Z tajemnic „Świętokrzyskiego Manchesteru”

W latach 1950-1975 Przedbórz przynależał do województwa kieleckiego. Chętnie czytaną wówczas gazetą było „Słowo Ludu”, organ prasowy Komitetu Wojewódzkiego PZPR (Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej) w Kielcach, która dostarczała także sporo wiadomości lokalnych. Na łamach tej gazety w 1966 roku ukazał się artykuł o znamiennym tytule, który przypiął Przedborzowi charakterystyczny literacki przydomek na wiele lat: „Przedbórz to Świętokrzyski Manchester”. Autorem tej nazwy był kielecki dziennikarz Stanisław Berus (1933-2026), […]

7 lis, 2026

W latach 1950-1975 Przedbórz przynależał do województwa kieleckiego. Chętnie czytaną wówczas gazetą było „Słowo Ludu”, organ prasowy Komitetu Wojewódzkiego PZPR (Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej) w Kielcach, która dostarczała także sporo wiadomości lokalnych. Na łamach tej gazety w 1966 roku ukazał się artykuł o znamiennym tytule, który przypiął Przedborzowi charakterystyczny literacki przydomek na wiele lat: „Przedbórz to Świętokrzyski Manchester”.

Autorem tej nazwy był kielecki dziennikarz Stanisław Berus (1933-2026), który bywał i pisał w gazecie o Przedborzu wielokrotnie.

Artykuł „Świętokrzyski Manchester” był wtedy szeroko komentowany w całym Przedborzu.

Autor opisał prawdziwy charakter miasteczka na tyle, ile zdołał się wywiedzieć, ile też wolno mu było pokazać w partyjnej gazecie. Omówił samorodne inicjatywy Przedborzan – żeby żyć! – zdobył się na parę słów przygany Radzie Miasta, Przewodniczącemu, ale nic więcej, że to system władzy był winny i karał mieszkańców. A oni się bali nie tylko obcych redaktorów. Bali się przede wszystkim swoich. Całe miasto wiedziało, kto to jest „A”, współczuło rodzinie i potępiało donosiciela. Może większy strach spadł na producentów swetrów.

Taki właśnie przypadek w 1965 roku dotknął opisaną w artykule rodzinę „A”  – Auguścików z ul. Koneckiej. Ktoś doniósł na „A”. To było oczywiste. Ale kto?

  Wspomina Czesław Auguścik:

W Przedborzu kto miał stałą pracę („Wrzeciono”, „Staldrzew”, Gminna Spółdzielnia itd.), nie musiał się martwić o „papu”. Pozostali kombinowali jak mogli, żeby wiązać „koniec z końcem”.

Moja rodzina kilka lat wcześniej została ukarana potężnym domiarem (podatkiem) finansowym o wartości domu jednorodzinnego, za wzbogacenie się na wypalaniu wapna we wsi Dęba. 

Milicja Obywatelska wiedziała wszystko. Wystarczyło, że wysłali swoich ludzi (np. ORMO¹) na miasto. Wieczorami słychać było szum maszyn tkackich w wielu domach. Prawie co 3-4 dom żył z nielegalnego handlu wełną i wyrobu swetrów. Takie czasy. 

 

Po domach przeważały „Kaszubki”, zamożniejsi używali dwupłytowe maszyny dziewiarskie.

W 1965 roku, gdy miało miejsce opisane w artykule wydarzenie byłem wtedy w szkole w Częstochowie. Przyjechałem do domu na drugi, czy trzeci dzień po rewizji. Autor artykułu napisał co mu powiedzieli, a jaka była prawda? Przyjechało czterech funkcjonariuszy MO z Końskich. Przeszukano strych i komórki, nic nie znaleziono. Teraz dom. A w pokoju za sypialnią pracowała na maszynie pani Jasia R. Drzwi do tamtego pokoju z sypialni zasłaniała duża szafa. Po odsunięciu wieszaków, przez zamaskowane drzwi, wchodziło się do tamtego pokoju. System ostrzegawczy przed niebezpieczeństwem był zamontowany, to przycisk do  mrugającej żarówki. Nie zadziałał, zwykły pech, brak prądu. Milicjanci usłyszeli pracującą maszynę do swetrów Wpadka. Spisywanie trwało do wieczora. Była już późna noc i moja Mama poczęstowała kolacją całą ekipę!

Ojciec Władysław przyjął całą winę na siebie i zabrano go na przesłuchanie do Końskich. 

