CHMIELOWSKI Adam (1845-1916), powstaniec 1863 r., malarz, święty Brat Albert

Adam Hilary Bernard Chmielowski urodził się 20 VIII 1845 r. w Igołomii w powiecie miechowskim, w zubożałej rodzinie szlacheckiej Adama Wojciecha i Józefy z Borzysławskich. Miał braci Stanisława i Mariana oraz siostrę Jadwigę. Jego ojciec zmarł na gruźlicę w 1853 r., a w 1859 r. w Warszawie zmarła także jego matka. Adam w 1857 r. rozpoczął naukę w Korpusie Kadetów w Petersburgu. Po roku wrócił jednak do Warszawy i kontynuował naukę w gimnazjum. Po śmierci Józefy Chmielowskiej opiekę nad dziećmi […]

5 wrz, 2026

Adam Hilary Bernard Chmielowski urodził się 20 VIII 1845 r. w Igołomii w powiecie miechowskim, w zubożałej rodzinie szlacheckiej Adama Wojciecha i Józefy z Borzysławskich. Miał braci Stanisława i Mariana oraz siostrę Jadwigę. Jego ojciec zmarł na gruźlicę w 1853 r., a w 1859 r. w Warszawie zmarła także jego matka.

Adam w 1857 r. rozpoczął naukę w Korpusie Kadetów w Petersburgu. Po roku wrócił jednak do Warszawy i kontynuował naukę w gimnazjum. Po śmierci Józefy Chmielowskiej opiekę nad dziećmi przejęła siostra ich ojca, Petronela Kobylańska. W 1861 r. Adam podjął studia w przeniesionym z Warszawy do Puław Instytucie Politechnicznym i Rolniczo-Leśnym. Tam m.in. zaprzyjaźnił się z wybitnym malarzem Maksymilianem Gierymskim (1845-1874).

Po wybuchu powstania styczniowego, 17-letni Adam z Gierymskim pod pozorem pomiarów terenowych, w gronie kilku kolegów z Instytutu, dołączyli w Kazimierzu (obecnie Kazimierz Dolny) do partii powstańczej Leona Frankowskiego, którą już wtedy dowodził porucznik Antoni Zdanowicz. Wobec nadchodzącego oddziału wojsk rosyjskich, po niewielkiej wymianie ognia, powstańcy opuścili miasto z zamiarem połączenia się z Marianem Langiewiczem. Gdy dotarły wieści o jego porażce pod Wąchockiem, skierowali się na południe w kierunku Sandomierza. Moskale dopadli ich 8 II 1863 r. wpierw w Zawichoście i jeszcze tegoż dnia pod Słupczą. Klęska powstańcza była zupełna. Zdanowicz uciekł, zdaniem Stanisława Zielińskiego „zostawiając oddział na łasce Bożej”. Straty powstańców wynosiły 75 zabitych, rannych i pojmanych w niewolę. Adama Chmielowskiego i innych rozbitków z pola bitwy wyprowadził Jan Ulatowski. W Sandomierzu dołączyli do oddziału Jana Nepomucena Rayskiego, który dążył do połączenia z Langiewiczem. Fatalny powstańczy chrzest bojowy Adama Chmielowskiego nie załamał go, lecz wzmocnił jego wolę walki z zaborcą.

U Langiewicza Chmielowski dostał przydział do szwadronu kawalerii dowodzonego przez rotmistrza Jana Prendowskiego. Jego szwagierka Jadwiga Prendowska pisała o nim: „(…)dobrał do swojego plutonu najdzielniejszych ludzi i wybornie ich wyrobił. Szli za nim w ogień i wodę, a kochali go do ubóstwienia”. Powstańcza kawaleria najczęściej służyła do zwiadu i ubezpieczeń marszu i postoju. Wykonywała zadania pomocnicze takie jak ubezpieczanie transportów zaopatrzenia, zdobywanie środków finansowych, nabór rekruta, ochrona działaczy ogłaszających dekrety Rządu Narodowego, zwalczanie bandytyzmu itp.

