Urodził się 7 V 1854 r. w Przedborzu jako pierworodny syn sukiennika Stanisława (syn Wincentego i Konstancji z Wittembergów) i Michaliny ze Strychalskich (córka Józefa i Anny z Lewandowskich). Jego rodzice to Przedborzanie. Odpowiednio w wieku 22 i 20 lat, pobrali się 25 I 1853 r. w miejscowym kościele św. Aleksego. Rodzeństwo Antoniego, to siostra Leokadia Marianna (1858) i bracia: Franciszek Tomasz (1856-1893), Stefan Idzi (1861), Edward (1863-1865), Konstanty (1867-1889) i Ludwik (1869).
O dziele Antoniego Sokalskiego czerpiemy wiedzę z felietonu w „Dzienniku Warszawskim” z czerwca 1873 r. Redaktor Henryk Bartsch (rzeczywisty pastor ewangelicki, który ukończył gimnazjum w Piotrkowie, więc Przedbórz najpewniej nie był mu obcy) nazwał go „samorodnym mechanikiem z Przedborza”. Antoni miał wtedy 19 lat i był mieszkańcem Warszawy. Pracował jako mechanik w Warszawskiej Fabryce Machin, Narzędzi Rolniczych i Odlewów. Wcześniej miał przez kilka miesięcy terminować u kołodzieja w Końskich. Redaktor Bartsch opisał rzecz tę sensacyjnie:
„Czy wiecie czytelnicy, że niebawem już, będziecie mogli odbywać nadpowietrzne podróże i to w dowolnym kierunku? A rozrywki tej dostarczy wam, nie żaden zagraniczny, znany uczonemu światu mechanik, lecz prosty mieszczanin tutejszy, urodzony w Przedborzu, którego całe wykształcenie ogranicza się na kilkumiesięcznym terminie u lichego stelmacha w mieście „Końskiem”. Tym samorodnym mechanikiem, jest niejaki Antoni Sokalski, którego przed kilku dniami spotkaliśmy wypadkiem, w redakcji „Kurjera Codziennego”, gdzie przyniósł z sobą i drewniany model tego napowietrznego okrętu, a raczej wozu, opatrzonego 4-ma kołami u dołu, u góry zaś, takąż liczbą skrzydeł, i 2-ma ogonami, co wszystko wprawiane w ruch korbą podobną do koła obracającego statek parowy, ma najpierw, wieźć po ziemi a następnie unieść w powietrze, siedzących w wozie, przyszłych aeronautów”.
Skomentował też ten projekt z uznaniem nie szczędząc uszczypliwości:
„Serio mówiąc, jakkolwiek przyrząd ten, może w praktyce zawieść nadzieje domorosłego mechanika, przecież dowodzi niezaprzeczonego geniuszu swojego wynalazcy – prostego nieuka, który jednakże, zdaniem ludzi kompetentnych, pomyślał i urządził swój aparat powietrzny z taką oryginalnością pomysłu i z takiem uwzględnieniem zasad nauki, iż kto wie, czy z czasem, nie zdoła dopiąć zamierzonego celu. Sokalski, który nawet czytać i pisać nie umie, powiadał nam, że to mu tak: „Matka Boska i Pan Jezus dopomagają do zrobienia czegoś co by się krajowi na dobre przydało.” Słuchając jego mowy prostaczej i patrząc na przyrząd wykonany tak zręcznie, przez człowieka, który ani rysunku ani mechaniki się nie uczył, przyszły nam na myśl tajemnicze wyrazy pisma: „Duch gdzie chce, tchnie…”.
Dodał też, iż: „Pan Zygmunt Ostrowski, administrator znanej fabryki machin na Solcu, któremu polecono nowego mechanika, wykształconego u miasteczkowego stelmacha, rozciągnął opiekę nad Sokalskim i nad przyrządem wynalezionym przez niego”. Niestety, model Sokalskiego ani jego rysunki nie zachowały się.
