W I tomie Przedborskiego Słownika Biograficznego we współpracy profesorem Krzysztofem Tomaszem Witczakiem opublikowaliśmy biogram Księdza-Legendy, Ludwika Żmudowskiego (1826–1891). Charakteryzując bohatera dodaliśmy:
„Wypłoszem”, ksiądz katolicki, kanonik honorowy sandomierski, długoletni proboszcz parafii św. Marcina w Białobrzegach Opoczyńskich (1855–1877) i w Przedborzu (1877–1891), patriota polski zaangażowany w działalność niepodległościową, działacz społeczny, zapalony myśliwy.
Po kilku latach pogłębionych badań, nadszedł czas poprawienia zaistniałych błędów i wniesienia uzupełnień, czas nowej narracji w pełniejszej formie.
I.
Nasza opowieść rozpoczyna się 3 VI 1812 r. w Osadzie Żmudowskiego położonej na skraju wsi Dzietrzniki, opodal Wielunia. W tym dniu, w kościele św. Katarzyny w Dzietrznikach, córka leśniczego Szymona Żmudowskiego Kunegunda Elżbieta lat 24, poślubiła 26-letniego Stanisława Leśniewicza nauczyciela z Krzepic.

Topograficzna Karta Królestwa Polskiego, wyd. 1828, fragment. Zbiory Biblioteki Uniwersyteckiej w Białymstoku.
Ten, wydawałoby się nieistotny dla naszego bohatera epizod pozwala nam sięgnąć do czasu narodzin dzieci wspomnianego leśniczego.
Otóż małżonkowie Szymon i Julianna Żmudowscy chrzcili swoje dzieci – urodzoną w 1784 r. córkę Katarzynę, potem w 1788 r. Kunegundę Elżbietę, a w 1790 r. Mariannę, która odeszła cztery lata później oraz syna Franciszka Ksawerego w 1791 r. – w warszawskim kościele św. Jędrzeja Apostoła położonym na Mirowie. A Mirów, to nic innego, jak słynne królewskie koszary mirowskie, zwane tak od nazwiska dowódcy Wilhelma Miera. Stacjonował tam Regiment Gwardii Konnej Koronnej i z nim do 1794 r. był właśnie związany służbą Szymon Żmudowski.

Oficer Regimentu Gwardii Konnej w mundurze z 1792 r., mal. Józef Harasimowicz. Zbiory Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.
Rodzina Żmudowskich najpewniej miała swe korzenie w Wielkopolsce. Szymon urodził się około 1755 r. i akcentował swe szlacheckie pochodzenie, podobnie jak jego żona, starsza o lat 13 Julianna. Musiał też posiąść wykształcenie ogólne, skoro został oficerem w stopniu porucznika.
Regiment uczestniczył w działaniach zbrojnych konfederacji barskiej i insurekcji warszawskiej 17 IV 1794 r.

Walki 18 IV 1794 r. na ulicy Miodowej w Warszawie. Rys. Jan Piotr Norblin de Gourdaine. Zbiory Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.
Dragoni mirowscy walczyli też jeszcze w kilku bitwach powstania kościuszkowskiego 1794 r., pod Słonimiem 3 VIII, Krupczycami 16 IX, Brześciem 17 IX i Maciejowicami 10 X 1794 r.

Bitwa pod Maciejowicami, 10 X 1794 r. Rys. Aleksander Orłowski. Zbiory Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.
Po klęsce maciejowickiej i III rozbiorze Polski, powstańców dotknęły różnorakie represje z syberyjską zsyłką i przymusowym wcielaniem do armii carskiej. Dopiero ukaz cara Aleksandra I z 1801 r., był swoistym aktem łaski.