Atak szwadronu rtm. Prendowskiego 24 II 1863 r., w bitwie gen. Langiewicza pod Małogoszczem, obezwładnił kolumnę wojsk moskiewskich i umożliwił odwrót powstańczym kosynierom. Po przegranej bitwie powstańcy skierowali się ku Galicji. Adam Chmielowski wspominał później: „(…)po drodze do Miechowa straciłem mego arabskiego ogiera, którego dostałem ze stajni Zabierzowskich w Kosowie. Nie było jak sobie poradzić, wziąłem przeto starą, siwą, tatarkowatą [błąd drukarski, winno być: tarantowata, to maść konia w kropki – WZ] kobyłę od jednego młynarza. Siodło z ogiera było za wielkie, a popręgi za długie, tak żem ja na onej klaczy siedział na olaboga. (…)Droga wiodła przez wrzosowiska do brzezinki. I oto nagle z drugiej strony pokazała się większa szpica kozacka. Narobili okropnego wrzasku i w nogi. Za chwilę esauła [oficer, dowódca kozacki – WZ] zawrócił ich i pognał na nas, bo ich była większa kupa, no i zaczęło się kotłowanie. Moja klacz była narowista i akurat jej się zachciało stać. A tu leci na mnie pięciu kozaków i wrzeszczy: „Nie ujdiosz, nie ujdiosz” i z dzidami na mnie. W jednej chwili o małom z konia nie zleciał, bo się za mną siodło przekręciło. Puściłem je tak, że zwisało pod brzuchem konia, a tu, jak mogę, oganiam się kozuniom szablą. Oni byli w wielkim strachu, jednak mnie już kilka razy dziabnęli lancami tak, że burka spadła. Tymczasem Franek [Piotrowski, kolega Adama Chmielowskiego – WZ] z ułanami zmagał się z całym oddziałem. Patrzę, a tu esauła ubił z pistoletu Frankową klacz, wychowaną przez niego od źrebięcia. Równocześnie od lancy zginął jeden z ułanów. Ledwie się Franek pozbierał, skoczył po tamtego ułańskiego konia, porwał dwóch jeszcze ułanów i uderzył na moich kozaków. Zaraz jednego zajechał w łeb szablą, a reszta uciekła”.

Przez pewien czas Adam Chmielowski pełnił służbę w oddziale żuawów dowodzonych przez Franciszka de Rochebrune. Gen. Langiewicz stoczył kolejne ciężkie bitwy 17 III pod Chrobrzem i 18 III pod Grochowiskami, gdzie mimo wielkich strat Polacy pokonali Rosjan. Jednak Langiewicz opuścił wojsko powstańcze i wycofał się do zaboru austriackiego. W grupie czterystu pięćdziesięciu powstańców również Adam Chmielowski przekroczył granicę i 25 III dostał się do niewoli. Osadzony w Ołomuńcu przebywał tam dwa miesiące. Z zamiarem ponownego dołączenia do powstania Chmielowski z Piotrowskim zdobyli austriackie mundury i podjęli ucieczkę. W tym przebraniu dotarli do Królestwa Polskiego. W końcu czerwca 1863 r., w lasach secemińskich przystąpili do tworzącej się partii kpt./ppłk. Zygmunta Chmieleńskiego. Oddział w szybkim tempie przyjmował ochotników. Adam został mianowany podoficerem w 2. plutonie jazdy. Wytrawny oficer, jakim był kpt. Chmieleński przykładał wielką wagę do wyszkolenia i dyscypliny podległych mu żołnierzy. Przeto na szlaku bojowym jego oddział zadał wielkie straty wrogowi i odniósł szereg zwycięstw, okupionych też własną krwawą ofiarą. Zwycięska walka odbyła się 6 VII pod Janowem, ale  porażką skończyło się starcie 9 VII pod Julianką. Pod Rudnikami 27 VII do nierównej walki z  półtora tysiącem Moskali stanęło 350 powstańców. Chmieleński podawał, że zadał wtedy wrogowi poważne straty w 150 zabitych i rannych. Powstańcy stracili 30 poległych i 27 rannych, m.in. zmarł od ran dowódca żuawów (zob.) Joseph Chabriolle, który przed miesiącem mężnie walczył w Przedborzu. Rząd narodowy awansował wtedy Zygmunta Chmieleńskiego na stopień majora. W kolejnym starciu 16 VIII w Obiechowie oddział stracił 43 ludzi. Zaledwie kilka dni później, 18 VIII w Białej oddział ponownie zaatakowali Rosjanie. Tym razem uniknięto większych strat przez chwilowe rozproszenie oddziału. Gdy zebrał się ponownie, zabrakło 6 powstańców. Cały czas jednak przybywali nowi ochotnicy. Oddział powiększył się do 400 piechurów i 100 jazdy.