Gdy wtedy przyjechałem do domu, razem z młodszym bratem Antkiem i bratem ciotecznym Józkiem Wilkiem weszliśmy do zaplombowanego pokoju. Przy pomocy pary wodnej z rozgrzanego czajnika odkleiliśmy papierowe plomby. Z pokoju wynieśliśmy drogie wełny, suwadło do maszyny dwupłytowej itp. Jak panowie się z tych ubytków rozliczyli – nie wiem. Tata dostał wyrok 8 czy 9 miesięcy więzienia w Kielcach i grzywnę, która była bardzo mała. I taka to prawda. Nieprawdą natomiast była opisana w artykule rzekoma fabryczka z kilkoma pracownikami. Tak to wszystko zapamiętałem.

Jak już powiedziałem, Milicja Obywatelska wiedziała wszystko, ale nie wykorzystywała swojej wiedzy, gdy nie musiała. A musiała, gdy były donosy. Na nas w 1965 roku doniósł Kazimierz Jezierski². Skąd wiem? To historia nie z tej ziemi.

Komendant Posterunku MO w Przedborzu Stefan Molasy w 1976 roku przyjął mnie do służby. Moje zarobki, byłego już nauczyciela zawodu w ZDZ-tach, poszły 2-3 krotnie w górę. Przeniosłem się do Opoczna. Dlaczego? Bo w Przedborzu miałbym problem etyczny i zawodowy. Znałem ludzi, rodziny, ich sprawy i różne przekręty. Nie chciałem zaszkodzić Przedborzakom, a mieć miejsce urodzenia wolne od trosk i mojego zawodu.

Tak się zdarzyło w 1980 roku, że z narady w Piotrkowie Trybunalskim do Przedborza pod mój dom podjechała „Wołga” z komendantem Molasym i moim aktualnym przełożonym, komendantem MO w Opocznie kpt. EK. Byłem wtedy na urlopie w domu.

EK powiedział do Molasego: „Ja w tym domu byłem na przeszukaniu u Auguścika”.

Molasy: „W tym domu jest kilka rodzin Auguścików. To nie było u Czesia!” Molasy znał prawdę i skłamał. Pojechaliśmy wtedy razem do restauracji p. Jaźwiecowej.       

Mój przełożony EK kilka lat później potwierdził, że gdy pracował w Komendzie MO w Końskich w dziale przestępstw gospodarczych dostali ze SB³ donos Jezierskiego, który był u nich na kontakcie. Informację tę o Jezierskim potwierdził mi kilka lat później Stanisław Grad, były komendant Posterunku MO w Przedborzu. Pochodził z Pilczycy jak moja Mama, a wtedy służył w Komendzie MO w Końskich.

Jezierski miał powody, sam też tkwił w tym interesie, więc zniszczył konkurencję. Ale on musiał kogoś nadać, żeby mieć spokój we własnym życiorysie, na zasadzie: „daj nam sprawy, a my przedłużamy twoje do przedawnienia”. 

Wyświetliliśmy jedną z tajemnic „Świętokrzyskiego Manchesteru”, a było ich więcej. Przynajmniej jeszcze kilka głośnych rewizji zatrzęsło miastem, kilka rodzin odnotowało straty, były wyroki więzienia.

Oprac. Wojciech Zawadzki

——————-

  1. ORMO – Ochotnicza Rezerwa Milicji Obywatelskiej paramilitarna organizacja społeczna wspierająca Milicję Obywatelską.
  2. O Kazimierzu Jezierskim czytaj: https://psbprzedborz.pl/pogrom-terror-czyli-mord/
  3. SB – Służba Bezpieczeństwa, tajna policja polityczna w PRL, wcześniej Urząd Bezpieczeństwa (UB).

W tej kategorii …

W sutannie i ze strzelbą, cz. II i III

II. I jeszcze jeden, inny wymiar tej postaci. Ksiądz Ludwik jako myśliwy. Ten wymiar dla syna i wnuka leśników był wręcz naturalny. Od dziecka nie były mu obce typowe łowieckie zajęcia, jak tropienie i ściganie zwierzyny, zasiadka, znajomość i posługiwanie się bronią...

read more
W sutannie i ze strzelbą, cz. I

W I tomie Przedborskiego Słownika Biograficznego we współpracy profesorem Krzysztofem Tomaszem Witczakiem opublikowaliśmy biogram Księdza-Legendy, Ludwika Żmudowskiego (1826–1891). Charakteryzując bohatera dodaliśmy: „Wypłoszem”, ksiądz katolicki, kanonik honorowy...

read more