Po utworzeniu Księstwa Warszawskiego w 1807 r., lasy jako dobra narodowe przeszły pod polski zarząd administracyjny Dyrekcji Skarbu. Powstały podstawowe ogniwa strukturalne. Z uwagi na zagrożenie militarne traktowane jako uzbrojona formacja paramilitarna i obsadzana przez Polaków. W tym okresie „dawny oficer Wojska Polskiego”, pięćdziesięciolatek Szymon Żmudowski zyskał posadę „na Budziakach w Gminie Dzietrznickiej Lasów Koronnych w Amcie [Urzędzie] Wieluńskim leśniczego”.
W owym czasie budowano leśniczówki o skromnej, drewnianej konstrukcji. Były to budynki parterowe, czasem z niewielkim poddaszem i dachem dwuspadowym lub naczółkowym, krytym słomą lub gontem. Prócz części mieszkalnej wydzielano izbę lub kącik do prowadzenia spraw służbowych. Zapewne taki też obiekt stanął na skraju lasu, na wysokim wzgórzu 225 m npm., w rejonie Pustkowia Budziaki, opodal wsi Dzietrzniki. Rozległa panorama oraz wijąca się struga w lesie pod wzgórzem dodawały siedlisku uroku. Jako, że była to nowa budowla, tzw. na pniu, przyjęto jej nazwę Osada Żmudziński. W późniejszym okresie obok stanął budynek gajówki. Żaden z tych obiektów nie zachował się do współczesności. Jak przed wiekami, znów rośnie tam las…

Ilustracja poglądowa. Leśniczówka z XIX wieku w Lesie Kabackim. Źródło domena publiczna.
W nowej, pięknej leśniczówce zamieszkali Julianna i Szymon Żmudowscy z dziećmi. To tutaj odbyło się wesele wspomnianej wcześniej Kunegundy Elżbiety.
Po 1815 r., w dobie Królestwa Polskiego nastąpiły zmiany w administracji leśnej. Leśnictwa administrowane przez nadleśniczych, dzieliły się na straże podległe podleśnym, a te z kolei na obręby, którymi opiekowali się strażnicy i strzelcy. Nadleśnictwo Wieluń dzieliło się na 3 straże: Jodłowiec, Długie i Drobiki.
Na przełomie 1816/1817 r., w leśnictwie Wieluń pojawił się nominowany na stanowisko podleśnego Maciej Żubr (ur. 1781). Był dymisjonowanym ze względu na stan zdrowia podoficerem 6 Pułku Piechoty Liniowej i… mężem sierżanta Joanny Żubrowej (1772-1852), z którą przez kilka lat pełnili służbę wojskową. Na odejście otrzymał tytuł podporucznika i nie mógł się nachwalić wielkiego księcia rosyjskiego Konstantego [naczelnego wodza armii Królestwa Polskiego] „prawdziwego ojca służby wojskowej i w sercach naszych nigdy nieodżałowanego”. To staraniom Joanny Żubrowej Maciej zawdzięczał tę nominację. W opinii Joanny funkcja była nieadekwatna do zasług wojskowych, o ambicjach nie wspominając. Dawała jednak szansę stabilizacji życiowej, dlatego została „przyjęta z wdzięcznością”. Żubrowie zamieszkali we wsi Popowice odległej o 6 km od Wielunia. W leśnictwie powierzono mu nadzór nad Strażą Długie i tym samym Szymon Żmudowski zmuszony był odtąd tytułować się strażnikiem lasów rządowych w Leśnictwie Wieluń Straży Długie.
Poświęćmy nieco więcej uwagi postaci żony Macieja, bo to postać wybitna i znacząca dla naszej opowieści. W grudniu 1818 r. Joanna Żubrowa, była sierżant 17 Pułku Piechoty Liniowej Wojsk Polskich została odznaczona Orderem Wojskowym Polskim za udział w kampanii 1812 r. Pod tą zmienioną przez cara Aleksandra I nazwą krył się polski, ustanowiony przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w 1792 r. Krzyż Virtuti Militari. Odznaczonej przysługiwała nobilitacja szlachecka. A co szczególnie istotne, Joanna Żubrowa był pierwszą kobietą odznaczoną tym wysokim orderem wojennym. Za swe czyny bojowe otrzymała też pensję podporucznika w wysokości 466 złp. rocznie do śmierci oraz pensję orderową w wysokości 125 złp. rocznie. Żubrowie mieli więc służbowy dom, pensję męża i emeryturę Joanny, co pozwalało na godziwe, spokojne życie na prowincji. Błyszczący order przypięty do sukni nosiła z prawdziwą dumą.