Gdy 1 IX mjr Chmieleński w Chlewskiej Woli otrzymał informację, iż od zachodu w jego kierunku nadchodzą wojska rosyjskie, uchylił się łącząc siły z pobliskim,  nowo utworzonym 300–osobowym oddziałem mjr. „Iskry” – Władysława Sokołowskiego. Obaj podjęli decyzję w podjęciu marszu w kierunku północnym, na Przedbórz. Była to więc powtórka manewru mjr. Oxińskiego sprzed miesiąca. Od celu dzieliło ich ponad 70 km. Ich oddziały były wypoczęte. Wróg już miał za sobą długie marsze. Teraz, zdaniem Wiesława Cabana należało jeszcze bardziej osłabić przeciwnika. Do spotkania z Moskalami doszło 2 IX w rejonie Gór Przedborskich, koło osady Rudka (na wschód od Kluczewska). Następnego dnia 3 IX powstańcy kontynuowali marsz ku Przedborzu, drogą przez wieś Rączki. Rosjanie postanowili zaatakować powstańców po zboczu wzgórza z równolegle położonej drogi Gaj-Policzko – Brzostek. Wykorzystując ukształtowanie terenu, w rejonie wsi Chałupki Plebańskie zamierzyli zepchnąć powstańców do rzeki i na nadpilicznych łąkach zakończyć bitwę. Gdy Chmieleński zorientował się, że oddział „Iskry” nie przystąpił do walki, mając przeciw sobie przeważające siły wroga, kontynuował walkę odwrotową na Przedbórz. W ten sposób osią zmagań stała się droga do Przedborza. Jako świadectwo tych walk (zob. Grabowski Alfons Marian) na zboczu powstała powstańcza mogiła, obecnie nieistniejąca, którą jeszcze w okresie międzywojnia opiekowali się Grabowscy.

Podczas starcia 2 pluton jazdy z Adamem Chmielowskim spełniał rolę awangardy i jako pierwszy, obok kościoła św. Aleksego, wkroczył  do Przedborza.  „(…)gorącą przeprawę mieliśmy przez most na Pilicy, który przez lukę jaką tworzyła rzeka pomiędzy domami, silnie był ostrzeliwany przez nieprzyjaciela granatami, kartaczami, jak również i karabinowemi strzałami – wspominał uczestnik tych walk Zygmunt Krzywda-Rzewuski. –  Moskale nie kusili się o zajęcie miasta, którego i my nie mieliśmy zamiaru bronić”. Źródła rosyjskie podają, że pod Przedborzem ujęto do niewoli 13 powstańców oraz zdobyto 56 koni i 9 sztucerów. W mieście powstańcy przedostali się na Widomę. Wojsko rosyjskie zatrzymało się na przedmieściu i stąd kontynuowało ostrzał karabinowy i armatni.

Nie ma bezpośredniej informacji, czy późniejszy brat Albert znalazł czas, by odwiedzić przedborską świątynię. Proboszczem był wówczas głęboko zaangażowany w konspiracji powstańczej (zob.) ks. dziekan Józef Urbański. Po spożyciu posiłku i dłuższym odpoczynku oddział pomaszerował na Czermno, a na nocleg zatrzymał się w lasach pod Skotnikami.

Ponieważ Rosjanie podążając za powstańcami zajęli Czermno, mjr Chmieleński podjął zamiar uderzenia na Rosjan, lecz ci wycofali się z wioski. Oddział skierował się na południe i przed 13 IX zajął Żeleźnicę. Po kilkudniowym postoju, oddział pod osłoną swej kawalerii wycofał się przez Brzeście w Jędrzejowskie. Dopiero po pewnym czasie Rosjanie przekonali się, że ścigali kawalerię, zaś Chmielowski umknął im z całym oddziałem. Pod Warzynem, po kolejnej potyczce z Moskalami, miał miejsce dramatyczny epizod, w którym Chmielowski mógł stracić życie. Gdy jako dowódca plutonu jazdy skończył rozstawianie swoich ludzi na pikietach wokół obozu, nadjechał porywczy w swych reakcjach mjr Chmielowski. Gdy ujrzał konno samego Chmielowskiego, myśląc, że ten porzucił swych podwładnych, chciał go zastrzelić, nim ten zdołał się wytłumaczyć z sytuacji. Opanowanie Chmielowskiego zapobiegło tragedii. W toku ciągłych marszów i starć, 30 września doszło do krwawej bitwy pod Mełchowem (gm. Lelów). W walce poległo około 100-120 powstańców i podobna ilość żołnierzy wroga. W toku bitwy rosyjski granat rozszarpał konia Adama Chmielowskiego, a odłamek trafił w lewą nogę jeźdźca. Zygmunt Krzywda-Rzewuski wspominał: „Oprócz wielu zabitych i rannych między innymi ubył także z szeregów będąc ciężko rannym, podoficer drugiego plutonu kawalerii Chmielowski, zacny i godny młodzieniec, którego wszyscy lubili, pękający granat tuż obok jego konia, którego zabił, zgruchotał mu nogę”. Dobre świadectwo podoficerowi Chmielowskiemu wystawił także jego przełożony Jan Mazaraki.

