BYKOWICZ Jerzy (1926-1995) żołnierz AK

Urodził się 25 X 1926 r. w Przedborzu w rodzinie urzędnika Sądu Grodzkiego   (zob.) Wincentego (1900-1948) i Czesławy z Zielińskich (1902-1994). Miał brata Włodzimierza, także urodzonego w Przedborzu (12 V 1929-2009), żołnierza zawodowego.

W związku z pracą zawodową ojca rodzina w 1937 r. zamieszkała w Zwoleniu, a od 1938 r. w Opocznie. Wincenty Bykowicz objął tam urząd komornika. Jednak wypadki wojenne, w tym aresztowanie Wincentego i uwięzienie w niemieckich obozach koncentracyjnych spowodowało, że i tak silne związki z miastem rodzinnym, Przedborzem, jeszcze bardziej umocniły się.

Ze wspomnień kuzynki Haliny Zielińskiej:

Chłopcy wyrastali w dobrych warunkach materialnych, troskliwie wychowywani przez rodziców. Gdy tego wymagała sytuacja np. przy płataniu figli – spotykali się z ich wyrozumiałością, ale nie  z pobłażliwością.

Wspomnienia rodzinne (ciocie) podają, że Jureczek był ślicznym, czarującym dzieciakiem wykazującym niezależność, spostrzegawczość i śmiałość. Gdy  z opiekunką chłopcy wychodzili na spacer, Jureczek – jak iskierka – do domu powracał dużo, dużo wcześniej, niż jego brat. Te pierwsze lata spędzone w Przedborzu sprawiły, że chłopcy byli emocjonalnie związani z rodziną tu mieszkającą, szczególnie  dziadkami Zielińskimi. To u dziadka (zob.) Ksawerego Jureczek w warsztacie zdobywał wiedzę techniczną, uczył się majsterkowania itd. Wspomnienia cioć – w domu mówił, że „naprawiliśmy z dziadkiem zepsutą wielka maszynę”.

W 1943 r. zamieszkaliśmy (nas troje dzieci i mama) [mama, (zob.) Jadwiga Zielińska; ojciec,(zob.) ppor. Henryk Zieliński poległ w obronie Warszawy – WZ] przy ul. Piotrkowskiej. To już czwarta zmiana naszego mieszkania w czasie okupacji niemieckiej. Nie było to zbyt bezpieczne miejsce ponieważ w pobliżu, w budynku szkolnym stacjonowała żandarmeria. Mieszkanie miało wiele do życzenia. Obrazy, nasze książki do nauki, zeszyty leżały na podłodze, jak wiele innych rzeczy.

W czasie okupacji niemieckiej Jurek często przebywał w Przedborzu. Był wówczas (16,17 lat) przystojnym, powiedziałabym dorodnym młodzieńcem (później również jako mężczyzna), z wielką swobodą bycia, czarował wszystkie ciocie uśmiechem, nietuzinkową elokwencją i inteligencją. Naszą mamę witał słowami „jak się masz biuralistko?”, do mnie i do siostry „jak się macie małe czarownice?” Nie był zapatrzony w siebie. Jak się okazało był wewnątrz bardzo wrażliwym człowiekiem. Często nas odwiedzał. O nic nie proszony, a przyzwyczajony do porządku, któregoś dnia przyniósł młotek i gwoździe, powiesił obrazy na ścianie. Zganił nas za to, że miałyśmy z siostrą bałagan z książkami. Nic nie zapowiadając przyniósł nam własnoręcznie wykonaną półkę na książki i zeszyty, z oddzielnym segmentem dla siostry i dla mnie. Tę półkę także zawiesił.

Sytuacja powtórzyła się, gdy Jurek spostrzegł, że nasza mama wyrabia ciasto na makaron na świeżo wyszorowanym stole. Któregoś dnia zjawił się u nas z dużą, drewnianą, własnoręcznie wykonaną stolnicą.