Joanna Żubrowa z Orderem Wojskowym Polskim. Wg rys. Józefa Głowackiego. Domena publiczna.
Wg Izabeli Zbiegniewskiej: „Żubrowa była słusznego wzrostu, koścista, tęga, o zamaszystych ruchach, grubych rysach i tubalnym głosie, który daleko się rozlegał, szczególnie, kiedy wołała Maciusia. Miała na sobie krótką suknię krojem amazonki, czarną sukienną. Na piersiach jej wisiały rzędem medale i krzyże. Na głowie nosiła czarny, okrągły, ryżowy kapelusz czarna wstążka przepasany, który także, od denka zacząwszy, wiązany był wstążką pod brodę. Powstałe stąd przy czole i policzkach otwory wypełniały pukle posrebrzonych siwizną włosów. Ręce pokrywały niciane mitenki. Chód jej był szybki, energiczny, a cały wygląd wielce imponujący”.
Joanna obrosła w legendę jeszcze za życia, stając się symbolem kobiecej odwagi, ofiarności i bohaterstwa.
Mimo różnicy wieku, w 1817 r. Szymon liczył sobie 62 lata, podczas gdy Maciej miał ich zaledwie 36, połączyły podobne wojenne życiorysy. Obie rodziny Żmudowskich i Żubrów nawiązały bliskie, serdeczne kontakty. Zapewne też za sprawą Żubrów, gdy Szymon przeszedł na emeryturę, jego funkcję strażnika w Straży Długie przejął jego syn Franciszek Ksawery.
Istotne wydarzenie dla naszej opowieści to, iż przed 1826 r. pewnie 34-letni Franciszek Ksawery przywiózł do leśniczówki młodą żonę, Wielkopolankę z Ostrorogu, córkę tamtejszego kuśnierza, 21–letnią Salomeę z Wituckich-Papiewskich. Rok później, 16 VIII 1826 r. urodził im się syn Ludwik Honoraty Żmudowski. Uroczyste chrzciny odbyły się 25 VIII 1826 r., we wspomnianym już w XVI-wiecznym drewnianym, modrzewiowym, otoczonym sobotami, kościele Św. Katarzyny w Dzietrznikach.

Akt urodzenia Ludwika Honoratego Żmudowskiego w parafii Dzietrzniki. Źródło: genetyka PTG
W akcie zapisano miejsce urodzenia przyszłego Księdza: „w obrębie wsi Dzietrznik na Pustkowiu Budziaki”, nadane imiona oraz znamienitych rodziców chrzestnych: „(…)Dziecięciu temu na Chrzcie Świętym odbytym w dniu dzisiejszym nadane zostały imiona Ludwik i Honoraty, a rodzicami jego chrzestnymi byli ksiądz Marcin Gumkowski kanonik łęczycki i wieluński, proboszcz Lututowski z wielmożną Joanną Żubr porucznikową w pierwszej parze, a w drugiej wielmożny Maciej Żubr porucznik Wojsk Polskich z wielmożną Marianną Swieżyńską.”
(Ten kościół istniał do 1905 r., gdy okazał się zbyt mały i zastąpiony przez nowo zbudowany murowany, neogotycki kościół pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa.)
