Urodził się w 1843 r. we wsi Starzechowice, parafia Fałków, syn Józefa i Michaliny z domu Kolanko. Miał brata Józefa Kalasantego (1867 Starzechowice – 1930 Machory) i 2 siostry.
W 1860 r. Starzechowice należały do dóbr Fałków. Włości od Czermna po Fałków były własnością patriotycznej rodziny Jakubowskich (zob. Jakubowski Józef ). Należały do nich również kopalnie rudy żelaza, wielkie piece w Czermnie i Fałkowie, Pląskowicach i Kołońcu, walcownia żelaza w Fałkowie, fryszerki w Pląskowicach, Rudce, Kołońcu i Starzechowicach . We wsi mieszkało 323 mieszkańców w 42 domach. Uprawiali rolniczo ziemię 400 mórg dworskich i 583 mórg włościańskich.
Po wybuchu Powstania Styczniowego w 1863 r., Franciszek, jako zagrożony branką do wojska rosyjskiego, przystąpił do powstańców. Na tym terenie władze powstańcze organizowały oddział pod dowództwem Hipolita Zawadzkiego, administratora dóbr we wsi Krasna pow. Końskie. Zawadzki, były konspirator niepodległościowy z 1846 r., karnie zesłany do wojska rosyjskiego, po amnestii i powrocie do kraju ponownie włączył się do konspiracji. Naczelnik województwa sandomierskiego pułkownik Marian Langiewicz powierzył mu organizację partii powstańczej i nadał stopień majora. Oddział mjr. Zawadzkiego (szerzej zob. Brylewski Marcin) od wczesnej wiosny 1863 r. bazował i szkolił się na śródleśnej polanie zwanej Ormanichą, ok. 2,5 km za południe od wsi Szkucin.
Poza rozmieszczeniem wart i pełnieniem służby ochronnej nie podejmowano jednak szerszej działalności bojowej. Patrole jawnie penetrowały okolice Czermna, Rudy Malenieckiej, Radoszyc i Żarnowa.
Franciszek Najmrocki został kosynierem. Oddziały kosynierów były niezwykle groźne w ataku. Wywierały też silną presję psychologiczną na wrogu. Ich wadą była bezbronność w obronie wobec ognia z broni palnej. Nauka obsługi kosy bojowej była stosunkowo prosta, ale wymagała siły fizycznej i pewnej zręczności. W ugrupowaniu bojowym oddział kosynierów wymagał specyficznych działań taktycznych.
Oddział stacjonował na polanie Ormanicha, powiększał szeregi, zbroił się i szkolił około 10 tygodni. Tak długi pobyt zbrojnego oddziału powstańców w jednym miejscu, nie mógł pozostawać tajemnicą dla wroga. Tym bardziej, że niezadowolone chłopstwo, często za nagrodą, zgłaszało do policji i władz carskich o pobycie i działaniach powstańców. Najpewniej tą drogą wieści o obozie mjr. Zawadzkiego dotarły w Kielcach do dowódcy 25 Smoleńskiego Pułku Piechoty gen. Ksawerego Czengierego. Ten wezwał też na pomoc kompanię wojsk rosyjskich z Radomska.
Wg rosyjskiego opisu z pola walki: „Kpt. Obuchow wyruszył z Radomska 8/20 kwietnia i posuwając się po śladach szajki doszedł do Przedborza, a następnie tegoż jeszcze dnia do wsi Czermno i tu zanocował. Oddział rosyjski składał się z jednej roty piechoty i 27 kozaków. W czasie postoju w Czermnie kapitan otrzymał wiadomość, że w odległości około 7 wiorst znajduje się obóz powstańczy. Niestety, raport nie podaje źródła tej informacji. Na drugi więc dzień, to jest 9/21 kwietnia oddział wyruszył w podanym kierunku. Po przemaszerowaniu czterech wiorst kozacy pochwycili bez wystrzału dwóch powstańców stojących na pikiecie, którzy następnie poprowadzili oddział rosyjski do obozu powstańczego z tej strony, z której nie spodziewali się zupełnie napaści”.
Wiemy więc, że gen. Czengiery nie zdążył na czas i kpt. Obuchow wykorzystując zaskoczenie zaatakował obóz samodzielnie. „W odległości około stu kroków od obozu spostrzeżono na drodze bryczkę, w której jechał jak później ustalono dowódca szajki Zawadzki, który ujrzawszy kozaków, dał sygnał wystrzałem o zbliżającym się wojsku. Powstańcy przywitali salwą rosyjski łańcuch tyralierski, raniąc śmiertelnie kapitana Obuchowa. Żywa wymiana strzałów trwała około dwóch godzin; powstańcy trzymali się uporczywie na tej pozycji, a nawet wysłali kolumnę kosynierów celem uderzenia na nieprzyjaciela z flanki. Wówczas setnik Bogajewskij objął dowództwo po ciężko rannym kapitanie Obuchowie i zsiadłszy z konia poprowadził strzelców do szturmu na bagnety, wyrzucając w ten sposób powstańców z obozu. Walka z ustępującymi powstańcami ciągnęła się na przestrzeni dwóch wiorst do zupełnego ich rozproszenia. Wszystkie naboje były już wystrzelone tak, że żołnierze nabijali karabiny śrutem i prochem zdobytym w powstańczym obozie. Brak amunicji, niedostępna, błotnista okolica zmusiła oddział rosyjski do przerwania dalszej akcji”.
