elazowski zbigniewŻELAZOWSKI Zbigniew (1945-1997) dyplomata

Urodził się 1 I 1945 r. w Łopusznie. Jednak jego rodzice Stanisław Żelazowski (lat 48) i matka Genowefa Malik (lat 33) zgłosili jego narodziny w Przedborzu. Akt urodzenia Zbyszka sporządził 6 II 1945 r. ks. proboszcz (zob.:) Władysław Nowakowski.

Jego ojciec, jako monter znalazł się w grupie pierwszych pracowników przedborskiej poczty, odbudowujących tę instytucję z wojennych zniszczeń. Cieszył się znakomitą opinią wybitnego łącznościowca. Znany był też z racjonalizatorskich usprawnień. Bezsporną jego zasługą było uruchomienie łączności telefonicznej w mieście i okolicy. W 1958 r., oprócz naczelnika on, jako jedyny z pracowników Urzędu Pocztowo-Telekomunikacyjnego w Przedborzu został wyróżniony odznaką „400 lat Poczty Polskiej”. Pasją jego życia było kolekcjonowanie motyli. Zaraził nią i syna. Jednak na wyobraźnię Zbyszka działały przede wszystkim znaczki pocztowe, które gromadził i wymieniał z kolegami m. in. z Czesławem Nowickim i Wojciechem Zawadzkim. Starał się o członkostwo w Polskim Związku Filatelistów. Kilka jego listów do Oddziału PZF w Kielcach w tej sprawie pozostawało bez odpowiedzi. Jego kolejny list opublikował z poparciem redakcyjnym miesięcznik “Filatelista” w 1959 r.

Zbyszek ukończył Szkołę Podstawową nr 1, a później Liceum Ogólnokształcące w Przedborzu. Był bardzo otwarty, bezpośredni i koleżeński. Cieszył się przyjaźnią wielu osób, w tym najwybitniejszych profesorów z Liceum z (zob.:) Aleksandrem Manczarskim na czele.

Wydaje się, że bardzo wcześnie ujawniły się jego talenty lingwistyczne. Prócz obowiązkowych wtedy w LO języków obcych: łaciny, rosyjskiego i francuskiego, Zbyszek samodzielnie uczył się języka angielskiego. Najczęściej wkuwał angielskie słówka podczas leśnych spacerów na Włoszczowskiej.

Wychowywał się w trudnych warunkach materialnych. Ojciec zmarł w wieku 56 lat, po długoletniej chorobie w kwietniu 1963 r. Jeszcze tego roku Zbyszek pomyślnie zdał maturę i egzaminy wstępne, w tym ze znajomości języka angielskiego, na orientalistykę Uniwersytetu Warszawskiego. Arabistykę studiował także na Uniwersytecie w Bagdadzie (Irak). Po studiach został pracownikiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Wg relacji redaktora Zygmunta Broniarka: szef doradców premiera, gen. armii Wojciecha Jaruzelskiego, Wiesław Górnicki w książce „Teraz już można” (Wrocław 1994): (…) opisuje Żelazowskiego jako tłumacza rozmowy Jaruzelskiego z przywódcą Libii, pułkownikiem Kadafim, pod koniec listopada 1985 roku. Górnicki stwierdza:

Tłumaczem był nasz dyplomata, pan Żelazowski, znający wszystkie możliwe dialekty arabskie, fenomen lingwistyczny i laryngologiczny, bo charczenie spółgłosek arabskich mnie nadwerężyłoby krtań po kwadransie.

Ale Żelazowski był doskonały nie tylko w tłumaczeniu – także w umiejętności dostosowywania się do arabskich zwyczajów. Bo Kadafi kazał (przepraszam: zaprosił) Jaruzelskiego, Górnickiego i Żelazowskiego do siedzenia w czasie rozmowy z nim na … pufach. Pisze Górnicki:

Dobrze się stało, że Wojsko Polskie nie mogło oglądać swego zwierzchnika, jak z podkurczonymi nogami siedzi na szmaragdowym pufie, oraz pewnego majora (tj. Górnickiego – ZB), który czyni to samo. Tylko pan Żelazowski spędził tak wiele lat swego życia w krajach arabskich, że nie sprawiało mu to żadnej różnicy.

Odnosiło się to również do reakcji Żelazowskiego na tę część przemówienia Kadafiego, która Jaruzelskiego i Górnickiego wprost zadziwiła. Kadafi mówił o tym, że walka wyzwoleńcza przenosi się obecnie na terytorium wroga – przede wszystkim do USA i Anglii. Jaruzelski uznał, że musi na to zareagować, ponieważ milczenie mogłoby być interpretowane jako bierne przyzwolenie na terror. Wobec czego, Jaruzelski „bardzo stanowczo zakwestionował zasadność i celowość „walki partyzanckiej na terenie USA i Anglii”.

Odpowiedzią na to był „rodzaj Kazania na Górze albo uniesienia, jakiego doznawał Mahomet, dyktując swym uczniom pierwsze sury Koranu”. Wywierało to wielkie wrażenie i na Jaruzelskim i na Górnickim. „Pana Żelazowskiego nie liczę – pisał Górnicki – bo on to przerabiał setki razy”.

W 1988 r. zmarła jego matka w wieku 76 lat i spoczęła u boku męża na przedborskim cmentarzu.

Redaktor Zygmunt Broniarek wspominając Zbigniewa Żelazowskiego, jako charge d΄affairres ambasady polskiej w Tel-Awiwie podkreślał, iż od lat czytywał w izraelskim tygodniku wydawanym w języku angielskim „The Jeruzalem Post” listy Zbigniewa Żelazowskiego, reagującego na każdą niemal krytykę pod adresem Polski – a takich pozycji było w piśmie dość dużo.

Zbigniew Żelazowski zmarł 5 IV 1997 r. Miał 52 lata. Red. Broniarek napisał o nim: Zmarł jeden z Wielkich Fachowców naszej dyplomacji.

Archiwum USC w Przedborzu, akt urodzenia 34/1945; relacje: Bartłomieja Bugno i Wojciecha Zawadzkiego; Zygmunt Broniarek, Wielki Fachowiec polskiej dyplomacji [w:] Express Bydgoski 1997 nr 81; fot. Zbigniewa Żelazowskiego [z:] T. Michalski, Przedborscy herosi i mocarze, Przedbórz 2002/2003; List Zbigniewa Żelazowskiego [w:] “Filatelista” z 1 V 1959 r. – informacja Pawła Zięby.

Wojciech Zawadzki