Tak znaczący udział Joanny i Macieja Żubrów w tej uroczystości musiał procentować także w zwyczajnym, codziennym życiu małego chrześniaka. Żubrowie zaliczali się do osób majętnych i wpływowych „prawy ich charakter, dobroć serca i miłosierne uczynki znane były powszechnie i zjednały im wdzięczną pamięć”. Joanna prowadził również aktywne życie towarzyskie, wyjeżdżając do Warszawy i Kalisza. „Na ulicy wszyscy ustępowali jej miejsca z uszanowaniem”. Chętnie zapraszano ich na uroczystości oficjalne bądź prywatne.
Kontakt z postacią tak wyróżniającą się musiał prowokować do wielu pytań i niekończących się opowieści ze strony otoczenia.
Dziadek Szymon pewnie z dumą wspominał:
„Król dla okazałości swojej sprawił gwardii konnej mundur paradny: były to kolety łosie, to jest kamizelki, czerwonymi taśmami burtowane, i spodnie takież, flintpasy i ładownice takimiż burtami powleczone. Oficjerowie mieli kolety z błękitnymi burtami złotem przerabianymi, na piersiach i na plecach gwiazdę dużą blaszaną, pozłocistą. Tego munduru nie brała na siebie gwardia konna, tylko w dni galowe przednie, jako to: na Boże Narodzenie, na Nowy Rok, na Wielkanoc i w dzień trzeci sierpnia, w który obchodzono imieniny Augusta III.
Gdy król jechał do zamku na sejm albo na senatus consilium, asystowała mu za karetą gwardia konna z trzydziestu najwięcej koni i jednym oficjerem; który konwój, uszykowany w dwa glejty, póty stał na dziedzińcu przy karecie królewskiej, póki stała i kareta-ta zaś póty, póki król bawił na zamku. Gdy zaś król wyjeżdżał z Warszawy na polowanie, takiż konwój wyprowadzał go o ćwierć mili za przedmieście ostatnie; skąd dalej konwojowali go jego nadworni ułani pułku Bronikowskiego pułkownika, który się był jakoś z rąk króla pruskiego wyśliznął i do Polski powrócił”.
A przy stole Szymon prawił:
„Oprócz odbywania warty służyła gwardia konna królowi do noszenia potraw na stoły publiczne w dni galowe, do której służby komenderowano tylu, ile być miało potraw na stole na jedno danie. Szli w lederwerkach i przy pałaszach, z nakrytymi głowami, kuchmistrz królewski poprzedzał przed nimi, za kuchmistrzem szedł z laską unteroficjer jeden, prowadzący owę rotę, za unteroficjerem szli żołnierze pojedynczo jeden za drugim z półmiskami; przyszedłszy do stołu, kuchmistrz odbierał potrawy od niosących za koleją i stawiał na stole podług swojej symetrii, wprzód w kuchni ułożonej. Żołnierz oddawszy potrawę nie wracał się, aby innych za sobą z potrawami następujących nie pomięszał albo nieostrożnie nie trącił, lecz szedł wciąż dokoła stołu, aż wyszedł z sali nie obraziwszy żadnego potrawę trzymającego. Jakim porządkiem przynosili potrawy, takim zebrane ze stołu do kuchni odnosili pod okiem kuchmistrza i unteroficjera, żadnej nie tykając. Kiedy była grana jaka opera wielka, w której reprezentowano batalie albo tryumfy dawnych bohaterów, w niebytności saskiego żołnierza zażywano do tego mirowskich i płacono każdemu za kilka godzin trwającej opery dzienny lenug; dlatego żołnierze nie przykrzyli sobie w takiej służbie Króla Jegomości”.
Dziadek Ludwika, Szymon Żmudowski zmarł 29 I 1831 r. w Dzietrznikach i zapewne spoczął na miejscowym cmentarzu. Stary żołnierz miał 76 lat. Odszedł w niezwykłym momencie, bowiem z końcem listopada roku poprzedniego wybuchł w Warszawie bunt podchorążych, który po ucieczce wielkiego księcia Konstantego przerodził się w antyrosyjskie powstanie narodowe. Joanna Żubrowa w styczniu 1831 r. opublikowała w prasie apel wzywający do walki o niepodległość ojczyzny: „Kto ma niezłomnego ducha, temu i siły nie braknie. Wreszcie, nie mnogość, czyli siła zwycięża, lecz prawdziwa chęć i zapał” .