I dalej w podsumowaniu: „Straty oddziału rosyjskiego były: 4 zabitych żołnierzy, 9 odniosło rany, a kapitan Obuchow ciężko ranny (na drugi dzień zmarł). Ranny został również 1 kozak oraz 16 koni. Powstańcy zaś utracili: do 100 ludzi zabitych (w tej liczbie 3 księży), a 3 dostało się do niewoli. Nadto zdobyto 44 karabiny, 20 koni, kościelny sprzęt liturgiczny, dokumenty i mapę geograficzną kraju. Znajdujący się w obozie zapas broni i warsztat naprawczy z braku podwód zniszczono, a częściowo zatopiono”.
Walka musiała być zaciekła. Twierdzenie o 100 poległych powstańcach nie znajduje potwierdzenia. W prasie znalazła się informacja o 80 poległych. Trzech jeńców zapewne Moskale powiesili na okazałym dębie, osławionym Wisieluchu.
Mogiła powstańcza w uroczysku Ormanicha to jedyna taka znana w tej okolicy. Spoczywa w niej podobno 19 powstańców. To i tak pokaźna ofiara polskiej krwi. Znikome straty rosyjskie w stosunku do rzekomej liczby poległych powstańców wydają się mało prawdopodobne. Mamy też potwierdzoną wiadomość, iż w tejże bitwie ranny w bok został późniejszy słynny pułkownik powstańczy Jan Rudowski.
Kilka godzin później, cofających się na wschód powstańców, w pobliżu wsi Lipa zaatakował spóźniony gen. Czengiery. Wtedy w jego ręce dostał się do niewoli ciężko ranny mjr Hipolit Zawadzki.
Niewielki oddział rozbitków, wśród nich Franciszek Najmrocki, prowadzonych przez Jana Rudowskiego i Bronisława Gromeyko dotarł do obozu płk. Dionizego Czachowskiego w Górach Świętokrzyskich.
Prawnuk Franciszka, Marian Najmrocki wspomina, iż w tradycji rodzinnej utkwiły opowieści o udziale pradziadka w starciach z Moskalami pod Machorami i Żarnowem.
Po powstaniu Franciszek Najmrocki wyjechał na roboty sezonowe do Niemiec. Być może tam ożenił się z pochodzącą z Sielpi córką tamtejszego rzeźnika, Anną Kuletą (1856-1940 Przedbórz). Z kilkorga ich dzieci przeżyli synowie: Marian (1886 Starzechowice -1974 Przedbórz), Roman (1890 – 1918 Przedbórz) i Stanisław (zginął tragicznie w Niemczech). W późniejszych latach już z dorosłymi synami Franciszek wyjeżdżał na roboty sezonowe do Francji.
Około 1896 r. zamieszkał w Przedborzu początkowo na Podzamczu, później we własnym domu na Winnicy, przy ul. Pocztowej. Wpierw on sam, a później jego syn Marian przechowywał ukrytą w stajni powstańczą kosę i szablę, które zaginęły dopiero około sto lat później.
Franciszek zmarł w wieku 76 lat, podczas epidemii tyfusu 15 IV 1919 r. w Przedborzu. W akcie zgonu mylnie zapisano, że miał 64 lata, pomylono nazwisko jego żony i podano, że był „stałym mieszkańcem Fałkowa”. Spoczywa w rodzinnym grobowcu na cmentarzu parafialnym w Przedborzu.
Wojciech Zawadzki
Archiwum parafii Przedbórz, księga zgonów; informacje i fotografia Franciszka Najmrockiego z synami Stanisławem i Marianem w zbiorach prawnuka Mariana Najmrockiego; Bitwy i potyczki 1863-1864, opracował Stanisław Zieliński, Rapperswil 1913; Leonard Ratajczak, Urzędowy wykaz potyczek wojsk carskich w Królestwie Polskim w 1863-1864, w: „Studia i materiały do historii wojskowości”, Warszawa 1962, t. VIII, cz. 2, s. 294; „Dziennik Powszechny” 1863 nr 92; Wojciech Zawadzki, Ormanicha i Wisieluch, artykuł niepublikowany; http://genealodzy.pl/