Sokalski nie był analfabetą. Dowodzą tego jego podpisy na aktach metrykalnych. Zapewne to nie przypadek, że ze swoim projektem zgłosił się do „Kuriera Codziennego”, którego redaktorem był Karol Kucz. Jego krewny (zob.) Marian Kucz był przedborskim nauczycielem i publikował w „Kurierze” swoje artykuły, m.in. o szkole i księgarni w Przedborzu. Stąd bliskie przypuszczenie, że to Marian Kucz dostrzegł u Sokalskiego ambicję, wyobraźnię i talenty techniczne i spróbował pokierować jego życiem.
Być może także on uświadomił Sokalskiego o odwiecznym pragnieniu człowieka, by unieść się w powietrze jak ptaki i swobodnie pokonywać przestrzeń jak uczynił mityczny Ikar. Być może ukazał mu rysunki latających maszyn wzorowanych na ptasich skrzydłach autorstwa renesansowego artysty Leonarda da Vinci.
Godząc młodzieńcze marzenia i realną konieczność zdobycia zawodu, Sokalski nie mógł już jak ojciec, zostać przedborskim sukiennikiem, bo brakowało pracy. Po śmierci ojca w 1870 r., musiał wybierać swoją drogę życia. Wybrał zawód kołodzieja, na który było znaczne zapotrzebowanie. Aby zbudować drewniane koło musiał posiąść elementarną wiedzę, poznać rysunek projektowy i techniki konstrukcyjne obróbki, wymiarowania i łączenia elementów. Prezentując swój „model napowietrznego okrętu, a raczej wozu” okazał się niepospolicie uzdolnionym młodzieńcem. Pytanie, czy ów projekt był oryginalnym dziełem Sokalskiego, czy może wykorzystaniem innego pomysłu, nie znajduje odpowiedzi.
Specjalista techniki lotniczej Stefan Symonides na podstawie artykułu ocenił: „Zaprezentowany model można nazwać machiną latającą cięższą od powietrza, wzorowaną na naśladowaniu lotów ptaków. Miała ona charakter indywidualny i świadczyła o dość szerokich horyzontach myślowych i obserwacyjnych twórcy. Większość pionierskich modeli było prezentowanych na podwoziu czterokołowym. Natomiast liczba skrzydeł w ilości czterech, w nieopisanym ułożeniu wskazuje, że pomysłodawca był świadomy konieczności uzyskania dużej ich powierzchni, która to jest bardzo ważnym czynnikiem siły nośnej. Wprowadzanie wszystkich elementów konstrukcji w ruch za pomocą jednej korby było rozwiązaniem nowatorskim i podkreślało konieczność współdziałania elementów modelu. Najtrudniej odnieść się do „dwóch ogonów”, bo jeżeli tak nazwano pionowy ster wysokości i poziomy ster kierunku, to pomysłodawca uwzględnił również sterowanie tym aparatem latającym. Uważam, że nazwanie autora modelu latającego „prekursorem idei awiacji” jest uzasadnione”.
Nieznane są dalsze losy tego modelu i ewentualne późniejsze projekty Sokalskiego. W Warszawie pod pieczą Zygmunta Ostrowskiego pozostawał jeszcze kilka lat. Wówczas rozwinął i skoncentrował swe kwalifikacje zawodowe w fachu stolarskim. Mimo młodego wieku musiał być znanym i cenionym rzemieślnikiem, skoro w 1879 r. wykonał ambonę i prawdopodobnie inne sprzęty do kościoła w Pilczycy. Obiekty te spłonęły w pożarze świątyni w 1920 r. W wieku 25 lat, jeszcze jako mieszkaniec Warszawy, 4 II 1880 r., w przedborskim kościele św. Aleksego poślubił Przedborzankę, 16-letnią Franciszkę Cudzińską (ur. 10 IX 1863), córkę Antoniego i Apolonii z (Wytrych) Wydrychiewiczów. Zamieszkali w Przedborzu i tu jego warsztat stolarski zasłynął z dobrej jakości mebli.