Sam Chmielowski tak wspominał to wydarzenie: „Naraz czuję jakby silne uderzenie kijem w nogę, nawet niezbyt bolesne, ale mnie od razu powaliło na ziemię. Leżę więc na pisaku bez bólu, bez władzy i możności ruchu. Strzały nie ustają, widocznie sobie upodobały to miejsce. Kule gęsto padają, każda wbija się w piasek i podnosi małą fontannę. Bawię się tym widokiem jak dzieciak rzucający kamienie na wodę. Tu bęc, tam bęc i piasek odskakuje. Nie myślę o niczym ani się nie modlę, ani nawet przypuszczam, że mnie któraś trafić może, tylko wypatruję nowych wytrysków piasku, pewnie tu, pewnie tam!… Nie odczuwam osamotnienia, nie zdaję sobie sprawy z niebezpieczeństwa. Jak długo to trwało? Nie wiem. Sprzykrzyło się Moskalom i strzelać przestali. Zacząłem się nudzić i rozmyślać, czy przyjdzie kto po mnie. I kiedy? Dopiero jak nadeszli koledzy i zabrali się do dźwigania mnie, poczułem tak silny ból, że się szablą broniłem przed ich ratunkiem. Zanieśli mnie na płaszczach do chaty w lesie. Opatrunek przez medyka był również bolesny. Mała, niska chata, baba przerażona najściem niebezpiecznych gości, nie wzbraniała jednak umieszczenia rannego na jedynym barłogu.(…)Koledzy dbali o mnie, wszystko było piękne, tylko noga zamiast się goić, rwała coraz bardziej i przyszła silne gorączka.(…) Jedynie ta prosta, zastrachana baba – może księdza sprowadzić? – zapytała, widząc mnie coraz słabszego. (…) Z radością przystałem na sprowadzenie księdza”.

Niebawem rannego powstańca przejęli Rosjanie. Trafił do polowego ambulatorium, gdzie lekarz wobec groźby zakażenia całego organizmu, stwierdził konieczność przeprowadzenia amputacji nogi. Ranny wyraził zgodę i poprosił o cygaro. Bez znieczulenia odjęto mu lewą nogę poniżej kolana. Na leczenie trafił do szpitala w Koniecpolu. Rana źle się goiła, była jeszcze dwukrotnie operowana. Staraniem rodziny i przyjaciół zimą 1864 r. udało mu się wydostać z zaboru rosyjskiego i przedostać do Krakowa, a następnie do Paryża. Tam korzystając z pomocy przedstawicielstwa Rządu Narodowego poddał się dalszemu leczeniu i został wyposażony w protezę z kauczukową stopą. W 1865 r. po amnestii powrócił do Warszawy. Podjął studia malarskie, które w 1870 r. kontynuował w Monachium. Tam przyjaźnił się z uznanymi już malarzami m.in. z Stanisławem Witkiewiczem, Józefem Chełmońskim, bratem Maksymiliana – Aleksandrem Gierymskim i Leonem Wyczółkowskim. Dorobek Adama Chmielowskiego to 61 obrazów olejnych, 22 akwarele i 15 rysunków, z najsłynniejszym obrazem religijnym „Ecce Homo”.

Po różnych doświadczeniach życiowych i religijnych, w 1884 r. wrócił do Krakowa i poświęcił się służbie bezdomnym i opuszczonym.

