w rodzinie porucznika doktora medycyny (zob.:) Franciszka i Marii z Matuszewskich, w Puławach gdzie jego ojciec służył w Wojsku Polskim. Rodzina przeprowadziła się w 1924 r. do Przedborza, gdzie jego ojciec objął funkcję lekarza miejskiego i otworzył również gabinet prywatny.

Po śmierci ojca, który zmarł na tyfus w 1927 r., Jerzy uczył się początkowo w 7-klasowej Szkole Powszechnej w Przedborzu a następnie w IV Państwowym Gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza w Krakowie na wydziale humanistycznym. Po maturze w 1938 r., w zgodzie z tradycją rodzinną wybrał studia medyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. W czerwcu 1939 r. zaliczył pierwszy rok studiów. Po napaści Niemiec na Polskę we wrześniu 1939 r. zgłosił się na ochotnika do Wojska Polskiego. Po powrocie do Przedborza, by uniknąć wywózki na roboty przymusowe do Niemiec, podjął pracę w przędzalni wełny kierowanej przez (zob.) Jana Tedę.

W 1940 lub 1941 r. podjął pracę konspiracyjną w miejscowej komórce Narodowej Organizacji Wojskowej, podległej Związkowi Walki Zbrojnej (późniejszej Armii Krajowej). W okresie od stycznia do końca drugiej dekady czerwca 1942 r., szkolił się na kursie Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty zorganizowanym przez komendę Obwodu ZWZ w Końskich. Był w grupie szkolnej por. „Wira” – Bolesława Czerwińskiego. Ukończył go w stopniu kaprala podchorążego. W l. 1942-43 uczestniczył w wielu akcjach dywersyjnych ówczesnego wikarego z parafii w Czermnie, dowódcy grupy Stronnictwa Narodowego do zadań specjalnych, por. „Zagłoby” – ks. Feliksa Kowalika. Łączniczką i kurierką oddziału por. „Zagłoby” była także siostra Jerzego, Teresa. W lutym 1943 r. por. “Zagłoba” zorganizował akcję na dom wypoczynkowy dla oficerów z frontu wschodniego w Kluczewsku. Okupant do tego właśnie celu m.in. wykorzystywał polskie dwory i majątki ziemiańskie. Oddział w składzie 21 bojowców, w tym pchor. “Bernard”, zebrał się w okolicy Przedborza i stąd na podwodach dotarł przez Dobromierz i Stanowiska na miejsce akcji. Akcja przebiegła gładko przy udziale Polaka, żołnierza Wehrmachtu. Zdobyto broń, umundurowanie i wyposażenie wojskowe, które z powodzeniem wykorzystywano w kolejnych akcjach.

“Bernard” uczestniczył też wraz z partyzantami z Sokolej Góry i Radomska w słynnej akcji na Bank Emisyjny w Częstochowie, w dniu uroczyście obchodzonych urodzin Adolfa Hitlera:

20 kwietnia 1943 r. oddział dwunastu specjalnie dobranych żołnierzy pod dowództwem ks. kpt.[wówczas porucznika] „Zagłoby” (Feliks Kowalik), przebranych w mundury żołnierzy niemieckich, podjechał dwoma samochodami ciężarowymi przed budynek Banku Emisyjnego w Częstochowie. Wartownicy niemieccy oddali honory „Zagłobie” przebranemu w mundur oficera niemieckiego. Część napastników weszła do środka banku i sterroryzowała urzędników niemieckich i polskich, reszta ubezpieczała akcję od zewnątrz. Zabrano ok. 3 mln zł i kosztowności z sejfów. Akcję wykonano bez strzału. Po wykonaniu zadania odjechano samochodami w kierunku Włoszczowej – tak opisał tę akcję późniejszy gen. Wojciech Borzobohaty w monografii Okręgu Radomsko-Kieleckiego ZWZ-AK. Inne szczegóły akcji utrwalił kpt. „Żbik” – Władysław Kołaciński: Z szoferki wychyliła się postać w oficerskim mundurze niemieckim. Stanąwszy na stopniu samochodu, zawołał donośnym głosem: „Proszę się rozejść! Za chwilę będą tu żandarmi i gestapo. Mogą być ofiary. Proszę się rozejść!” Następnie, odkrywając głowę, ręką zakreślił znak krzyża, tak jakby błogosławił. To był ksiądz – por. Feliks Kowalik „Zagłoba”. Wówczas jednak nie wiedziałem, że jest księdzem. Piękna, legendarna postać. Dowódca wielu wspaniałych akcji.