W ich małżeństwie urodziło się sześcioro dzieci, spośród których dwie córki zmarły w dzieciństwie. Pierworodny syn Ludwik (1881 – 1948 Końskie) wykształcił się na nauczyciela. Jako 31-latek poślubił 21-letnią Zofię Aleksandrę Kosińską, córkę (zob.) przedborskiego nauczyciela Lucjana. Później podjął karierę urzędniczą, był sekretarzem starostwa w Końskich.
W 1883 r. urodził się syn (zob.) Stanisław Leopold, który wykształcił się na organistę i w 1907 r. wyjechał do USA, gdzie zaginął.
Córka Kazimiera (1890 – 1949) w wieku lat 23 poślubiła 24-letniego nauczyciela (zob.) Ludwika Wiktora Tomczyńskiego, późniejszego długoletniego kierownika szkoły powszechnej.
Córka (zob.) Eleonora (1896 – 1931) także została nauczycielką. W 1921 r. poślubiła 27-letniego Stanisława Michalskiego, sekretarza Sądu Grodzkiego w Przedborzu. Jej córka Stanisława Maria (1922 – 2026 Łódź) m.in. wspominała piękny mebel, sekretarzyk wykonany przez dziadka Antoniego.
Antoni Dominik Sokalski zmarł w Przedborzu 17 IV 1923 o godz. 2 po południu. Przyczynę zgonu nazwano „sercowa”. Miał 68 lat. W akcie zgonu wymieniono obu zięciów, jako świadków: Stanisława Michalskiego sekretarza sądu i Ludwika Tomczyńskiego kierownika szkoły. Spoczywa na miejscowym cmentarzu, w grobowcu wykonanym przez Andrzeja Paruzela.
Ze wspomnień Barbary Wicik-Górawskiej: „Babcia mojej Mamy, Franciszka Sokalska, to była niezwykle silna kobieta, emancypantka. Rządziła tą rodziną. Miała restaurację, a może to był taki zajazd, bo i w razie potrzeby można tam było nocować. Wybudowała córce Kazimierze dom przy ul, Kieleckiej, prezent z okazji ślubu z Ludwikiem Tomczyńskim. Pokrywała leczenie córki Eleonory Michalskiej z gruźlicy, którą zaraziła się od swojego teścia, zastrzykami ze złota i wyjazdami do wód. Świetnie umiała współżyć z kupcami żydowskimi, którzy nigdy jej nie zbojkotowali. Handlowała też kołami młyńskimi. (…)Cierpiała na zaćmę, miała mieć ją zoperowaną we wrześniu 1939 r. w Warszawie. Wybuch wojny pokrzyżował plany. Jej dom, przy ul. Kościelnej, wtedy został zburzony. Tak więc w czasie wojny oślepła. Gdy weszli Rosjanie w styczniu 1945 r. ukrywała się w piwnicy u pp. Żurawskich. Rosyjski żołnierz zdarł z niej i ukradł koc, którym była przykryta”. Zmarła 2 III 1946 r. w wieku 83 lat i spoczęła obok męża i córki Eleonory.
Wojciech Zawadzki
Krzysztof Woźniak, Andrzej Hurec, Antoni Sokalski z Przedborza, prekursorem idei awiacji – 1873? – https://konskie.org.pl/; „Dziennik Warszawski” nr 128 z dnia 28 czerwca 1873 r.; Biogramy: Stanisław Leopold Sokalski (PSB II/261), Eleonora Michalska (PSB I/180), Lucjan Kosiński (PSB II/146) oraz Marian Kucz (PSB II/160); Opinia Stefana Symonidesa w posiadaniu autora; ks. Jan Wiśniewski, Dekanat konecki, Radom 1913; https://www.swmichal-pilczyca.pl/; wspomnienia Barbary Wicik-Górawskiej w posiadaniu autora; Wojciech Zawadzki, Przedborski wrzesień, Obrona i zniszczenie miasta przez Niemców w 1939 r., Bydgoszcz 2004, s. 145; fotografia grobowca Wojciech Zawadzki, stan 2009 r.; https://geneszukacz.genealodzy.pl/