W 1887 r. za zgodą kardynała Albina Dunajewskiego przywdział habit, a rok później złożył śluby zakonne, przyjmując imię Albert i dając początek nowej rodzinie zakonnej. Założył zgromadzenia: Braci Albertynów (1888 r.) i Sióstr Albertynek (1891 r.), które oparte zostały na regule św. Franciszka z Asyżu. Na stronie parafii świętego Brata Alberta w Gdańsku znajdujemy szereg informacji o swoim patronie. Ogrzewalnie miejskie dla bezdomnych przemieniał w przytuliska. Nie dysponując środkami materialnymi kwestował na utrzymanie ubogich. Zakładał domy dla sierot, kalek, starców i nieuleczalnie chorych. Pomagał bezrobotnym organizując dla nich pracę. Słynne są jego słowa, że „trzeba każdemu dać jeść, bezdomnemu miejsce, a nagiemu odzież, bez dachu i kawałka chleba może on już tylko kraść albo żebrać dla utrzymania życia”. Oddając się z biegiem czasu coraz pełniej posłudze ubogim rezygnował stopniowo z malowania obrazów. Służbę na rzecz bezdomnych i nędzarzy uważał za formę kultu Męki Pańskiej.

Schorowany brat Albert, „brat opuchlaków” jak go nazywano, zmarł 25 XII 1916 r. w Krakowie. Miał 71 lat. Przyczyną śmierci był rak żołądka. Spoczął na cmentarzu Rakowickim w narożu kwatery XIa.

Cytując za Wikipedią: Ekshumacja jego szczątków nastąpiła 15 IX 1932 r., i ponownie złożono je w metalowej trumnie. Po wojnie, w 1946 r. rozpoczął się proces informacyjny trwający do 1950 r. W trakcie procesu 31 V 1949 r., ponownie ekshumowano szczątki Brata Alberta i przeniesiono do kościoła Ojców Karmelitów Bosych. Proces apostolski rozpoczął kardynał Karol Wojtyła 15 IX 1967 r., zaś w styczniu 1977 r. papież Paweł IV wydał dekret o heroiczności cnót przyszłego świętego. Papież Jan Paweł II, 22 VI 1983 r., podczas mszy św. na Błoniach w Krakowie ogłosił Brata Alberta Chmielowskiego wpierw błogosławionym, a 12 XI 1989 r., świętym. Jego doczesne szczątki znajdują się obecnie pod ołtarzem w Sanktuarium Ecce Homo św. Brata Alberta w Krakowie.

W 1938 r. prezydent RP Ignacy Mościcki pośmiertnie odznaczył Adama Chmielowskiego Wielką Wstęgą Orderu Polonia Restituta za wybitne zasługi w działalności niepodległościowej i na polu pracy społecznej. Godne podkreślenia, iż Karol Wojtyła poświęcił mu dramat pt. „Brat naszego Boga”.

Wojciech Zawadzki

Bitwy i potyczki 1863-1864, opracował Stanisław Zieliński, Rapperswil 1913, reprint Warszawa 2014, s. 141-142; Wiesław Caban, Z dziejów powstania styczniowego w rejonie Gór Świętokrzyskich, Warszawa-Kraków 1989, s. 112-115, autor lokalizuje starcie na obszarze polnym między wioskami Gaj, Policzko i Brzostek-Policzko; Ks. Daniel Wojciechowski, Szlakiem powstańczym 1863 r. Adama Chmielowskiego – św. Brata Alberta, w: „Włoszczowskie Zeszyty Historyczne” nr 4, s. 21-46;  Prendowska Jadwiga, Moje wspomnienia, oprac. Eligiusz Kozłowski, Kazimierz Olszański, Kraków 1962; Grzegorz Mieczyński, „Godzina w której się krzywdy dopełniła miara”, Wydarzenia lat 1860-1864 w Radomszczańskiem, Radomsko 2021, s. 90-91, podał błędnie jakoby oddział Chmieleńskiego zmierzał do Przedborza po zachodnim brzegu Pilicy przez Rudkę i Pratkowice; Portret Adama Chmielowskiego namalował Leon Wyczółkowski, 1932, fragment. https://www.bratalbert.com.pl/sw-brat-albert-53; https://pl.wikipedia.org/wiki/Adam_Chmielowski

W tej kategorii …

GAJ Stanisław (1900 – 1920), żołnierz wojny 1920 r.

Urodził się 25 III 1900 r. w rodzinie włościan Antoniego i Marianny z Michalskich, zamieszkałych w Miejskich Polach. Kawaler. Najpewniej jesienią 1919 r., lub wczesną wiosną 1920 r. został powołany do Wojska Polskiego przez Powiatową Komendę Uzupełnień 26 Pułku...

read more