Rzeczywiście droga odwrotu oddziału wiodła przez Szczekociny, Włoszczowę i Przedbórz na plebanię w Czermnie. Pieniądze zdobyte w akcji wykorzystano m.in. w Warszawie na koszty druku narodowej prasy konspiracyjnej.

Prawdopodobnie po tej akcji, zagrożony aresztowaniem na skutek donosu, ukrył się w Warszawie. Przez pewien czas studiował chemię na tajnych kompletach w Warszawie. Zachowała się jego dedykacja dla siostry: Trzymaj się ciepło siostro i bądź dzielna. J[-erzy]. W-wa 5.3.44. Już z oddziału partyzanckiego pisał jeszcze do matki: Mamusiu, bądź spokojna. Byłem w spowiedzi wielkanocnej [Wielkanoc w 1944 r. przypadała w dniach 9-10 IV – przyp. WZ].

W 1944 r., z kilkuosobową grupą przedborzan, ściślej związał się z oddziałem partyzanckim Narodowych Sił Zbrojnych kpt. „Starego” – Józefa Wyrwy, nauczyciela z Lipy. Oddział ten unikał walki z Niemcami, ukrywając się i głównie dbając o własne zaopatrzenie. Na tym tle pchor. „Bernard”, który był odważnym, zdecydowanym i szukającym walki partyzantem, wszedł w konflikt z dowódcą oddziału. Podczas koncentracji oddziałów partyzanckich NSZ Okręgu Radomskiego: „Las-1” Stanisława Masłochy – „Lucjana”, „Las-2” Józefa Wyrwy – „Starego” i „Las-3” Kazimierza Załęskiego – „Bończy”, „Bernard” zapoznał się z partyzantami oddziału por. „Bończy”. W większości tworzyli go bojowo nastawieni studenci i harcerze z Radomia. Zdecydował się opuścić oddział „Starego” i przejść do oddziału „Bończy”. W tym czasie najprawdopodobniej używał fałszywych dokumentów na nazwisko Janusz Wójcik. Wziął udział w bojach: pod Unewlem – Treską (25 V), dowodził akcją w Rzeczycy (29 V), walczył pod Wyśmierzycami n/Pilicą (5 VI).

Zginął w walce 23 VI 1944 r. pod Maksymilianowem, nie opodal Bałtowa. Dowodził wtedy, w trakcie nocnego przemarszu oddziału, ubezpieczeniem przednim. Na rozstaju dróg, w lesie weszli prosto pod ogień zasadzki żandarmerii niemieckiej. „Bernard” szedł na czele – on też padł pierwszy. Obok zginął kpr. pchor. „ Leserek” – Leszek Szmata. Reszta oddziału zdołała wycofać się i uniknąć dalszych strat. Niemcy polecili miejscowej ludności zakopać partyzantów w lesie, w miejscu walki. Dopiero po wojnie przeniesiono ich na cmentarz parafialny w Bałtowie (wg innego źródła: w Rusinowie k/Przysuchy). W kolejnej ekshumacji, na życzenie rodziny, spoczęli już nierozerwalnie razem pchor. „Bernard” i pchor. „Leserek” na cmentarzu wojskowym w Łodzi „Na Dołach”.

Pośmiertnie został odznaczony Krzyżem Walecznych. Jego dowódca por. „Bończa” obecny generał, w liście do J. Z. Wroniszewskiego tak ocenił Jerzego Wójcickiego: Bardzo dobry żołnierz. Karny, zdyscyplinowany, bardzo inteligentny.

Relacje Tadeusza Majewskiego i Heleny Zawadzkiej; W. Borzobohaty, „Jodła” Okręg Radomsko-Kielecki ZWZ-AK, Warszawa 1988; B. Kacperski, J. Z. Wroniszewski, Końskie i powiat konecki 1939-1945, Część III, Końskie 2005 tam błędnie podane miejsce i rok urodzenia: Kraków 1919; s. M. G. Zieleń OCD, Jej uniwersytety, Wspomnienie o matce Teresie Cecylii (Wójcickiej) karmelitance bosej 1926-2012, Poznań 2014, tam fot.; W. Kołaciński, Między młotem a swastyką, Warszawa 1991; S. Żochowski, O Narodowych Siłach Zbrojnych NSZ, Lublin 1994; materiały Zdzisława Lipińskiego i autora.

Wojciech Zawadzki