Powstanie krwawo stłumione przez Rosjan upadło. Kontakty Żmudowskich z Żubrami trwały nieodmienione. Ksaweremu i Salomei urodziły się kolejne dzieci, w 1827 r. córka Honorata Jadwiga i w 1830 r. syn Zenon, którego znów oboje Joanna i Maciej Żubrowie zostali rodzicami chrzestnymi. Ksawery wtedy tytułował się podleśnym honorowym, a Maciej Żubr w 1836 r. został nadleśniczym. Okazji do wspomnień nie brakowało. Joanna na przykład tak mówiła:
„Dobroczynny J[aśnie] P[an] cesarz Aleksander i nasz opiekun wspaniały w[ielki] książę Konstanty ustalili mi los taki, iż mam sposób utrzymania się wygodnego życia, przy którym nic innego nie mam w długu pozostałego, jak za tych którzy żyją prosić Boga wszechmocnego, aby najdłużej żyli przy zupełnym zdrowiu, a tych którzy pomarli, aby przy boku Twórcy Pana byli pomieszczeni.”
Tak okazywała wdzięczność Rosji, choć w gruncie rzeczy w duchu i na zewnątrz była Polką najwierniejszą z wiernych. Jej lubionym przedmiotem rozmowy była wojskowość. Przypominała jak podczas walk z Austriakami o Zamość w 1809 r., gdy przewodziła grupie żołnierzy, z którymi sekretną furtą obok Bramy Lwowskiej przedostała się do twierdzy i na murach zdobyła armatę. Mieli ją za ten czyn odznaczyć orderem Virtuti Militari. „Książę Józef, usłuchawszy ich wniosku, usunął mnie od tej nagrody, obiecując wynagrodzenie pieniężne. Wzgardziłam tą ofiarą i oświadczyłam, iż za mego życia i honoru nie mam na sprzedaż”.
Z kolei, gdy w szeregach swojego pułku w 1812 r. Żubrowie wyruszyli na Moskwę: „Pod Bobrujskiem na Białorusi musiała ratować męża przed rosyjskimi dragonami, pod Ostromeckiem z dwudziestoma pięcioma żołnierzami rozpędziła oddział stu pięćdziesięciu Kozaków, pod Nowymi Żurawiczami uratowała zaskoczony przez Rosjan patrol organizując ryzykowne przejście przez zamarzający Dniepr. Potem walczyli w odwrocie. Nad Berezyną Joanna została ciężko ranna. Mimo to po powrocie do kraju wzięła jeszcze udział w walkach o Częstochowę. Potem oboje z mężem chcieli się przedostać do polskich oddziałów w Saksonii, ale udało się to tylko Maciejowi. Jego żona, złożona chorobą, została w Lublinie. Wrócił do niej półtora roku później”.
W roli żołnierza uczestniczyła w siedemnastu bitwach i potyczkach. Było więc co opowiadać.
Te i inne opowieści uczyły ojczystej historii i były najlepszą, wręcz rodzinną, lekcją patriotyzmu. Rozwijały i znacząco ukształtowały postawę, charakter i system wartości naszego bohatera, młodego Ludwika. Żądały zachowania wierności ojczyźnie i przestrzegania zasad moralnych. Ich wyraz Ludwik zaprezentuje później osobiście, gdy jako kapłan będzie musiał zająć zdecydowaną postawę wobec wybuchu powstania narodowego w 1863 r. Jako Polak z krwi i kości, z dziada pradziada, jednoznacznie stanie po stronie powstańców.
(ciąg dalszy nastąpi)