I jeszcze jedno wspomnienie. Jurek odwiedzając nas, prosił często mamę o klucz do komórki. Brał ten klucz i po chwili wracał ze stosem narąbanego drewna do kuchni. Którego dnia długo nie wracał z tej komórki. Mama zaniepokojona, poszła ze mną zobaczyć, czy mu się coś złego nie stało. Gdy otworzyłyśmy drzwi komórki ujrzałyśmy Jurka z łopatą wykopującego z ziemi ukryte tam granaty. Ja się przestraszyłam. Nie wiem jak potoczyła się rozmowa mamy z nim, ale Jurek bywał u nas nadal.

Jako dziecko o jego przynależności do Armii Krajowej wiedziałam tylko tyle, że jest w konspiracji. Kiedyś zjawił się u nas z kolegą Modrzejewskim (wysiedlony z Poznania), obaj zadowoleni, uśmiechnięci w długich, eleganckich płaszczach. Gdy Jurek rozchylił poły płaszcza, ujrzałam na jego szyi i piersiach długą swoistą kolię z nabojów karabinowych. Wspomniał, że idą na akcję. Wyszli tylnymi drzwiami przez podwórko.

Jurek przyjaźnił się też z innym Jurkiem, przedborzaninem (zob.) Brzechowskim, który poległ w Powstaniu Warszawskim.

W wiele lat później dowiedziałam się, że w jakiejś akcji został schwytany przez  Niemca i gdy ten wzywał na pomoc innych, Jurek – przecież bardzo wysportowany – zdołał go obezwładnić i uciec.      

W 1944 r. Jerzy Bykowicz pseudonim „Tyka” należał do Lotniczego Oddziału Partyzanckiego pod dowództwem ppor. „Henryka” – Henryka Furmańczyka. Prócz szkolenia w przyjmowaniu zrzutów lotniczych, oddział przygotowywany był także do opanowania lotnisk w planowanym powstaniu powszechnym. Po utworzeniu 25. Pułku Piechoty AK, wszedł w skład 1 kompanii i uczestniczył we wszelkich jego bojach.

Po rozwiązaniu pułku, w końcowym okresie okupacji oddział lotniczy pozostał w lesie. Szczęśliwie i bez strat wydostał się z okrążenia przez siły niemieckie. W toku walk wyzwoleńczych 18 I 1945 r. oddział przedarł się przez pozycje niemieckie pod Mniszkowem. Nazajutrz stoczył wielogodzinny bój z Wehrmachtem, w którym wzięto do niewoli ok. 360 jeńców. 20 I 1945 r. oddział udaremnił próbę przebicia się na zachód przez Opoczno znacznych sił niemieckich.

Po wyzwoleniu Jerzy mieszkał w Przedborzu. Tu poślubił Irenę Romanowską. Z czasem przenieśli się do Warszawy, gdzie Jerzy podjął pracę w Ministerstwie Leśnictwa. Udzielał się tam także w środowisku kombatanckim leśników.

Mieli troje dzieci: córki bliźniaczki Jolantę i Izabelę oraz syna Wojciecha.

Jerzy Bykowicz zmarł 23 XI 1995 r. w Warszawie i spoczywa na cmentarzu bródnowskim.            

Wspomnienie „Nasz kuzyn – Jerzy Bykowicz” mnps. i fotografia ze zbiorów Haliny Zielińskiej; informacje Andrzej Zieliński; Gniewnie szumiał las, wspomnienia leśników polskich 1939-1945, wybór i opracowanie: J. Gmitruk, W. Lipko, P. Matusak, Warszawa 1982; Niemierowska-Szczepańczyk B., Z przeżyć okupacyjnych na ziemi opoczyńskiej, Łódź 1992; Kopa M., Arkuszyński A., Kepińska-Bazylewicz H., Dzieje 25 pp Armii Krajowej, Geneza, struktura, działalność zbrojna, zaplecze, dramaty powojenne, Łódź 2001.

Halina Zielińska

Wojciech Zawadzki